Po emocjach w finale Pucharze Ligi Angielskiej wracamy do ligowej rzeczywistości. Piąta drużyna Premier League, Tottenham Hotspur podejmowała Cardiff City, obecnie zajmująca 19. lokatę w tabeli.

„Koguty” mogły być zmęczone po boju, jaki stoczyli w czwartek w Lidze Europejskiej. Ostatecznie udało im się wygrać z Dnipro Dniepropetrowsk 3:1 i awansować do kolejnej rundy. Terminarz najwyższej klasy rozgrywkowej Anglii nie pozwolił Tottenhamowi na długi odpoczynek i w niedzielne popołudnie podopieczni Tima Sherwooda zmierzyli się z ekipą z Cardiff. Choć londyński zespół nie ma zazwyczaj problemów z wygrywaniem spotkań, to przeważnie są to zwycięstwa w nieprzekonywującym stylu. Pierwsza połowa meczu zapowiadała, że tym razem będzie podobnie.

Większość akcji kończyła się dośrodkowaniami bardziej lub mniej celnymi, bądź strzałami, które rzadko zmierzały w światło bramki. Wyjątkiem jest bramka z 28. minuty, kiedy to do wbiegającego w pole karne Soldado podawał Adebayor. Hiszpan w pełnym biegu przyjął piłkę, a następnie uderzył w prawy róg bramki, pokonując bezradnego Marshalla. Do nielicznych ciekawych sytuacji podczas pierwszej odsłony meczu można także zaliczyć strzał głową Caulkera w poprzeczkę. Trener Cardiff musiał być bardzo rozczarowany, ponieważ zawodnik uderzał z zaledwie trzech metrów! W 41. minucie mieliśmy także mocny strzał na bramkę Llorisa, ale Francuz popisał się (mimo że na raty) świetną interwencją. Statystyki strzałów obu drużyn po 45. minutach to dziesięć do pięciu dla Tottenhamu, ale jeśli rozpatrywać tylko te celne, to już tylko trzy do jednego na korzyść gospodarzy.
Jeśli ktoś liczył że druga połowa będzie bardziej emocjonująca, musiał się mocno rozczarować. Choć nie brakowało walki w środku pola, to akcji podbramkowych było jak na lekarstwo. Gospodarzom najwidoczniej pasowało skromne, jednobramkowe prowadzenie, natomiast goście nie mieli pomysłu, by przedrzeć się przez szyki obronne „Kogutów”. W 89. minucie gospodarze mieli szansę na podwyższenie, ale zamiast do bramki zawodnik „Spurs” trafił w nogi bramkarza. Piłkarze Cardiff zaatakowali mocniej w doliczonym czasie spotkania, ale wynik nie uległ zmianie i trzy punkty pozostają na White Hart Lane.











