Legia Warszawa pokonała PGE GKS Bełchatów 2:0. Było to pierwsze zwycięstwo warszawskiej drużyny od 29 sierpnia. A fatalna passa Bełchatowa trwa dalej. Zespół prowadzony przez Kamila Kieresia nie wygrał od drugiej kolejki.
Obie drużyny rozpoczęły to spotkanie z dużym impetem. Widać było, że i jedni, i drudzy będą chcieli ten mecz wygrać, a remis nie zadowoli żadnej ze stron. Już w 7. minucie spotkania fatalną okazję do zdobycia bramki zmarnował Ljuboja. Serb otrzymał fantastyczne podanie od Janusza Gola i stanął oko w oko z bramkarzem Bełchatowa, jednak uderzył fatalnie i jego strzał zdążył zablokować Lacić. Chwilę później odpowiedzieli gospodarze. Z dystansu uderzał Fonfara, ale piłka poszybowała nad poprzeczką.

W 11. minucie groźnie z linii szesnastego metra uderzał Radović, ale piłka po jego strzale minimalnie minęła słupek bramki strzeżonej przez Sapelę. Później tempo spotkania siadło i ani jedni, ani drudzy nie potrafili sobie stworzyć czystej sytuacji bramkowej.
Drugi kwadrans spotkania najlepiej podsumował strzał Wróbla, który uderzył z 30 metrów i prawie tyle nad bramką. Mówiąc wprost pomiędzy 15. a 30. minutą w Bełchatowie nie działo się zupełnie nic, a piłkarze rzadko decydowali się na dokładne podanie piłki do partnera.
W 31. minucie kolejną akcję przeprowadziła Legia, szczęścia próbował Janusz Gol, ale uderzył nad poprzeczką. Pięć minut później bezpośrednio z rzutu wolnego bardzo dobrze uderzał Ljuboja, ale jeszcze lepiej interweniował Sapela, który sparował piłkę zmierzającą w okienko bramki na rzut rożny. Z minuty na minutę przewaga gości rosła. Strzelali Ljuboja, Wolski, Rybus, Jędrzejczyk, Radović, jednak piłka jak zaczarowana nie chciała wpaść do bramki Bełchatowa.
Do przerwy wynik już nie uległ zmianie. Legia była drużyną zdecydowanie lepszą, ale podopieczni Skorży nie potrafili wykorzystać kilku bardzo dobrych okazji.
Pierwszą naprawdę groźną sytuację gospodarze stworzyli sobie w 51. minucie meczu. Dobrą akcję Bełchatowa kończył strzałem Marcin Żewłakow, ale wyśmienitą interwencją popisał się Kuciak.
W 58. minucie meczu piłka w polu karnym Bełchatowa przypadkowo trafiła pod nogi Radovicia, ten bez namysłu huknął potężnie, ale futbolówka trafiła w słupek bramki strzeżonej przez Sapelę. Chwilę później drogę do bramki znalazł Ljuboja, ale sędzia dopatrzył się spalonego. Po godzinie gry wciąż na tablicy wyników widniał wynik 0:0.












