Polonia Warszawa zasłużenie pokonała na własnym stadionie PGE GKS Bełchatów 2:1. Ważna wygrana, tym bardziej że być może… Zieliński uratował dzięki niej posadę.

Pierwsza połowa wyglądała dość ciekawe. Mecz toczył się w niezłym tempie, akcje przenosiły się spod jednej bramki pod drugą. Wynik otworzył się dość szybko, bo już w 14. minucie wrzutkę Zbozienia w kapitalnym stylu na bramkę zamienił Nowak. Napastnik PGE GKS-u w podręcznikowy sposób się odchylił i precyzyjnym strzałem tuż przy słupku pokonał Przyrowskiego.
Radość bełchatowian nie trwała zbyt długo, bo już po czterech minutach gospodarze doprowadzili do wyrównania. Długi wykop Przyrowskiego trafił wprost pod nogi Bruno, który uciekł jeszcze dwóm rywalom i w efektowny sposób przelobował bramkarza. Po bramce wyrównującej Polonia dostała wiatr w żagle i inicjowała kolejne akcje. Bliscy strzelenia gola byli Baszczyński po strzale z dystansu oraz Szultes, który z kolei nie czysto trafił w piłkę. Czech miał też swoją okazję pod koniec połowy, kiedy to dostał idealną piłkę od Trałki, ale nieprecyzyjnie ją sobie przyjął. Gdyby mu się udało, wyszłaby podobna akcja do tej, którą we wczorajszym meczu o Superpuchar przeprowadził Messi i Fabregas.
Po zmianie stron zdeterminowani do strzelenia gola byli i jedni, i drudzy. Tuż po wznowieniu gry, potężny strzał oddał Wróbel, ale dobrą interwencją popisał się Przyrowski. W odpowiedzi swoich sił spróbował Teodorczyk, lecz uderzał niecelnie. W drugim podejściu miał o wiele łatwiej, bo piłkę kapitalnie wyłożył mu Szultes. Młody napastnik tylko dołożył nogę i cieszył się z bramki dającej prowadzenie swojej drużynie.
Szansę na podwyższenie rezultatu miał Sikorski, ale zamiast stopą, uderzył piłkę… kolanem, marnując tym samym stuprocentową sytuację. Dla byłego piłkarza Górnika to nie było najlepsze spotkanie. Pod koniec meczu najpierw fatalnie przestrzelił, będąc w dogodnej sytuacji, a potem… zmarnował sytuację sam na sam. Minął bramkarza, ale tragicznie spudłował.











