Wygranie ligi przez parweniuszy z City bezapelacyjnie ugodziło w samo serce wszystkie wielkie firmy angielskiego futbolu. Napędzany arabskimi funtami zespół na ostatniej prostej wyprzedził rywala zza miedzy, United, i z bezczelną wyższością zamachał pucharem za mistrzostwo Anglii. Nikt w MU, Chelsea czy Tottenhamie nie wyobraża sobie w tym sezonie podobnego scenariusza, toteż pełną parą idą zabiegi kosmetyczne, mające pozwolić zepchnąć „The Citizens” z tronu. Warto przyjrzeć się, jakie ruchy poczyniono w czołówce Premiership i kto najchętniej zdetronizowałby nowo koronowanego króla.
Choć okienko transferowe uchylono już niemal miesiąc temu, to jak na razie zakupy zostały bezlitośnie zepchnięte w kąt przez sensacyjne spekulacje na ich temat. W tej chwili zaklepano zaledwie kilku piłkarzy, jednak fakt jest taki, że jeśli któryś z pretendentów ma zamiar znokautować obecnego czempiona, to musi pożegnać się z zyskiem i sięgnąć głęboko do kieszeni.
Chelsea Londyn

Chyba najlepiej pojął to właściciel londyńskiej Chelsea, który – zdopingowany, a może raczej zaślepiony triumfem w Champions League – postanowił rzucić nie lada gotówką i już teraz wydał niemal 65 milionów funtów. Jak dotąd do zachodniego Londynu przeprowadzili się: Niemiec Marko Marin z Werderu Brema, cudowne dziecko belgijskiej piłki, Eden Hazard z Lille, jego młodszy brat Thorgan z Lens, a ostatnim nabytkiem jest Oscar, pomocnik Internacionalu Porto Alegre. Jednak jeśli wszyscy, których łączono z „The Blues”, rzeczywiście trafiliby na Stamford Bridge, to ego angielskiego zespołu ocierałoby się o stratosferę, a dla spokojnego Di Matteo zapewne zabrakłoby miejsca w szatni. Bardzo blisko przenosin do stolicy Anglii jest gwiazdor FC Porto, Hulk. Snajpera mistrza Portugalii, który na szpicy ma zastąpić Drogbę, wyceniono na co najmniej 40 milionów funtów. Do tego dochodzą: Victor Moses (Wigan), Theo Walcott (Arsenal), Maicon (Inter), nasz Robert Lewandowski (Borussia Dortmund), Cesar Azpilicueta (Marsylia), Willian (Szachtar Donieck) czy Andre Schuerrle (Leverkusen). Rzecz jasna nie każdy z wymienionych zasili załogę Chelsea, ale śmiało można stawiać, że w letnim okienku transferowym 100 milionów funtów opuści konto klubu z dzielnicy Hammersmith and Fulham. Zespół dowodzony przez Di Matteo jak tlenu potrzebuje prawego obrońcy i środkowego napastnika, a nie zanosi się, aby któraś z drużyn była skłonna oddać „The Blues” swojego piłkarza za bezcen. W przypadku negocjacji z angielskim klubem obowiązuje klarowna zasada – wiemy, że cię stać, więc płać. Szatnię, poza wspomnianym Drogbą, opuścili Salomon Kalou i wiecznie kontuzjowany Jose Bosingwa, a za pakowanie walizek powoli bierze się Florent Malouda. Wszyscy w stolicy Anglii liczą, że na Stamford dojedzie w końcu – zagubiona gdzieś na trasie Liverpool–Londyn – forma Fernando Torresa. Niezła końcówka sezonu i całkiem udane Euro dają nadzieję na przyszłość. Zbliżający się wielkimi susami sezon będzie prawdziwą próbą dla Roberto Di Matteo. Włoch, wygrywając Ligę Mistrzów, uszczęśliwił „boskiego Romana”, a ten w zamian za to obdarzył go całą furą zaufania (czytaj pieniędzy). Wciąż niedoświadczony trener zaprasza na swoją łajbę kogo chce i teraz tylko od niego zależy, do jakiego portu dobije – czy w chwale i sławie wróci z podboju nowych ziem, czy raczej, mimo donośnego startu, z hukiem roztrzaska się o jakąś górę lodową.











