Letnie okienko transferowe trwa w najlepsze. Angielskie kluby zbroją się przed zbliżającym się wielkimi krokami sezonem 2010/2011. Spoglądając przez pryzmat mundialu, jeden z najbardziej utalentowanych piłkarzy zawitał do Manchesteru United. Jednak to nie wicemistrz Anglii, ba – ani mistrz – nie wiedzie prymu na angielskim rynku transferowym. W roli głównej występuje dotychczas lekceważony, a dziś coraz groźniejszy, Manchester City.
Najbogatsi rozdają karty
Wszystkie drużyny, które wygrały Premier League, La Liga czy Serie A, w ostatnich latach wydały wiele pieniędzy. To nie jest jakaś nowość. Ciężko gdziekolwiek wygrywać trofea, jeżeli nie inwestuje się w drużynę – tak tłumaczył się niedawno menadżer Manchesteru City, zapytany o politykę transferową klubu. I nic dziwnego, bo nie sposób nie wykorzystać ogromnego zastrzyku gotówki, jakim co pół roku raczą włodarze „The Citizens”. Co się rzuca w oczy zestawiając obecne okienko transferowe z zeszłorocznym? Podejście włoskiego trenera. Otóż, gdy u steru stał jeszcze Mark Hughes, priorytetem było zabieganie o wzmocnienia z Wysp. I tak oto na City of Manchester Stadium swoją obecność zgłaszali Bellamy, Tevez, Adebayor, Barry czy Lescott. Tym razem sytuacja przedstawia się zgoła inaczej. Mancini polowanie rozpoczął od wzmocnienia obrony, która na początku zeszłego sezonu nie prezentowała się najlepiej. Przedstawiciele klubu po raz kolejny dobili targu z niemieckim Hamburgerem SV, wcześniej bowiem sprowadzono z tego klubu Vincenta Kompany’ego oraz Nigela de Jonga. Tym razem szeregi „Obywateli” zasilił Jerome Boateng, który jeszcze przed mundialem osiągnął porozumienie w sprawie 5-letniego kontraktu.
Z perspektywy mundialu Hernandez okazał się być strzałem w dziesiątkę (fot. Football365.co.za)
Powszechna jest opinia, że dopóki Manchester City nie stworzy swojej bogatej historii, nie zostanie mistrzem Anglii, czy też nie odniesie sukcesu w Lidze Mistrzów, żaden z tak zwanych „wielkich graczy” nie zechce zawitać na City of Manchester. Absolutnie nie przeszkodziło to tabloidom, które wręcz prześcigały się w podawaniu coraz to innych nazwisk. Abstrahując jednak od takich perełek jak: „Drogba w City” albo „Torres w City”, klub w końcu prześcignął któregoś z potentatów. Cóż, nie tylko na boisku Chelsea musiała uznać wyższość „The Citizens”. Ostatnio dużo się mówiło o tym, że oba zespoły są zainteresowane sprowadzeniem do siebie Davida Silvy. Wychowanek Valencii spędził w Hiszpanii wiele lat i nie posmakował jeszcze wielkich sukcesów. Wydawało się więc naturalne, że jeżeli Hiszpan zdecyduje się na ruch, to wybierze wielki klub, odnoszący sukcesy, co wskazywałoby na Chelsea. Surprise! Silva wybrał City, które jak to w przypadku wielu zawodników, również i jemu przedstawiło superplan zakładający wygranie w najbliższym czasie ligi oraz stworzenie zespołu składającego się z najlepszych futbolistów świata. Dodając do tego niemałą pensję i naturale pragnienie nowych wyzwań, Silva stał się „Obywatelem”.
O tym, że Manchester City konsekwentnie stara się o pozyskanie zawodnika świadczy transfer Yayi Toure. Reprezentant Wybrzeża Kości Słoniowej jeszcze rok temu krytykował ruch swojego brata i zarzekał się, że z pewnością nie opuści Barcelony na rzecz „The Citizens”. Pomocnik z zeszłego sezonu nie może być jednak w pełni zadowolony, choćby ze względu na rolę odgrywaną w zespole. Po raz kolejny rozpętały się spekulacje, a z czasem podano wiadomość, że piłkarz jest już zdecydowany dołączyć do Chelsea. Znów zainteresowanie wyrazili działacze z Manchesteru i tym razem zawodnik dał się przekonać. Przyczyn transferu może być wiele: na pewno obecność brata Kolo w składzie, jak też i wysoka pensja, która w kuluarach wynosi ponad 200 tysięcy funtów tygodniowo.
