O Edenie Hazardzie po wyśmienitym wejściu w rozgrywki na Wyspach napisano już wiele. Na temat Kagawy i Cazorli nieco mniej, choć obaj równie dobrze (lecz mniej efektownie) wpasowali się w nowe drużyny. Wszystkich ich łączy pozycja playmakera oraz to, że od nowego sezonu grają w angielskich klubach. Warto przyjrzeć się, jak w dotychczasowych trzech kolejkach radzili sobie na boisku.
Sylwetki piłkarzy omówię w porządku chronologicznym przejścia do obecnego klubu. I już na wstępie muszę wprowadzić dodatkowe kryterium, gdyż transfery Shinjiego Kagawy i Edena Hazarda zostały sfinalizowane tego samego dnia (1 lipca 2012). Nie pozostaje nic innego, jak tylko skorzystać z ułożenia niczym w szkolnym dzienniku – według liter alfabetu.

Na temat dotychczasowych występów w Premier League nowego nabytku Chelsea Londyn napisano już bardzo dużo. O jego grze mówiono w samych superlatywach, co nie powinno dziwić, gdyż rzeczywiście Hazard prezentował się w tych trzech kolejkach świetnie. Wystarczy wspomnieć, że gracz z numerem 17 miał aktywny udział w siedmiu z ośmiu zdobytych przez „The Blues” goli. Sam co prawda strzelił bramkę tylko raz, ale chyba nikomu na Stamford Bridge to nie przeszkadza, skoro młody Belg ma na swoim koncie wiele asyst oraz wypracowanie rzutów karnych, a dzięki jego grze Chelsea z kompletem punktów znajduje się na czele tabeli. Nie wiem, czy włączanie się w chór głosów wychwalający umiejętności Hazarda jest konieczne. Nigdy nie miałem zdolności muzycznych, a poza tym w tej dziennikarskiej kakofonii łatwo można się dać zagłuszyć. Oczywiście, nie sposób omawiać gry tego piłkarza bez uwzględnienia jego wyszkolenia technicznego, ale mnie bardziej interesuje jego sposób funkcjonowania na boisku – jako jeden z elementów zespołu, niezwykle indywidualny, ale jednak stanowiący wraz z innymi piłkarzami kolektyw. Roberto Di Matteo świetnie wykorzystał jego potencjał, pozostawiając mu wiele swobody w środku pola. Hazard mógł często zmieniać pozycje, dzięki czemu sprawiał niemało kłopotów defensorom drużyny przeciwnej. Ci natomiast wytaczali przeciwko niemu ciężką artylerię, jednak szybkość i drybling pomocnika zmuszały do nieprzepisowych zagrań. Obrońcy zwyczajnie za nim nie nadążali, a faule w polu karnym i jego okolicy pozwalały na strzelanie goli przez graczy Chelsea.
Świetnie układa się boiskowa współpraca pomiędzy zawodnikami „The Blues”. Widać, że Hazard bardzo dobrze rozumie się z Frankiem Lampardem i Fernando Torresem. Zastanawia mnie, czy „El Nino” w końcu się odblokował w barwach Chelsea, ponieważ ma za plecami tak fenomenalnie podającego kompana czy też gra w cieniu Didiera Drogby stanowiła dla niego obciążenie. Torres aklimatyzował się dużo dłużej (dla wielu za długo) niż belgijski pomocnik. Razem jednak tworzą mieszankę wybuchową, wystarczy wspomnieć ich wspólną akcję, po której Hiszpan strzelił bramkę „Srokom”. W siatkówce funkcjonuje pojęcie „wbicia gwoździa”. Ten gol był czymś w tym rodzaju.












