PGE GKS Bełchatów podtrzymuje serię meczów bez porażki. Dziś zasłużenie pokonali piłkarzy kieleckiej Korony 1:0, lecz wynik nie jest sprawiedliwy, bo bełchatowianie byli wyraźnie lepsi i rezultat nie pokazuje tego, co działo się na boisku.
Od pierwszych minut gra była prowadzona przez podopiecznych Rafała Ulatowskiego, który świetnie przygotował swój zespół do tego starcia. Już w czwartej minucie meczu gospodarze mogli wyjść na prowadzenie. Po błędzie prawego obrońcy Korony Małkowski znalazł się w wyśmienitej sytuacji sam na sam z Cierzniakiem, ale tym razem lepszy okazał się bramkarz przyjezdnych.

Na pierwszą bramkę czekaliśmy do dziesiątej minuty, kiedy to sędzia wskazał korner dla gospodarzy. Do narożnika boiska podszedł Małkowski, który wręcz idealnie zagrał na głowę Popka, a ten bez problemu wpakował piłkę do bramki Cierzniaka. Piłkarze z Bełchatowa nie zamierzali poprzestać na jednej bramce, konsekwentnie wykorzystywali wyższość nad rywalami, a Korzym niejednokrotnie stał w dogodnej sytuacji na podwyższenie wyniku. Mimo licznych ataków PGE GKS Bełchatów, wynik utrzymał się do połowy spotkania. Rezultat 1:0 nie odzwierciedlał tego, co działo się na boisku. Piłkarze Korony Kielce nie mieli powodów do zadowolenia, ale z drugiej strony powinni się cieszyć, że schodzili do szatni ze stratą tylko jednej bramki.
Na drugą połowę Marek Motyka zaplanował ofensywną grę. W miejsce Mariusza Zganiacza wszedł Paweł Buśkiewicz, a dwie minuty po gwizdku rozpoczynającym drugą odsłonę meczu Wilk posłał bardzo szybką piłkę w kierunku bramki rywala, ale minimalnie przestrzelił.
Do 55. minuty wyrównana gra w środku pola. Po zamieszaniu w polu karnym sędzia postanowił wskazać na jedenasty metr od bramki Cierzniaka! Przed szansą na podwyższenie prowadzenia stanął Pietrasiak. Po chwili oczekiwania arbiter pozwolił na wykonanie karnego, tym razem świetną paradą popisał się bramkarz Korony, który wyciągnął „jedenastkę”! Jego radość została nagrodzona żółtą kartką.
W 70. minucie Nikola Mijailović dotknął piłki ręką, jednak sędzia nie zauważył tej sytuacji i nie podyktował drugiego rzutu karnego dla GKS-u Bełchatów. Szkoleniowiec kieleckiej drużyny zrozumiał, że koniec meczu zbliża się wielkimi krokami, a jego drużyna nie gra za dobrze w ofensywie, postanowił zmienić Łukasza Nawotczyńskiego i wprowadzić trzeciego napastnika – Krzysztofa Gajtkowskiego.
W ostatnich minutach gospodarze jeszcze bardziej przycisnęli „Złocisto-krwistych”, ale do gwizdka kończącego spotkanie nie zdołali zmienić wyniku i ostatecznie pozostaje im się cieszyć z jednobramkowego zwycięstwa.