Wciąż nie wiadomo jak się potoczy sprawa Robinho, który jeszcze przed mistrzostwami co krok powtarzał, że nie chce wracać do Manchesteru, a najchętniej zostałby w Santosie. Działaczy jego obecnego klubu może jedynie odstraszać wysoka tygodniówka, jaką musieliby płacić Brazylijczykowi. Do macierzystego zespołu wrócili Jo (który zeszły sezon spędził na wypożyczeniach w Evertonie i Galatasaray), a także Caicedo (który zawitał do Malagi i Lizbony). Napływ gwiazd z pewnością nie ucieszył zawodników, którzy jeszcze trzy lata temu mieliby pewne miejsce w wyjściowej jedenastce. Martin Petrov, z którym nie przedłużono kontraktu, jest oburzony zachowaniem działaczy, którzy zwyczajnie nie dyskutowali z nim na temat prolongaty umowy, a raczej traktowali go jak nastolatka. Walerij Bożinow z Manchesteru do Parmy uciekł jeszcze przed początkiem zeszłego sezonu. Postawił on na swoim i już nie wrócił, gdyż we Włoszech ma większe szanse na grę. Z „The Citizens” pożegnali się także Sylvinho i Benjani, na zatrzymanie którego wcześniej nie zdecydował się Sunderland. Jak przyznał kiedyś Steve Bruce, wypożyczony Zimbabwejczyk miał tylko zwiększyć rywalizację w składzie.
United po swojemu
Zgoła inaczej przedstawia się podejście rywali zza miedzy, Manchesteru United. Sir Alex Ferguson lubi stawiać na młodzież, zwłaszcza, że ta „Czerwonych Diabłów” prezentuje się bardzo dobrze. Jeszcze przed rozpoczęciem okienka transferowego, popularny Szkot dwukrotnie dobił targu. Klubowi skauci odkryli w Meksyku Javiera Hernandeza, wcześniej grającego w Deportivo Guadalajara. O talencie i niebagatelnych umiejętnościach napastnika świat się przekonał podczas tegorocznego mundialu. Razem z Dos Santosem i Carlosem Velą stanowili o sile „El Tri”. Gdyby negocjacje transferowe rozpoczęły się dopiero teraz, nie jest pewne, czy zawodnik zdecydowałby się na transfer do Manchesteru. Innym zawodnikiem wartym uwagi jest Chris Smalling, były już środkowy obrońca londyńskiego Fulham. Mierzący ponad 190 cm Anglik liczy sobie zaledwie 21 lat, w drużynie „The Cottagers” zadebiutował nieco ponad rok temu, a mimo to zrobił już wrażenie na krytykach. W tym wypadku do porozumienia z zawodnikiem doszło w trakcie styczniowego okienka, zaś umowa weszła w życie pierwszego lipca. W kuluarach mówi się, że na transfer wydano od 7 do nawet 12 milionów funtów.
Joe Cole wybrał Liverpool (fot. skysports.com)
Wygląda na to, że to już koniec zakupów United. Ferguson z dystansem podchodzi do innych klubów starających się na wszelkie sposoby wzmocnić swój zespół. Szkot jest jednak rad z tego co ma i nie zamierza już działać: – Jesteśmy zadowoleni z obecnego składu. W odpowiednim czasie ściągnęliśmy nowych zawodników i na dzień dzisiejszy jesteśmy ukontentowani – przyznał.
Obrońca od zaraz i Liverpool z popiołów
Arsenal przyzwyczaił do tego, że kładzie nacisk na młodzież. Zwolennikiem szkolenia i wprowadzania młodych w tajniki gry na najwyższym poziomie jest sam Arsene Wenger. Tego lata z Arsenalem żegna się jednak trójka doświadczonych obrońców. Kontraktów nie przedłużono z Williamem Gallasem, Silvestrem oraz Campbellem. Ubytki w linii defensywnej muszą jednak zostać naprawione. Rozpoczęły się zatem gorące poszukiwanie stoperów. Do klubu dołączył już 25-letni Laurent Koscielny. Szkoleniowiec „Kanonierów” zaznaczył jednak, że to za mało, by Arsenal mógł być spokojny o cały nadchodzący sezon. Rynek jest zatem gorączkowo penetrowany. Jeszcze wcześniej ofensywę trzeciej siły Premiership zasilił Marouane Chamakh.
Liverpool dopiero zaczyna wychodzić na prostą. O tym, że źle się działo podczas ubiegłego sezonu nikogo nie trzeba przekonywać. Klub jest zadłużony, właściciel chce go jak najszybciej sprzedać, odszedł menadżer Rafael Benitez, a ze względu na siódme miejsce w lidze, klub weźmie udział w eliminacjach Ligi Europejskiej. Sukcesorem Hiszpana został Roy Hodgson, ojciec sukcesu Fulham we wspomnianych europejskich rozgrywkach, a to już dobre wieści dla kibiców „The Reds”. Klub musi jednak ciąć koszta, a Anfield Road poniekąd z tego powodu opuścili: Aurelio, Riera, Insua oraz Benayoun. Jak się okazało, decyzja tego ostatniego nie była podyktowana sytuacją klubu a osobą Beniteza. Pomocnik skrytykował go za to, że nie doceniał jego umiejętności, co odbiło się na jego szansach na grę. W rezultacie, na transfer piłkarz zdecydował się jeszcze przed otwarciem okienka transferowego.
