Przestańmy bawić się w matematykę, liczenie prawdopodobieństwa zdobycia przez Legię Warszawa mistrzostwa Polski. Ukróćmy marzenia tych, którzy liczą na wpadkę Lecha Poznań w meczu z Wisłą. Bądźmy szczerzy – Legia z taką grą, a przede wszystkim postawą, nie ma prawa zostać mistrzem Polski.
Umówmy się – kto by mistrzem nie został, będzie to mierny czempion. Trudno powiedzieć, kto jest tak naprawdę zwycięzcą w tym żółwim wyścigu o pierwsze miejsce na piedestale. W sumie tu nie chodzi nawet o to, kto był najlepszy, ale kto nie spieprzył sobie końcówki sezonu. Podopieczni Macieja Skorży niewątpliwie sporo skorzystali na miernej postawie największego rywala w tym rajdzie.
Wyścig żółwi
I cóż, taka jest smutna prawda. Lech Poznań mógł mistrzostwo osiągnąć dzięki źle wykonanej robocie w Legii. Można to obalić w ten sposób, że końcówka w wykonaniu lechitów była naprawdę dobra. W ostatnich pięciu spotkaniach przegrali tylko raz, rywalem była rozpędzona Jagiellonia Białystok. Dalej były przekonujące zwycięstwa, ale pamiętajmy, że początek sezonu Lech miał równie słaby co Legia końcówkę. Wszystko odmienił Maciej Skorża. Prowadzona przez niego ekipa nie jest nawet bliska ideału, ale z pewnością idzie w dobrym kierunku i wykorzystuje szansę, którą stworzyła im Legia. W decydującej fazie sezonu nie do poznania zmienił się Szymon Pawłowski, który był motorem napędowym akcji „Kolejorza”. Dobrymi ruchami transferowymi okazały się nabytki Arajuuriego, Hamalainena czy Jevticia.
Lech Poznań jest mistrzem zasłużonym, grającym najlepszą piłkę w lidze. Jak wspomniałem wyżej, temu produktowi daleko do najwyższej możliwej jakości, ale lepszego w tym gronie nie znajdziemy. Za taki uważano Legię Warszawa prowadzoną przez Henninga Berga. Jeśli zespół Henninga Berga w grupie mistrzowskiej zdobył tylko pięć goli, z czego dwa nieprawidłowe (Śląsk i Wisła), a jeden bardzo kontrowersyjny (Jagiellonia), to jest sens drążyć temat? Jasne, że tak! Chociażby po to, żeby wiele osób wierzących w pewnych ludzi zmieniło swoją wiarę. Może pomoże. Norweski trener wręcz olał rozgrywki ligowe, a w decydującej fazie sezonu był tak słaby, że wicemistrzostwo kraju będzie największym możliwym sukcesem.
Bez pomocy Rutkowskiego
Żadnego detektywa Rutkowskiego czy innego Malanowskiego nie trzeba tu zatrudniać, żeby odpowiedzieli na pytanie – kto schrzanił robotę w Warszawie. Zagraniczni trenerzy mają to do siebie, że ich interesują głównie europejskie puchary, bo to dzięki nim mogą wypromować swoje nazwisko i opuścić kraj, który (daj Boże) ich wypromuje. A że Henning Berg prawdopodobnie cierpi na pamięć krótkotrwałą, zapomniał, że liga to priorytet. Jak można w ogóle mówić o mistrzu kraju w kontekście poniesionych dziewięciu porażek? Mistrz, którego klepią wszyscy? W ekstraklasie podobnie jak na ulicy. Klepią ciebie mniejsi, to sorry – zero szacunku i respektu. Teraz przed właścicielami Legii trudna decyzja – co zrobić z Bergiem? Zwolnić? Miał naprawdę fantastyczne wyniki w europejskich pucharach, kto wie, może gdyby nie głupota pewnych ludzi, Legia grałaby w Lidze Mistrzów. Bo w pewnym momencie sportowo na to zasługiwała. Ale zasługi Norwega wypadają blado przy tym, co zrobił Legii wiosną. Zepsuł maszynę do zabijania, zaprowadził na rzeź konia, który sam wygrywał wyścigi.










