Prezes Lechii Gdańsk obdarzył niemałym zaufaniem Pawła Janasa, powierzając mu opiekę nad swoim zespołem. Ta decyzja wymagała odwagi… mało, wielkiej odwagi… nie, to posunięcie wymagało wielkich cojones.
Czy to słuszna decyzja prezesa Lechii? Fakt, doświadczenie Janasa jest jego atutem, w końcu to były trener reprezentacji Polski, który wsławił się wprowadzeniem Legii do Ligi Mistrzów i wywalczeniem awansu do finałów mistrzostw świata z reprezentacją Polski. Elitarna Champions League to jednak odległe czasy, a praca z kadrą narodową pokazała, że presja mocno szkodzi byłemu selekcjonerowi. Janas zupełnie nie poradził sobie z medialnym szumem na mistrzostwach świata i w efekcie poległ z kretesem nie tylko pod kątem medialności, ale też w boiskowych starciach z rywalami.

Ostatnie szkoleniowe próby Janasa nie napawają optymizmem. Praca w Bełchatowie czy Polonii Warszawa chluby mu nie przynosi. W Warszawie mówiono, że były selekcjoner był zupełnie niedostępny dla piłkarzy, nie zwracał na nic uwagi, jego zdanie było jedynym słusznym rozwiązaniem, a wymagał tyle, że piłkarze szybko mieli go dość. Jeszcze trochę i zasłużyłby sobie na przydomek „Kim Dzong Il”, a kto wie, może nawet po odniesieniu pewnych sukcesów kazałby płakać piłkarzom w przypadku rezygnacji z fotela szkoleniowca, tak jak Koreańczycy płakali po swoim wodzu.
Szczytem bufonady było jego drugie podejście do Bełchatowa. Janas kiedyś świetnie się spisywał jako trener „Brunatnych”. W latach 2008-2009 osiągnął z tym zespołem niemałe sukcesy, choć trzeba przyznać, że kontynuował on dzieło Oresta Lenczyka, który zbudował w Bełchatowie silny zespół. Powrót Janasa miał miejsce 17 czerwca 2011 roku. Odwrót nastąpił 30 sierpnia. W sumie prowadził ten klub w pięciu meczach, po czym z własnej, nieprzymuszonej woli zrezygnował. Tutaj na myśl przychodzi porównanie do kapitana włoskiego statku, który rzekomo wypadł z niego i zupełnie przypadkowo wylądował w łodzi ratunkowej.
Te fakty dają do myślenia, kto z dwójki Janas – Turnowiecki ma większe jaja. Prezes Lechii podjął ryzykowną decyzję, oddając zespół w ręce trenera, który ma ostatnio fatalną passę i wydaje się w tej roli wypalony. Były selekcjoner podjął odważną decyzję wyciągnięcia z dołu gdańszczan, choć wcale nie musiał parać się trenerką, by mieć pieniądze na chleb i masło. No cóż, do odważnych świat należy. Oby tylko przez wielkie cojones obaj panowie nie zrobili się nawzajem w jajo.