Hodgson swoją pracę rozpoczął od zastrzeżenia, że nigdzie nie puści swoich gwiazd. Bohaterami spekulacji transferowych w ostatnim czasie byli Fernando Torres oraz Steven Gerrard. Dużo się mówiło, że popularny „El Nino” dołączy do Chelsea. Carlo Ancelotti zaprzeczył jednak, jakoby był zainteresowany pozyskaniem Hiszpana. Steven Gerrard był z kolei przymierzany do Realu Madryt. Zawodnikiem jest ponoć zainteresowany Jose Mourinho. Angielski szkoleniowiec jak na razie konsekwentnie trzyma się swojego postanowienia i nie podejmuje tematu potencjalnego transferu. Zamierza za to się rozglądać za młodymi i perspektywicznymi graczami, wraz z nowym sezonem wchodzą bowiem w życie nowe przepisy odnośnie zawodników wychowanych na angielskich i walijskich boiskach. Z Charlton Athletic dołączył zatem młody Jonjo Shelvey. Jeszcze wcześniej, przed nominacją Hodgsona, wiadomo było o porozumieniu z doświadczonym Milanem Jovaniciem. Serba nie zraziło odejście Beniteza, w rezultacie czego dołączył do „The Reds”.
Benayoun zawitał na Stamford Bridge (fot. skysports.com)
Liverpool zatem powoli się odradza, niczym feniks z popiołów rzekliby niektórzy. O tym, że zarówno zawodnicy jak i działacze nie zbastowali, świadczy niespodzianka, jaką okazało się być zatrudnienie Joe Cole’a. Były piłkarz Chelsea zarzekał się, że zostanie w stolicy Anglii. Teraźniejszość okazała się zgoła inna, bo pomocnik wybrał miasto Beatelsów. Abstrahując jednak od wymogów finansowych zawodnika, stanął on wreszcie przed szansą prezencji swoich umiejętności i zamknięcia ust krytykom. Jeżeli zdoła uniknąć kontuzji, to bez wątpienia ma na to szansę.
Mistrz bez fajerwerków
Wielkich zakupów nie poczynił mistrz Anglii, Chelsea. Ze znanych graczy mogących liczyć na regularne występy został ściągnięty wspomniany już Yossi Benayoun. Zupełnie inaczej wygląda sytuacja, jeżeli chodzi o sprzedaż. Do Fenerbahce, za kwotę zbliżoną do pięciu milionów funtów, odszedł Miroslav Stoch, który umowę podpisał tuż przed mundialem. Podczas mistrzostw Słowak pokazał się z dobrej strony, więc „The Blues” mogą żałować, że zawodnik zdecydował się opuścić Stamford Bridge. Nieco zaskakująca była wieść o tym, że klub opuści Michael Ballack, z którym zdecydowano nie przedłużać kontraktu. Kapitan reprezentacji Niemiec nie pojechał na mundial, a w sezonie 2010/2011 będzie grał Bayerze Leverkusen. Innymi zawodnikami, którzy pożegnali się z Londynem są Belletti i Joe Cole właśnie.
W przypadku Chelsea więcej zamieszania rodzi się wokół spekulacji niż konkretów. W prasie mówi się o tym, że do klubu dołączy Torres lub Aguero. Ten drugi sam niedawno udzielił wypowiedzi, w której przyznał, iż myśli o drużynie ze Stamford Bridge. Argentyńczyk ma za sobą dobry sezon klubowy i uchodzi za wielki talent, wobec czego być może zawita do stolicy Anglii. Raczej jasne jest też to, że „The Blues” nie zasili Torres. Raz, że nie zamierza go nigdzie puścić Hodgson. Dwa, że zainteresowania nie przejawia Ancelotti, do czego się zresztą przyznał. Ostatnio wybuchło też spore zamieszanie wokół Drogby. W gazetach pojawiła się ponoć wypowiedź agenta króla strzelców, w której mówi on, iż są prowadzone rozmowy z Manchesterem City. Spekulacje zostały zażegnane zaledwie parę godzin później. Zarówno „The Citizens” jak i Chelsea zdementowali plotki.
