Bitwa o Anglię trwa w najlepsze, jednak okienko transferowe zatrzasnęło się z hukiem pięć dni temu, toteż wszyscy generałowie będą musieli radzić sobie z armiami, które zdołali zgromadzić do ostatniej minuty 31 sierpnia. Przed wami ostatnia część przeglądu transferów w angielskiej Premiership, a pod lupę wzięliśmy Chelsea, Manchester United, Tottenham i Arsenal Londyn.
Chelsea Londyn
Niebieska zabawka Romana Abramowicza zdecydowanie w największy sposób wpłynęła na koloryt transferowego krajobrazu. „The Blues” wydali około 85 milionów funtów, angażując sześciu zawodników, przy czym jednego – Thorgana Hazarda – już wysłano na wypożyczenie do belgijskiego średniaka – Zulte Waregem. Gwoli prawdy: kwestia wypożyczeń piłkarzy ze Stamford Bridge już dawno przekroczyła cienką granicę absurdu, a teraz delikatnie głaszcze idiotyzm. W tej chwili aż 24 graczy londyńskiego klubu znajduje się na zesłaniu w innych zespołach, naiwnie licząc na drugą szansę w ekipie „The Blues”. O ile część zawodników, takich jak: Essien, Lukaku, Courtois czy De Bruyne, rzeczywiście może otrzymać okazję do przywdziania barw Chelsea, o tyle znakomita większość tej mało chwalebnej ferajny powinna spojrzeć w biografie takich grajków, jak: Michael Mancienne, Miroslav Stoch czy Franco Di Santo, których mariaż z wypożyczeniami zdawał się nie mieć końca, a jego finałem było wygnanie ze Stamford Bridge.
Transfer Edena Hazarda okazał się strzałem w dziesiątkę (fot. chelseafc.com)
Co gorsza, decyzje personalne są podszyte jakimś żenującym brakiem logiki i planu, jak zbudować zespół. Roberto Di Matteo obecnie dysponuje zaledwie dwoma napastnikami – Fernando Torresem i Danielem Sturridge’em, co w kontekście długiej batalii o prymat w Anglii nie jest najlepszą rekomendacją. Decyzję o oddaniu Romelu Lukaku na rok do West Bromiwch Albion można śmiało bronić, przypominając długą grę wstępną z Hulkiem, zakończoną przeprowadzką do Sankt Petersburga, jednak nic nie jest w stanie wybronić kwestii defensywnych pomocników. Przy preferowanym przez Włocha ustawieniu 1-4-2-3-1 na murawie znajduje się dwóch piłkarzy spełniających niewdzięczną rolę filtra przed obrońcami i będących jednocześnie łącznikami między ofensywą a defensywą. Tymczasem w tej chwili w szerokiej kadrze Chelsea możemy znaleźć jedynie trzech graczy o takiej charakterystyce, przy czym John Obi Mikel myśli w tempie konduktu pogrzebowego, Frank Lampard szuka zgubionej gdzieś na wakacjach formy, a Oriol Romeu jest wielką niewiadomą. Od biedy można cofnąć Ramiresa, ale będącego w fatalnej dyspozycji Brazylijczyka lepiej trzymać z daleka od własnej bramki. I tu pojawia się pytanie – kto decyduje o transferach? Jeśli Di Matteo, to być może mamy dowód, że zeszłosezonowe sukcesy były dziełem przypadku, a jego przygoda w Londynie może zostać przerwana w sposób nagły, tragiczny i bolesny. Jeżeli Ron Gourlay, to Włoch ma w swoich szeregach dywersanta, który systematycznie i skrupulatnie uprzykrza menedżerowi życie. Jeszcze przed startem ligi do Middlesbrough odesłano utalentowanego Josha McEachrana, aczkolwiek wówczas w klubie było aż pięciu defensywnych pomocników, toteż wypożyczenie 19-latka wydawało się sensowne. Jednak chyba żaden z fanów Chelsea nie przewidywał wtedy nietuzinkowego pokazu braku futbolowej niekompetencji, który zafundowano im w końcówce okienka transferowego. Najpierw bez żalu oddano Michaela Essiena do Realu Madryt, a kilka dni później sprzedano Raula Meirelesa do Fenerbahce Stambuł, zostając z ledwie trzema defensywnymi pomocnikami.
