W pierwszej części pisaliśmy m.in. o transferach mistrza Niemiec. Dzisiaj pod lupę bierzemy Schalke, Bayern i nie tylko. Będzie o piłkarzach, za których kluby nie zapłaciły ani eurocenta, oraz o takich, za których wyłożono grube miliony.
Wzmocnienia na Ligę Mistrzów
W przeciwieństwie do niektórych polskich klubów Borussia M’Gladbach postanowiła pieniądze zarobione na sprzedaży czołowych zawodników wydać na uzupełnienia. W ten oto sposób do drużyny „Źrebaków” trafił Luuk de Jong. Trzeba przyznać, że Holender przyszedł za nie byle jakie pieniądze. Czy 12 milionów euro wydanych na wicekróla strzelców Eredivisie (25 bramek) to dobra decyzja? Patrząc na dotychczasowe mecze, można stwierdzić, że nie. De Jong co prawda raz trafił do siatki… ale pokonał swojego bramkarza, czym pomógł drużynie kijowskiego Dynama w awansie do fazy grupowej Ligi Mistrzów. Na razie jest to zawodnik znacznie przepłacony i nic nie zapowiada, aby nagle jego wartość wzrosła.
Transfery Schalke

Kolejnym zawodnikiem, który zmienił barwy klubowe pierwszego lipca, jest Roman Neustädter. Urodzony na Ukrainie Niemiec to jeden z trzech piłkarzy M’Gladbach, który w okienku transferowym odszedł z czwartej drużyny Bundesligi. W poprzednim sezonie nie wystąpił tylko w jednym spotkaniu. W grze do przodu nie szło mu najlepiej (zaledwie jedna asysta), ale za to niesamowicie pracował w obronie. Przy ofensywnie nastawionych skrzydłowych Schalke dla drużyny z Gelsenkirchen może to być bardzo wartościowy transfer.
A skoro jesteśmy już przy skrzydłowych Schalke, należy wspomnieć o dwóch kolejnych przenosinach. Na początku lipca z wolnego transferu przyszedł Tranquillo Barnetta. Dla Szwajcara będzie to już dziesiąty sezon w Bundeslidze. Poprzednie osiem spędził w Bayerze, w którym ostatnio grał coraz mniej. Jednak w Schalke przy obecnej konkurencji (Draxler, Farfan, Jones) może być mu o regularną grę równie trudno. Tym bardziej że w ostatnim dniu sierpnia doszedł mu kolejny rywal do miejsca w podstawowym składzie w osobie Ibrahima Afellaya. Holender, który jeszcze dwa lata temu błyszczał w Eredivisie, próbuje znaleźć dla siebie miejsce w silniejszej lidze. Po niezłym początku w Barcelonie doznał kontuzji i w poprzednim sezonie rozegrał tylko cztery mecze. Błysnął formą w przygotowaniach Holandii do Euro, ale na samym turnieju jak cała drużyna zawiódł. Teraz został wypożyczony, a gra w Bundeslidze ma ostatecznie zweryfikować jego umiejętności.
Wracając jeszcze do osoby Barnetty, innym Szwajcarem, który w letnim okienku opuścił Bayer, jest Ered Derdiyok. Po przyjściu do Leverkusen za niecałe cztery miliony euro w pierwszym sezonie gry w Bundeslidze zdobył 12 bramek. Niestety, potem były gracz FC Basel coraz rzadziej łapał się do podstawowego składu, co przełożyło się na liczbę bramek – odpowiednio sześć i siedem w kolejnych latach. Nic więc dziwnego, że gdy Hoffenheim zgłosiło się po Szwajcara, proponując pięć milionów euro, Bayer nie odmówił. Do tej pory Derdiyok nie potrafi odpłacić się działaczom „Wieśniaków” za zaufanie. W trzech meczach nie strzelił bramki, nawet czwartoligowemu Berliner AK.









