Kilka dni temu zamknęło się okienko transferowe w Anglii. Podobnie jak w zeszłym roku, w tym również nie zabrakło emocji. Rynek całkowicie zdominował Manchester City, który na wzmocnienia wydał około 130 milionów funtów. Kto dołączył do „The Citizens”? Które transfery okażą się strzałem w dziesiątkę? Zapraszamy na podsumowanie letniego, angielskiego rynku transferowego.
Dominator
Druga, finalna część niniejszego artykułu rozpocznie się tym samym wątkiem, co ostatnio. Jak tu przecież nie wspomnieć o Manchesterze City, kiedy żaden inny klub nie poczynił tak ogromnych wydatków, jak ten. W tym przypadku można mówić o zdominowaniu rynku ogólnoeuropejskiego. Jednak polityka transferowa piątej siły Premiership ma zapewne tyle samo zwolenników, co i zagorzałych przeciwników narzekających na marnowanie pieniędzy i przyznawanie gigantycznych kontraktów. Z Eastlands powoli żegnają się wszelcy rzemieślnicy, spełniają zaś się przepowiednie o galaktyce najlepszych, ściąganych za ogromne sumy, piłkarskich nazwisk. Wypożyczony do Cardiff City został Craig Bellamy. Powodem takiej decyzji menedżera, Roberto Manciniego, był brak miejsca dla Walijczyka w 25-osobowej kadrze. Zamiast niego, znaleźli się w niej jednak ulubieńcy Włocha, jak choćby – krytykowany za słabą postawę w zeszłym sezonie – Patrick Vieira. To jednak nie koniec kontrowersji związanych z postanowieniami selekcjonera.

Odkąd Mancini objął schedę po Marku Hughesie, dostaje praktycznie wszystko, co sobie zażyczy. Włodarze „The Citizens” nie szczędzą gotówki na wzmocnienia, byle tylko rokrocznie walczyć o coraz to lepszą pozycję w lidze i w Europie. Po wielu spekulacjach za niemałe pieniądze do Anglii przybył Aleksandar Kolarov, były już zawodnik Lazio, obrońca cieszący się we Włoszech niemałym uznaniem. Mancini mógł w ten sposób dać odpowiedź na krytykę spływającą na obronę w zeszłym sezonie, która była niestabilna. Piłkarz, razem z Boatengiem, może okazać się być dużym wzmocnieniem. Każdy medal ma jednak dwie strony, ponieważ klub opuścił Nedum Onuoha. Młody obrońca został wypożyczony do Sunderlandu, gdzie może z powodzeniem walczyć o pierwszą jedenastkę. O grze w swoim macierzystym klubie mógłby raczej jedynie rozmyślać, bo chętnych do występów nie brakuje, wystarczy choćby wspomnieć o takich zawodnikach, jak: Toure, Lescott czy mający warunki fizyczne do gry na środku obrony, Richardsie.
Na tym jednak nie koniec, gdyż wspomniany menedżer odświeżył swoje kontakty w Interze Mediolan. Transfer Balotellego na Eastlands trochę się przeciągał, a jak doniosły bulwarówki, ponoć znów poszło o stawkę tygodniówki. Po wytężonych negocjacjach popularny „Bad Boy” zdecydował się w końcu na transfer, twierdząc, że nie leży mu taki wizerunek i chce udowodnić swoją wartość na boisku. Proces odwdzięczania się rozpoczął od świetnego debiutu w Lidze Europejskiej, kiedy to strzelił zwycięską bramkę w wyjazdowym meczy City z Timisoarą. Innym kontrowersyjnym ruchem transferowym okazała się być wymiana Irelanda na Milnera, albo – jak niektórzy pogardliwie twierdzą – siekierki na kijek. Były zawodnik „The Citizens” niegdyś stanowił o sile swojego zespołu, cieszył się uznaniem fanów, deklarował, że chce być niebieskim Giggsem. Potencjał miał, umiejętności z pewnością także. Nie cieszył się jednak zaufaniem u swojego menedżera i skorzystał z okazji, jaką były przenosiny do Birmingham. Po transferze zawodnik odetchnął z ulgą i skrytykował atmosferę panującą na Eastlands. Szybko odpowiedział mu Milner (notabene za którego City musiało jeszcze dopłacić około 19 milionów funtów), twierdząc, że w jego nowym klubie wszystko jest poukładane i zwraca się uwagę na każdy szczegół. Jak dotąd to on prezentuje się lepiej, gdyż debiut Irelanda w Aston Villi określa się jako co najmniej bezbarwny. Tymczasem młody Anglik ma już na swoim koncie asystę.














