Tottenham zatrzymany!


W jednym z najciekawiej zapowiadających się spotkań piątej rundy FA Cup występujące na co dzień w League One (trzeci szczebel rozgrywek piłkarskich w Anglii) Stevenage F.C zremisowało u siebie z faworyzowanym Tottenhamem 0:0. Podopieczni Gary'ego Smitha zaprezentowali zadziwiającą wręcz konsekwencję i dojrzałość taktyczną – ich obrona była dziś nie do sforsowania. Sami także kilka razy zdołali zagrozić drużynie „Spurs”.


Udostępnij na Udostępnij na

W pierwszym kwadransie spotkania nie było widać dużej różnicy w grze obu zespołów. Faworyzowany Tottenham wcale nie wgniótł niżej notowanych rywali w ziemię. Wręcz przeciwnie. Zawodnicy Stevenage dzielnie stawiali opór „Kogutom”. W 6. minucie z prawej strony ładnie dogrywał Laird, centrę defensora gospodarzy skutecznym strzałem mógł zwieńczyć Beardsley, ale jego „główka” poszybowała z dala od bramki. Podopieczni Harry’ego Redknappa próbowali sforsować defensywę rywali, lecz formacja obronna „The Boro” spisywała się bez zarzutu. Pierwsza groźna akcja londyńczyków miała miejsce w 17. minucie. Danny Rose pomknął lewą stroną boiska, posłał płaskie dośrodkowanie wzdłuż bramki gospodarzy. Tam na futbolówkę czyhał Defoe, lecz naciskany przez rywali nie zdołał oddać celnego strzału.

Cała taktyka Stevenage ograniczała się w zasadzie do wybijania graczy „Spurs” z rytmu. Najmocniejsze zazwyczaj ogniwo gości, Gareth Bale, został wyłączony z gry za sprawą defensorów gospodarzy. Walijczyk przez dłuższy czas nie istniał na murawie. Za to podopieczni Gary’ego Smitha nie próżnowali. Dobre okazje mieli Bostwick i Beardsley, ale obu zawodnikom zabrakło zimnej krwi.

Im bliżej było końca pierwszej odsłony, tym mocniej gracze Tottenhamu zaczęli dochodzić do głosu. W 34. minucie byliśmy świadkami ładnej akcji „Kogutów”. Piłka wędrowała jak po sznurku. Najpierw Bale dograł do Rose’a. Ten zaś, po raz kolejny już w tym spotkaniu, ładnie zacentrował w okolice pola karnego „The Boro”. Tam bardzo bliski pokonania Daya był Kyle Walker, ale rosły defensor minimalnie chybił. Chwilę później w dogodnej sytuacji znalazł się Saha. Nowy nabytek podopiecznych Harry’ego Redknappa, naciskany przez Marka Robertsa, nie zdołał jednak oddać czystego strzału. Minutę przed gwizdkiem Phila Dowda nakazującym zejście obu drużynom do szatni zawodników Stevenage postraszył jeszcze Kaboul. Potężny strzał Francuza nie znalazł jednak drogi do bramki rywali. Do przerwy zatem bez goli.

Tuż po wznowieniu gry Chrisa Daya przetestował Bale. Walijczyk płasko „kropnął”  na bramkę Stevenage, ale golkiper gospodarzy popisał się nie lada refleksem. W 55. minucie gry futbolówka wpadła w końcu do siatki „The Boro”. Po centrze rozgrywającego świetne zawody Rose’a, trafienie zdobył Louis Saha. Po kilku sekundach cieszących się zawodników Tottenhamu z radosnego transu boleśnie przebudził arbiter spotkania, który słusznie uznał, że w sytuacji tej na pozycji spalonej znajdował się uczestniczący w akcji Scott Parker.

Najśmielej z zawodników Stevenage poczynał sobie Joel Byrom. Pomocnik ten dwukrotnie postraszył Cudiciniego uderzeniami z dystansu. Gdyby tylko gracz „The Boro” celniej przymierzał…

Harry Redknapp zdecydował się wprowadzić na boisko Niko Kranjcara. Chorwat zastąpił Walkera. Ofensywny pomocnik w miejsce defensora. Doświadczony szkoleniowiec „Kogutów” dał więc do zrozumienia, że zamierza zrobić wszystko, aby nie dopuścić do powtórnego spotkania i awans do szóstej rundy FA Cup zapewnić sobie przy pierwszej sposobności.

Gracze „The Boro” natomiast zażarcie bronili się przed stratą bramki. Na trzy minuty przed końcem defensywa gospodarzy skutecznie zablokowała groźne uderzenie wprowadzonego w miejsce Rose’a Aarona Lennona. Pomocnik Tottenhamu zdołał odegrać odbitą piłkę do Defoe, ten ostatni jednak uderzył bardzo niecelnie, ku uciesze sympatyków Stevenage. Phil Dowd doliczył dodatkowe trzy minuty do drugiej połowy spotkania, ale gracze „Kogutów”, mimo usilnych starań, nie zdołali zdobyć bramki.

Na Broadhall Way doszło więc do zaskakującego rozwiązania. Maluczkie Stevenage zatrzymało u siebie gigantów z White Hart Lane. Obie drużyny spotkają się zatem jeszcze raz, w powtórzonym spotkaniu – tym razem w Londynie. Emocje gwarantowane!

Najnowsze