Broniący mistrzowskiego tytułu „Kolejorz” przegrał w niedzielę z Górnikiem Zabrze 0:2 i nie byłoby w tym nic niezwykłego, gdyby nie fakt, iż to już czwarta porażka z rzędu. Na dodatek to trzeci ligowy mecz, w którym poznaniacy nie potrafili strzelić gola! Sytuacja Lecha staje się coraz bardziej dramatyczna, a trener Zieliński wydaje się bezradny.
Wszystko ma swój początek i koniec. Banalne, ale prawdziwe. Niezależnie od decyzji władz klubu, czas Jacka Zielińskiego w Lechu dobiegł końca. Trenerze – to dla Pana mój list, niestety, jest on pożegnalny.
Dziękujemy za sezon 2009/2010
Trenerze Zieliński, dziękujemy za mistrzostwo Polski, wywalczone po siedemnastu latach oczekiwań. W dużej mierze to dzięki Panu kultowe już hasło „idziemy na majstra” udało się w końcu zrealizować. Dziękujemy za wiosnę 2010, kiedy to pokazał Pan, że pościg za liderem i odrobienie strat jest zawsze możliwe. Dziękujemy za fetę, jaka miała miejsce po ostatniej kolejce, kiedy mistrzowski tytuł stał się faktem. Żaden kibic nie zapomni dziesiątek tysięcy poznaniaków w niebiesko-białych koszulkach i szalikach wiwatujących do późnych godzin nocnych na Starym Rynku. Te chwile triumfu z Pana udziałem każdy sympatyk „Kolejorza” będzie nosił w sercu na zawsze.
Było tak pięknie, zatem dlaczego musi Pan odejść?
– Mój komentarz do ostatnich spotkań jest coraz bardziej schematyczny. Kolejna porażka i sytuacja w tabeli robi się bardzo nieciekawa. Sam zastanawiam się, co dzieje się z tą drużyną. Na pewno jednak nie będę chował głowy w piasek. Za słabe wyniki całą winę biorę na siebie. Nie wiem, jak to jest możliwe, że w ciągu kilku dni pokazują dwa całkowicie różne oblicza – to Pana niedzielny pomeczowy komentarz.
Ma Pan rację, nie panuje już nad tą drużyną, bo w zasadzie jej nie ma. Zamiast niej na boisku widzimy zlepek indywidualności, które nie potrafią ze sobą współpracować. Gdy Lech przegrywa, nie widać ducha zespołu, wzajemnego mobilizowania się, okrzyków ani lidera, który wziąłby odpowiedzialność za grę na siebie. Nie ma też walki, a to, jak ważna jest ona w dzisiejszym futbolu, udowodnił zespół Górnika Zabrze. Co prawda, po każdej porażce są słowa, że trzeba coś zmienić, wziąć się w garść i w końcu przełamać. Niestety, niedzielna przegrana kolejny raz pokazała, że na słowach się kończy, a recepty na wyjście z kryzysu jak nie było, tak nie ma.
Panie trenerze, nie ma Pan już wpływu na tych zawodników, zespół jest w rozsypce, a nastroje w szatni – najgorsze od kilku sezonów. Rozgrywki są w pełni, a perspektyw na lepszą grę nie widać. Beznadziejnego obrazu nie powinny zamazywać niezłe spotkania rozegrane przez Pana podopiecznych w Lidze Europy. Udało się zremisować z powracającym na europejskie salony po kryzysie Juventusem Turyn oraz wygrać z przeciętnym FC Salzburg. Należy jednak pamiętać, że z pucharowej rywalizacji Lecha omal nie wyeliminowałby wcześniej azerski Inter Baku.
Mimo wszystko dziękujemy za europejskie przygody, którymi żyła i ciągle żyje cała piłkarska Polska. Wszak to „Kolejorz” w tych rozgrywkach jest naszym jedynym reprezentantem. Od mistrza Polski wymaga się jednak dużo więcej, a i oczekiwania kibiców w stolicy Wielkopolski zawsze są olbrzymie. Na pewno sam zadaje Pan sobie z tego sprawę, dlatego dla dobra klubu, drużyny powinien Pan podać się do dymisji.










