Po zwycięskim 3:1 wyjazdowym meczu Polonii Warszawa nad Lechią z dziennikarzami zdecydował się chwilę porozmawiać kapitan „Czarnych Koszul”, Łukasz Trałka. Były zawodnik gdańskiego klubu był pod ogromnym wrażeniem obiektu, który powstał w stolicy Pomorza.
Polonia obnażyła dziś chyba wszystkie braki Lechii?
Zdecydowanie tak. Byliśmy drużyną w każdej formacji lepszą i to pokazaliśmy na boisku. Mieliśmy jeden taki moment po strzeleniu drugiej bramki, w którym troszeczkę za pewnie się poczuliśmy i Lechia doszła do głosu. Strzeliła bramkę, ale później już przebieg spotkania był pod nasze dyktando.
Słowa Józefa Wojciechowskiego, że jeśli nie skończycie w pierwszej czwórce, to on Was zostawi, były motywacją?

Nie jestem do końca pewien, że on to powiedział. Raz się czyta, że powiedział, raz, że nie. Spekulacji było trochę przed meczem, chcieliśmy się od tego odciąć, choć w stu procentach się nie da, bo jakieś rozmowy między nami były. Ale jestem pewien, że po tym meczu te rozmowy pójdą do kąta.
Powróciłeś dziś do Gdańska, ale już na zupełnie nowy stadion. Jakie wrażenie zrobił?
Masakra. Nie grałem jeszcze na takim stadionie i zazdroszczę chłopakom, że mogą grać tutaj mecze. Chciałbym, żeby na Polonii był o połowę mniejszy, ale żeby był troszkę przyjemniejszy. Mam nadzieję, że pozwolą wreszcie prezesowi wybudować ten stadion.
Jednak nie przestraszyliście się ani wielkości stadionu, ani liczby kibiców i od razu zaatakowaliście.

Na takich stadionach gra się zdecydowanie lepiej niż na troszkę starszych i mniejszych. Tutaj sama budowa stadionu robi wrażenie i każdy chce się pokazać z jak najlepszej strony, bo po prostu przyjemniej się gra.
Czyli za tydzień na Wiśle będzie podobnie?
Mam nadzieję, że tak będzie.
Jak z Pana perspektywy wygląda gra Lechii? Czemu tak zawodzi w tym sezonie?
Od początku Lechia nie trafiła dobrze w ligę. Patrząc na to, jak grała rok wcześniej, czyli piłkę kombinacyjną, z polotem i z dużą liczbą akcji. Na początku na pewno zabrakło Traore. A gdy już doszedł, to większość drużyn grająca z Lechią zdawała sobie sprawę, że on jest kluczowym zawodnikiem i skupiała na niego więcej uwagi. Nie ma on tak dużo miejsca, żeby rozwinąć akcje. Dziś zagrali trzema defensywnymi pomocnikami i ciężko im było stwarzać sytuacje. Ale my rozegraliśmy supermecz.











