Mecz pomiędzy Manchesterem City a Wigan Athletic zapowiadał się na dość ciekawy. W końcu niedawno podopieczni Martineza wywieźli trzy punkty z White Hart Lane oraz zremisowali z Sunderlandem. Z kolei podopieczni Manciniego miewają problemy z grą na wyjazdach. Ostatecznie, na DW Stadium, triumfowali goście.

Manchester City wyszedł w podobnym ustawieniu co w ostatnich meczach. O środku pola tradycyjnie stanowili Barry, De Jong oraz Yaya Toure. W ataku dalej szarżował jeden nominalny napastnik, Carlos Tevez, partnerowali mu zaś Silva oraz Milner. Roberto Martinez na szpicy ustawił za to ściągniętego rzutem na taśmę Franco Di Santo.
Gra „The Citizens” w lidze ostatnio nie była zachwycająca. Wymęczone remisy czy też zaskakujące porażki mogły nie spełnić oczekiwań właściciela klubu, aczkolwiek Roberto Mancini wciąż ma czas na poprawne ułożenie drużyny. W meczu z Red Bullem Salzburg potentaci z Premiership stosowali długie i wysokie podania, co dało zdecydowanie lepszy wynik niż w starciu z Blackburn. W spotkaniu z „The Latics” zwycięstwo dla Manchesteru City wcale nie przyszło jednak tak łatwo. Na bramkę goście musieli poczekać aż do końca pierwszej połowy. Wtedy to, na kilka minut przed ostatnim gwizdkiem Lee Proberta, z błędu obrony skorzystał Carlos Tevez. Joe Hart wznowił grę ze swojego pola karnego, posyłając długie podanie na połowę rywala. Złe przyjęcie piłki, w efekcie jej przedłużenie, przez zawodnika Wigan skończyło się tym, że dopadł ją Carlos Tevez, który strzelił swoją trzecią bramkę w sezonie, lobując Al-Habsiego.

Obie jedenastki grały jednak bez charakterystycznego stylu gry. Z zawodników City na boisku widoczny był Pablo Zabaleta, który tradycyjnie udzielał się zarówno w defensywie, jak i w ofensywie. Swoich okazji w ataku szukał również Tevez. Nie najlepiej przedstawiała się za to obrona „The Latics”. Sytuacja w tej dziedzinie ma się różnie zresztą od początku sezonu, wystarczy wspomnieć o porażce z Blackpool na inaugurację sezonu. Dość dobry mecz rozagrał bramkarz Al-Habsi, który chociaż nie zachował czystego konta, kilka razy został zmuszony do interwencji w dość niekomfortowych sytuacjach, a wychodził z nich obronną ręką. Mniej widoczny niż w Lidze Europejskiej był David Silva, w rezultacie czego w drugiej połowie opuścił on boisko na rzecz Adama Johnsona. Po małym zamieszaniu w polu karnym, notabene również związanym z niepewnością w defensywie, w 70. minucie drugą bramkę dla gości zdobył Yaya Toure.











