Wielkie okienko transferowe, czyli dobrze znany wszystkim Deadline Day już za nami. Do samego końca transferiady byliśmy trzymani w niepewności przez największe kluby, a kiedy w poniedziałek na Big Benie wybiła godzina 23:00, wszelkie emocje opadły. Lecz nie wszędzie. Polska karuzela transferowa dopiero co zaczęła się kręcić.
Dla prawdziwego konesera polskiego futbolu obecne okienko transferowe jest nie lada gratką. Od początku stycznia byliśmy świadkami kilku naprawdę ciekawych ruchów transferowych. Śmiem zaryzykować stwierdzenie, że jest to najciekawszy okres wymian od paru dobrych lat. Wielkie powroty (Wawrzyniak, Furman, Wojtkowiak, Świerczok), wielkie wyjazdy (Bielik), wielkie nazwiska (Kadar, Marić, Kamess) oraz wielkie wymiany. Zatrzymajmy się jednak na chwilę przy tym ostatnim zagadnieniu.
Ostatnio wszyscy byliśmy świadkami ciekawego, a jednocześnie dziwnego transferu, w którym uczestniczyły trzy podmioty. Wymiana bramkarska na linii Lechia–Bełchatów–Legia poruszyła nie tylko tamtejsze ośrodki piłkarskie, ale również całą futbolową Polskę. Dawno w historii naszego kraju nie byliśmy świadkami tak interesującego i dającego wiele do myślenia transferu rodem z parkietów NBA. Dla niezorientowanych:
- Malarz przechodzi z Bełchatowa do Legii
- Budziłek przechodzi z Legii do Lechii
- Trela przechodzi z Lechii do Bełchatowa
I otóż tym sposobem koło nam się zamyka. Lecz gdzie tu sens, a gdzie logika, skoro w tych klubach pozostaje status quo na pozycji golkipera? Kto na tym najbardziej straci, kto na tym najbardziej zyska?
Lechia Gdańsk
Zacznijmy od północy Polski. Do Gdańska przyjechał Łukasz Budziłek z Legii Warszawa, czyli najmniej doświadczony bramkarz z wyżej wymienionej trójki. Były bramkarz m.in. GKS-u Katowice oraz GKS-u Bełchatów w ekstraklasie rozegrał zaledwie trzy spotkania i to w dodatku dawno temu. Ostatni raz mieliśmy okazję go obserwować między słupkami w najwyższej klasie rozgrywkowej w maju 2012 roku. Od tamtej pory ani widu, ani słychu. Nawet w tym sezonie ustępował na ławce swojemu rówieśnikowi, Konradowi Jałosze.
Budziłek wskoczy w miejsce Dariusz Treli, który przeniósł się do polskiej stolicy węgla brunatnego. O miejsce na rezerwie będzie walczyć razem z Damianem Podleśnym, dobrym znajomym z czasów gry w Bełchatowie. Ten transfer jest niewątpliwie krokiem w przód dla młodego bełchatowianina. W Legii nikt nie widział w nim choćby odrobiny talentu, dlatego od początku był skazany na trybuny, natomiast w Gdańsku ma szanse stać się solidnym rezerwowym. Być może brutalnie to brzmi, ale dopóty, dopóki Bąk jest w pełni dyspozycji, żaden z rezerwowych bramkarzy nie ma szans, aby wskoczyć między słupki Lechii.












