W 2002 r. cała Anglia drżała o zdrowie Davida Beckhama. Cztery lata później wszyscy modlili się, by na czas wykurował się Wayne Rooney. Teraz, na cztery miesiące przed mundialem w RPA, z gry wypadł Ashley Cole. Czy obrońca Chelsea Londyn zdoła wrócić do zdrowia i formy przed wylotem synów Albionu do Afryki? Jeśli nie, to Fabio Capello będzie miał olbrzymi problem z doborem piłkarzy na lewą obronę.
Szczęście w nieszczęściu Cole’a polega na tym, że kontuzji doznał akurat teraz. Przy założeniu, że faktycznie wykuruje się po trzech miesiącach, możliwe, że jeszcze w końcówce maja uda mu się wrócić na boisko, a jeśli nie, to przynajmniej ma szansę na powrót do możliwie optymalnej formy przed mundialem. Dla porównania, Beckham kość śródstopia złamał w kwietniu w starciu z Aldo Duscherem w rewanżowym meczu1/4 finału Ligi Mistrzów z Deportivo La Coruna, zaś Wayne’a Rooneya równo z trawą Paulo Ferreira ściął w maju w hicie Premiership Chelsea – Manchester United, więc w ich przypadku była to faktycznie walka z czasem. Cole nie będzie musiał w lekarskich gabinetach i rehabilitacyjnych salkach tak nerwowo wpatrywać się w kalendarz jak wyżej wymienieni piłkarze, no i przede wszystkim sam widok ataku na jego kostkę przez Landona Donovana nie był tak bolesny jak w przypadku „Becksa” czy „Roo”. Niemniej, komu napsuje krwi i narobi kłopotów swoim urazem, temu narobi.
Pierwszy, który jest mocno zmartwiony takim stanem rzeczy, to niewątpliwie Carlo Ancelotti. Tym bardziej, że przecież obecny sezon był jednym z najlepszych w wykonaniu 30-letniego lewego obrońcy, a w barwach „The Blues” z pewnością najlepszy. Oprócz twardej i nieustępliwej gry w obronie, Cole trzykrotnie również wpisywał się na listę strzelców. – Jestem rozczarowany kontuzją Ashleya, bo przecież w tym sezonie grał naprawdę świetnie – stwierdził zaraz po feralnym spotkaniu z Evertonem Carlo Ancelotti.
Na swoje szczęście Włoch w odwodzie miał nieco zapomnianego, ale też niewiele gorszego gracza, mianowicie Rosjanina Jurija Żirkowa, który na Stamford Brigde jest od lipca br., ale do tej pory nie miał zbyt wiele okazji do gry. Nie licząc starcia z „The Toffees”, kiedy z konieczności Ancelotti musiał dać mu szansę, były zawodnik CSKA Moskwa zaledwie siedmiokrotnie pojawiał się na boisku. A przecież Żirkow nie wypadł sroce spod ogona, triumf z CSKA w Pucharze UEFA w sezonie 2004/2005 czy półfinał Euro 2008, gdzie Żirkow był bez wątpienia obok Andrija Arszawina i Romana Pawliuczenki najlepszym piłkarzem „Sbornej”, mówią same za siebie. Czas, by Żirkow w końcu przypomniał o sobie. – Jestem święcie przekonany, że Jurij będzie spisywał się bez zarzutu. Może grać przecież zarówno na lewej obronie, jak i pomocy, co najlepiej świadczy o jego klasie. Nie mam zatem powodów, aby mu nie ufać – przyznaje włoski menedżer „The Blues”. Do dyspozycji Ancelottiego cały czas są także Paulo Ferreira i Branislav Ivanović, więc Włoch, nawet gdyby jakimś cudem zawiódł go Żirkow, dalej będzie miał w czym wybierać. O wiele twardszy orzech do zgryzienia ma za to selekcjoner reprezentacji Anglii, Fabio Capello.