„Młoty” się zbroją
Ciekawie wygląda również sytuacja w stolicy Anglii. Menadżerów musiały zmienić dwa londyńskie kluby – West Ham United i Fulham mianowicie. Avram Grant został nowym opiekunem „Młotów” i zadbał o odpowiednią politykę transferową klubu. Szkoleniowiec sprowadził do siebie Frederica Piquionne, z którym miał przyjemność współpracować w Portsmouth. W ubiegłym sezonie na wszystkich frontach napastnik pojawił się 45 razy, strzelił zaś 11 bramek. Innym wartym uwagi nabytkiem jest Pablo Barrera, 23-letni Meksykanin sprowadzony ze swojej ojczyzny. Grant wzmocnił także środek pomocy, sprowadzając z Lazio, na zasadzie wolnego transferu, Thomasa Hitzlspergera. W klubie został też Boa Morte, który po zakończeniu sezonu zapowiadał odejście. Nie ma już za to Guillermo Franco. Fulham na nominację nowego szkoleniowca jeszcze czeka, lecz „The Cottagers” jak na razie wzmocnił Senderos.
W pozostałych rolach…
Beckford wzmocnił „The Toffees” (fot. skysports.com)
Koniec transferów szykuje się również w Evertonie. David Moyes przyznał, że jest zadowolony ze sprowadzonych piłkarzy, a klub nie ma już środków na dalsze wzmocnienia. W przyszłym sezonie „The Toffees” będzie reprezentować między innymi Jermaine Beckford. Jest także i polsko-słowacki akcent. Nie od dziś wiadomo, że drugim bramkarzem drugiej Liverpoolskiej siły będzie Jan Mucha, były golkiper Legii Warszawa. Na rynku transferowym mało aktywny pozostaje także Tottenham Hotspur, a więc klub, który przygotowuje się do eliminacji Ligi Mistrzów. Z wypożyczenia w Galatasaray do klubu wraca Giovani Dos Santos, który po udanym mundialu liczy na to, że przekona do siebie Harry’ego Redknappa. Innym piłkarzem, który wzmocnił „Koguty”, jest grający w pomocy Brazylijczyk Sandro.
Ruch transferowy trwa w najlepsze w Sunderlandzie. Klub opuścili Daryl Murpy, którego umiejętności nie cieszą się uznaniem Steve’a Bruce’a i Lorik Cana. Dołączyli za to, może mało znani, Angeleri, Mignolet oraz El-Muhammadi. Podobną aktywność notuje się także w Wigan Athletic. Drużynę Roberto Martineza zasiliło trzech graczy, kilku wróciło z wypożyczeń. Ze znanych nazwisk można wyróżnić Antolina Alcaraza, który na mundialu reprezentował barwy Paragwaju.
Konsekwencją popisali się za to działacze Wolverhampton Wanderers. Jak na razie z klubu odeszło pięciu zawodników. Dokładnie tyle samo przyszło ich zastąpić. McCarthy sięgnął po jednego z liderów Burnley, Stevena Fletchera. Do „The Clarets” odszedł za to Chris Iwelumo. Oprócz tego, skład wzmocnili Van Damne z Anderlechtu i dwóch zawodników innego spadkowicza – Hull City. Drużynę „The Tigers” na rzecz „Wolves” opuścili Mouyokolo i Hunt. W zeszłym sezonie wrażenie zrobiła postawa Birmingham City, jeszcze wtedy beniaminka. Wygląda na to, że w nadchodzących rozgrywkach klub znów będzie walczyć o środek tabeli. Do Manchesteru City z wypożyczenia powrócił bramkarz Joe Hart, wobec czego działacze sięgnęli po Bena Fostera z Manchesteru United. Siłę ofensywy wzmocnił za to Nikola Zigić.
Tegoroczne beniaminki nie wydają zbyt dużo pieniędzy. Newcastle za około milion funtów wzmocnił James Perch z Nottingham Forest. Do West Brom z Auxerre dołączył Gabriel Tamas, z Blackburn Steven Reid, zaś z Atletico Madryt Pablo Ibanez. Blackpool nie wzmocniło się prawie wcale, o ile ponowne wypożyczenie Barry’ego Bannana można w ogóle nazwać wzmocnieniem.
Jednak i wśród regularnych uczestników Premiership są zespoły takie, które nie wzmocniły się wcale albo prawie wcale. Różne mogą być tego przyczyny, choćby problemy finansowe. Do Blackburn Rovers i Aston Villa nie dołączył jeszcze nikt. Tylko jednym zawodnikiem wzmocniło się Stoke City. Jednak nie dotarliśmy jeszcze nawet do końca lipca. Działacze klubów mają zatem jeszcze dużo czasu na zdecydowane kroki. Cześć klubów, jak Manchester United chociażby, zakupy już zakończyło. Niektóre dopiero zaczną. Za to jeszcze inne z pewnością będą szokować. Był już Yaya Toure, był Silva… kto będzie następny?