Mecz pomiędzy Cracovią i Wisłą miał być hitem kolejki i pod względem walki rzeczywiście spotkanie mogło się podobać. Jednak ostatnie minuty meczu przyniosły ogromną dawkę emocji, dla Wisły pozytywnych, natomiast dla Cracovii najgorszych, jakie kibic może sobie wyobrazić.
Już przed spotkaniem wyraźnie można było odczuć w Krakowie specyficzną aurę. Nie była to jednak atmosfera, jaka towarzyszy wojnie, lecz prawdziwemu świętu piłkarskiemu. Do wysokiego poziomu, jaki prezentowali kibice obu drużyn, próbowali dostosować się również piłkarze i nawet były momenty, kiedy im się to udawało.

Pierwsze minuty stały pod znakiem walki o każdy centymetr boiska. Agresywna gra obu drużyn mogła się podobać, tym bardziej, że wszystko odbywało się zgodnie z przepisami. W 17. minucie Suvorov oddał pierwszy groźny strzał w tym spotkaniu. Mołdawianin uderzył z rzutu wolnego z dużej odległości, Mariusz Pawełek wyskoczył do piłki i chwycił ją w rękawice, jednak przy lądowaniu noga zaplątała mu się w siatkę i potrzebna była interwencja lekarzy. Na szczęście dla Wisły 29-letni golkiper mógł kontynuować grę.
Cracovia zdołała przejąć inicjatywę i stworzyła sobie doskonałą sytuację do strzelenia gola. Do prostopadłego podania w tempo wyszedł Ntibazonkiza, Burundyjczyk miał wystarczająco dużo miejsca i czasu, żeby zrobić z futbolówką dosłownie wszystko, lecz uczynił za mało, żeby wymanewrować Mariusza Pawełka. Chwilę później odpowiedziała Wisła. Strzał głową Chaveza o centymetry minął prawy słupek bramki Cabaja. Następnie Patryk Małecki zaprzepaścił sytuację, po której Wisła powinna objąć prowadzenie. Kilka chwil później Paweł Brożek nie strzelił bramki w sytuacji, którą powinien wykorzystać z zamkniętymi oczami. Z kolei Cracovia miała szansę wyjścia na prowadzenie po akcji Ślusarskiego. Wymianę ciosów zakończył, gwizdkiem oznaczającym koniec pierwszej odsłony meczu, sędzia Marcin Szulc.
Na początku drugiej połowy bohaterem meczu mógł zostać Saidi Ntibazonkiza. Wydawało się, że piłka po jego strzale wyląduje w siatce, ale znakomitą interwencją popisał się – po raz kolejny w tym spotkaniu – Pawełek. Dziesięć minut później reprezentant Burundi musiał opuścić bosko z powodu kontuzji, lecz Cracovia nie osłabła, wręcz przeciwnie, „Pasy” z biegiem czasu zyskiwały coraz większą przewagę. Nic jednak z niej nie wynikało, a z biegiem czasu nerwy powodowały coraz bardziej agresywną postawę obu ekip. W 85. minucie doszło nawet do małej przepychanki, którą wyjaśnił arbiter karząc żółtym kartonikiem Pawła Sasina i Andraza Kirma.
90. minut minęło, sędzia już szykował się do zakończenia meczu, ale Wisła jeszcze atakowała. Prawą stroną boiska przedarł się Kirm, który dośrodkował płasko na piąty metr, a tam Nourdin Boukhari wepchnął piłkę do bramki, pogrążając Cracovię.











