Dzisiejszy mecz na White Hart Line miał dać odpowiedź na pytanie, jaką faktycznie siłą dysponują piłkarze Tottenhamu. Po efektownym starcie, najlepszym od 45 lat, podopieczni Herry’ego Redknappa podejmowali mistrza Anglii, Manchester United.
Gdyby spojrzeć tylko w statystyki, „Koguty” stałyby z góry na straconej pozycji. Ostatni raz w lidze Tottenham pokonał „Czerwone Diabły” osiem lat temu. W 34 spotkaniach, gospodarze dzisiejszego meczu wygrali zaledwie trzy razy. Wszystkie trzy zwycięstwa Tottenham odniósł na własnym stadionie. Wydawało się, że nie może być lepszego momentu na poprawienie bilansu spotkań, wszak goście, pomimo zwycięstwa nad Arsenalem w zeszłej kolejce, nie prezentują się w tym sezonie zbyt dobrze.
Piorunujący początek
Manchester United po raz pierwszy w sezonie wystąpił z Rio Ferdinandem w pierwszym składzie. Obecność kapitana na niewiele się jednak zdała, bo „Spurs” zdobyli bramkę już w pierwszej minucie spotkania. Będący w fenomenalnej formie Defoe, strzelił swojego piątego gola w tym sezonie, pokonując bezradnego Fostera przepięknym strzałem przewrotką. Asystę przy tym trafieniu zaliczył Crouch. Piłkarze Manchesteru mogli odpowiedzieć już po dwóch minutach, Cudicini jednak sparował strzał Fletchera na rzut rożny.
Szybko stracona bramka wniosła sporo chaosu do gry gości. Podopieczni Fergusona długo nie potrafili rozegrać choćby jednej składnej akcji, co było wodą na młyn dla gospodarzy. Raz po raz gracze Tottenhamu przedostawali się pod pole karne United, jednak defensywa Manchesteru nie pozwoliła sobie na kolejne błędy.
Giggs jak Ronaldo
Przełomowym momentem w grze „Czerwonych Diabłów” była 25. minuta spotkania. Wtedy to Andre Marriner podyktował rzut wolny dla gości za faul Palaciosa na Berbatovie. Do piłki podszedł Ryan Giggs i atomowym uderzeniem w samo okienko bramki pokonał Cudiciniego. Od tej chwili na boisku istniał tylko jeden zespół. Podopieczni Redknappa pogubili się kompletnie, co skrzętnie wykorzystali gracze Fergusona podwyższając wynik jeszcze w pierwszej połowie.
United stwarzali wyśmienite sytuacje, jednak gola na wagę prowadzenia zdobył dopiero Anderson na cztery minuty przed końcem pierwszej połowy. Brazylijczyk wykorzystał złe wybicie piłki przez defensywę gospodarzy i plasowanym, silnym strzałem pokonał włoskiego bramkarza Tottenhamu.
Na drugą odsłonę nie wyszedł już Palacios, zastąpiony przez Jenasa. Pomocnik „Kogutów” świetnie wprowadził się w spotkanie i mógł zdobyć bramkę dziesięć minut po wejściu na boisko. Jego przepiękny strzał z szesnastu metrów obronił jednak w ekwilibrystyczny sposób Foster. Anglik udowodnił więc po raz kolejny, że jest obecnie w kapitalnej formie.
Czerwony Scholes
Druga odsłona nie układała się po myśli Fergusona. Najpierw kolejną doskonałą sytuację na wyrównanie miał Crouch. Od utraty bramki uratowała przyjezdnych poprzeczka 60 sekund po tym zdarzeniu z boiska wyleciał Paul Scholes, który zarobił dwie żółte kartki w przeciągu ośmiu minut. Szkot zareagował natychmiastowo na taki obrót sprawy, zdejmując z boiska Berbatova, kosztem Michaela Carricka.