Z drugiej strony mamy aż nadkomplet kandydatów na trzy ofensywne pozycje: nowe nabytki Victor Moses (dziesięć milionów funtów), Eden Hazard (32 miliony), Oscar (25 milionów), Marko Marin (siedem milionów) oraz zawodnicy, którzy już byli na Stamford, a więc: Juan Mata, Ramires, Ryan Bertrand (przekwalifikowany przez Di Matteo na lewoskrzydłowego), Florent Malouda oraz Lucas Piazon. Dziewięciu piłkarzy na trzy pozycje. Nie sposób krytykować transfery kogoś z wymienionego kwartetu, jednak trudno nie oprzeć się wrażeniu, że w Londynie budowę domu rozpoczęto od montowania dachu. Ostatnim nowym nabytkiem jest hiszpański prawy obrońca, Cesar Azpilicueta, który ma naciskać na Branislava Ivanovicia, notabene grającego od początku sezonu koncertowo (oczywiście poza blamażem z Atletico Madryt). Jak dotąd najlepszym ruchem jest zakup starszego Hazarda, mającego udział przy siedmiu z ośmiu trafień „The Blues” w Premiership. Belg nic sobie nie robi ze zmiany ligi, w dalszym ciągu imponując szybkością, dryblingiem, przeglądem pola oraz – co rzadkie u ofensywnych graczy – boiskowym altruizmem. Chelsea na barkach Hazarda może daleko zajechać, a jeśli do zdrowia wróci świetnie grający w okresie przygotowawczym Marin, to przednia formacja londyńskiego zespołu będzie w stanie rozmontować każdą obronę świata.
Przybyli: Eden Hazard (Lille), Marko Marin (Werder Brema), Oscar (Internacional Porto Alegre), Victor Moses (Wigan Athletic), Cesar Azpilicueta (Olympique Marsylia), Thorgan Hazard (RC Lens).
Odeszli: Didier Drogba (Shanghai Szenhua), Kevin De Bruyne (Werder Brema), Salomon Kalou (Lille), Jose Bosingwa (QPR), Romelu Lukaku (WBA), Yossi Benayoun (West Ham), Josh McEachran (Midllesbrough), Gael Kakuta (Vitesse Arnhem), Sam Hutchinson (Nottingham Forrest), Michael Essien (Real Madryt), Raul Meireles (Fenerbahce Stambuł), Thorgan Hazard (Zulte Waregem).
Manchester United
Sir Alex Ferguson przeprowadził jeden z dwóch najlepszych transferów lata w Anglii (drugim jest Eden Hazard, witający się z Premiership bezprecedensowo). Sprowadzenie Robina van Persiego z Arsenalu już uratowało United trzy punkty, a mamy za sobą ledwie trzy kolejki nowych rozgrywek. Jak dotąd Holender trafia do siatki rywali średnio co 50,5 minuty i w mgnieniu oka udowodnił, że miniony sezon nie był szczytem jego możliwości. Mimo licznych spekulacji do końca okienka transferowego z United nie związał się już żaden znaczący piłkarz, bo przecież kimś takim z pewnością nie jest Alexander Büttner z holenderskiego Vitesse. Dobre wrażenie robi japoński czarodziej Shinji Kagawa, który – podobnie jak Hazard – bardzo szybko zaaklimatyzował się w nowym otoczeniu. Największym problemem MU jest środek defensywy. Monstrualna fala kontuzji zepchnęła na tę pozycję Michaela Carricka, któremu wymuszony przeszczep ewidentnie nie służy – już w inauguracyjnej potyczce z Evertonem zawalił bramkę, a i w kolejnym meczu z Fulham nie zachwycił. Na szczęście do zdrowia wrócili Evans i Ferdinand, toteż Ferguson nie musiał w trybie przyspieszonym ściągać kolejnego środkowego obrońcy.
Moussa Dembele już w debiucie zdobył bramkę dla Tottenhamu (fot. Skysports.com)
Warte wspomnienia jest z pewnością specyficzne odejście Dimitara Berbatowa. Bułgar, chowający śmiertelną urazę do Fergusona za – przedwczesne zdaniem napastnika – skreślenie z rywalizacji na Old Trafford, miał już zamówiony bilet do Florencji, gdzie czekał na niego kontrakt. Jednak Berbatow zmienił zdanie, ponieważ zgłosił się do niego mistrz Włoch, Juventus Turyn. Kiedy wydawało się, że snajper zasili szeregi „Starej Damy”, do gry wkroczyło Fulham i to ono ostatecznie wygrało wyścig o usługi rosłego napastnika.
Przybyli: Shinji Kagawa (Borussia Dortmund), Nick Powell (Crewe Alexandra), Alexander Büttner (Vitesse Arnhem), Robin van Persie (Arsenal Londyn), Angelo Henriquez (Universidad de Chile).
Odeszli: Park Ji Sung (QPR), Paul Pogba (Juventus Turyn), Dimitar Berbatow (Fulham Londyn), Tomasz Kuszczak (Brighton & Hove Albion), Fabio (QPR), Owen (Stoke City), Ben Amos (Hull City).
Tottenham Hotspur
Na White Hart Line ruch był spory, co nie sprzyjało zgraniu drużyny, a efektem tego jest haniebne 15. miejsce i Andre Villas-Boas proszący o czas. Portugalczyk, któremu lada chwila żebra połamie rozsadzające od środka ego, ponownie zdaje się uginać pod ciężarem pracy w wielkim klubie, na co dowodem jest podtrzymywanie absolutnie niepotrzebnej atmosfery wewnątrz szatnianej niepewności co do tego, kto odejdzie, a kto nie. Nieomal przez całe dwa miesiące spekulowano na temat odejścia Toma Huddlestone’a i Michaela Dawsona, a ostatecznie obaj pozostali w Londynie. Pierwszy z wymienionych nawet zagrał w minionej kolejce, ale swój występ zakończył mało chwalebną czerwoną kartką (skądinąd nieco naciąganą). Bezsprzecznie trudny do wytłumaczenia jest transfer reprezentanta Francji, Hugo Llorisa, który stał się czwartym dobrym bramkarzem w klubie, a po fenomenalnym występie Brada Friedela z Norwich przynajmniej na jakiś czas może zapomnieć o regularnej grze. Chyba że w zespole rezerw, ale i tam rywali ma nie z pierwszej łapanki, bo doświadczonych Carlo Cudiciniego i Heurelho Gomesa.
Po stronie strat zieją dziury po Luce Modriciu i Rafaelu van der Vaarcie, które może być niezwykle trudno załatać. Na pewno znakomitym transferem jest zakup Moussy Dembele, który już w debiucie pokazał, że jest graczem niepospolitym. Szybki, silny, dobrze dryblujący, wybiegany, waleczny – Belg to piłkarz kompletny i fani „Kogutów” bez wątpienia będą mieli wiele pociechy z jego popisów. Bardzo dobrym posunięciem było ściągnięcie rodaka Dembele, Jana Vertonghena, który niczym piękny kwiat rozkwita z meczu na mecz. Ciekawym zawodnikiem jest Gylfi Sigurdsson, ale w jego przypadku jest jeszcze za wcześnie, by stawiać jakieś daleko idące wnioski. W późniejszej fazie rywalizacji niezaprzeczalnymi wzmocnieniami będą Emmanuel Adebayor i Clint Dempsey, dla którego Tottenham był opcją awaryjną. Amerykanin bardzo chciał trafić do Liverpoolu, ale okazało się, że sześć milionów funtów przekracza możliwości „The Reds”, i piłkarz musiał zadowolić się towarzystwem AVB.
Portugalski opiekun „The Spurs” swoją pracę rozpoczął od przewietrzenia szatni. Pierwszymi ofiarami rewolucji byli Vedran Ćorluka, Niko Kranjcar i Steven Pienaar, a zaraz potem poleciały głowy Sebastiana Bassonga, Danny’ego Rose’a i Giovaniego dos Santosa, świetnie odnajdującego się w nocnych swawolach, ale za to zupełnie nieprzydatnego na murawie. Swoją drogą ciekawe, czy AVB wie, że zazwyczaj rewolucja pożera własne dzieci. Portugalczyk, niepomny spektakularnej klęski z Chelsea, ponownie brnie w ślepą uliczkę. Wciąż nie zdecydował się na jedno ustawienie, lawirując między 4-3-3 a 4-5-1, jako wysuniętego napastnika ustawiając kompaktowego Jermeine’a Defoe. Ponownie – jak wcześniej w „The Blues” – prosi o czas, którego nikt na White Hart Line nie ma. Przecież poprzednik AVB, Harry Redknapp, zostawił po sobie świetny zespół, czego nie zmieniają dezercje Luki Modricia i Rafaela van der Vaarta. Tymczasem Villas-Boas błaga o spokój, dokładnie tak, jakby zastał jedynie tlące się zgliszcza i cząstkowe ruiny. Czas pokaże, czy portugalski trener jest w stanie udobruchać wybredną Anglię czy ponownie ojczyzna Szekspira okaże się dla niego wyjątkowo niegościnna.
Przybyli: Gylfi Sigurdsson (Hoffenheim via Swansea), Jan Vertonghen (Ajax Amsterdam), Emmanuel Adebayor (Manchester City), Clint Dempsey (Fulham Londyn), Moussa Dembele (Fulham Londyn), Hugo Lloris (Olympique Lyon).
Santi Cazorla momentalnie stał się jednym z motorów napędowych Arsenalu (fot. Skysports.com)
Odeszli: Louis Saha (Sunderland), Ledley King (koniec kariery), Vedran Corluka (Lokomotiw Moskwa), Niko Kranjcar (Dynamo Kijów), Steven Pienaar (Everton), Sebastian Bassong (Norwich City), Luka Modrić (Real Madryt), Rafael van der Vaart (Hamburger SV), Giovani dos Santos (RCD Mallorca), Danny Rose (Sunderland).
Arsenal Londyn
Arsene Wenger przeprowadził trzy transfery, które jednak nie są w stanie zbilansować monstrualnych strat po odejściu Robina van Persiego i Alexandre’a Songa. O ile w buty Kameruńczyka zaczyna wchodzić genialny w minionej kolejce Abou Diaby, o tyle jak na razie nikt nawet nie zbliżył się do poziomu reprezentowanego przez wychowanka Feyenoordu Rotterdam. Król strzelców Ligue 1 – Olivier Giroud – rychło zrozumiał, że Premiership rządzi się innymi prawami niż francuska piłka, i jak dotąd wyróżnia się jedynie widowiskowymi pudłami. W meczu ze Stoke chybił z kilku metrów, w potyczce z Sunderlandem wolał lobować bramkarza niemal z połowy boiska, zamiast podawać do Aarona Ramseya, a w spotkaniu z Liverpoolem zmarnował wypracowaną przez Diaby’ego sytuację sam na sam z Reiną. W tym samym meczu w końcu odpalił Lukas Podolski, strzelając bramkę i zaliczając asystę.
Zdecydowanie najlepszym zakupem jest Santi Cazorla, który już od premierowego występu utrzymuje dobrą formę. Hiszpan stara się, jak może. W pierwszej kolejce był najbardziej kreatywnym piłkarzem serii, wypracowując kolegom siedem okazji do strzelenia bramki. Dobrze rozgrywa, dużo widzi, gra dla drużyny. Jedynym minusem w grze niskiego pomocnika są jak na razie strzały. Hiszpan w każdym ze spotkań kilkakrotnie próbował zaskoczyć golkipera rywali, ale w zasadzie wszystkie uderzenia pozostawiały wiele do życzenia. Co prawda w niedzielnym hicie pokonał Reinę, notabene po świetnej akcji z Podolskim, jednak gwoli prawdy trzeba przyznać, że to bramkarz „The Reds” popełnił fatalną pomyłkę, a nie Cazorla świetnie uderzył.
Poza wspomnianymi na początku Songiem i van Persiem brygadę z Emirates Stadium opuścili także Nicklas Bendtner, Park Chu Young i Ryo Miaychi, aczkolwiek zapewne po tych piłkarzach nikt w Arsenalu nie płacze. Na starcie rozgrywek „Kanonierzy” mają gigantyczny problem ze skutecznością – dopiero w trzeciej kolejce zdobyli pierwszą bramkę w sezonie. Na szczęście dla sympatyków „The Gunners”, nędzną imitację gry ofensywnej znakomicie bilansuje żelazna defensywa, będąca w tej chwili najlepszą w lidze. Świetną formę osiągnęli Per Mertesacker i Thomas Vermaelen. Przy tak wyśmienicie grającej obronie Arsenal teoretycznie powinien walczyć o czołową czwórkę, jednakże zdaje się, że żaden piłkarz Arsene Wengera nie jest w stanie strzelić przynajmniej 15 bramek w sezonie, a bez takiego zawodnika czub tabeli pozostaje tylko płonnym marzeniem.
Odeszli: Manuel Almunia (Watford), Carlos Vela (Real Sociedad), Ryo Miyaichi (Wigan Athletic), Park Chu Young (Celta Vigo), Nicklas Bendtner (Juventus Turyn), Robin van Persie (Manchester United), Alexandre Song (FC Barcelona).
Część 1: West Ham United, Reading FC, Southampton FC, West Bromwich Albion
Część 2: Stoke City, Aston Villa, Wigan Athletic, Queens Park Rangers
Część 3: Fulham, Swansea, Sunderland, Norwich
Część 4: Manchester City, Newcastle United, Liverpool, Everton