Drużyna Harrego Redknappa, Tottenham Hotspur, po bramkach Jermaina Defoe oraz Romana Pawliuczenki pokonała 3:0 na DW Stadium outsidera rozgrywek Permier League, Wigan Athletic.
Spotkanie piętnastej drużyny w tabeli angielskiej Premiership z siódmą nie należało do emocjonujących. Tottenham gra ostatnio nierówno, często zawodzi, przegrywa „wygrane” mecze, dzięki czemu traci wiele punktów i z reguły pod koniec sezonu znajduje się bliżej środka tabeli. W tym sezonie zespół został przebudowany, konsekwentnie do gry delegowani są młodzi zawodnicy, co procentuje na przyszłość. Gospodarze dzisiejszego pojedynku, Wigan Athletic, są raczej outsiderami rozgrywek i ich głównym zadaniem jest walka o ligowy byt na przyszły sezon, więc piętnasta lokata w tabeli i zaledwie dwa punkty przewagi nad pierwszym miejscem gwarantującym spadek do niższej ligi nie jest zaskoczeniem.
Ku zdziwieniu wszystkich, to gospodarze mieli widoczną przewagę, jednak nie została ona zamieniona na sytuacje bramkowe. Mecz w pierwszych minutach nie był porywający, ponieważ gra toczyła się w środkowej strefie. Piłkarze mieli bardzo utrudnione zadanie, ponieważ murawa na DW Stadium nie była przygotowana najlepiej, wielokrotnie gracze obu drużyn potykali się o wystające kępy trawy. Dopiero 20. minuta spotkania zaowocowała w pierwszą poważną sytuację podbramkową, jednak strzał Rodallegi pewnie wybronił Gomes. Zawodnicy gości nie radzili sobie w ataku, a ich rajdy skrzydłami bądź środkiem boiska były przerywane przez obrońców i pomocników Wigan. 27. minuta spotkania przyniosła pierwszego gola. Przechwycona piłka na środku boiska padła łupem Garetha Bale’a, a ten zauważył dobrze ustawionego Defoe, który bez żadnych problemów wpakował piłkę do bramki przeciwnika. Zawodnicy gospodarzy mieli pretensje do sędziego, bowiem twierdzili, że bramka, którą zdobył napastnik reprezentacji Anglii, została strzelona nieprawidłowo, bowiem czarnoskóry gracz był na pozycji spalonej. Tottenham zdecydowanie ochłonął i uspokoił swoje chaotyczne poczynania w ataku po zdobytej bramce, co pozwoliło na kontrolę przebiegu spotkania do końca pierwszej części meczu.
Od początku drugiej części spotkania „Koguty” zaatakowały. W pole karne z furią wpadł Defoe, jednak jego akcja spaliła na panewce. Zawodnik przewrócił się i oczekiwał na reakcję sędziego, jednak boiskowy rozjemca nie zareagował i nakazał grać dalej. Dla czarnoskórego napastnika cała sytuacja skończyła się o tyle dobrze, że nie wyleciał z boiska za ujrzenie drugiej żółtej kartki, ponieważ w pierwszej połowie nieprzepisowo blokował rzut wolny wykonywany przez byłego zawodnika Newcastle, Charlesa N’Zogbię i został ukarany żółtym kartonikiem. Po godzinie gry gospodarze nieco się ocknęli. Świeżo wprowadzony do gry Moses, po pięknym strzale, nie zdołał pokonać bramkarza gości, Gomesa, który szybko wprowadził do piłkę do gry i „Spurs” wyszli ze znakomitą kontrą, którą powinien zamienić na bramkę strzelec pierwszego gola, Jermain Defoe, jednak spudłował jak junior i trafił wprost w Chrisa Kirklada. W składzie gospodarzy najlepiej prezentowali się Mohammed Diame oraz Charles N’Zogbia. Obaj zawodnicy wykorzystali zejście kontuzjowanego Ledleya Kinga i starali się zamknąć Tottenham na własnej połowie. Menedżer „Kogutów”, Harry Redknapp, postanowił zareagować, ponieważ ambitni gracze Wigan starali się ugrać chociaż jeden punkt w starciu z lepiej notowanym rywalem. Pierwszym graczem, który pojawił się na placu gry, był Luka Modrić, zmienił on Niko Krajncara. Chwilę później Redknapp wprowadził do gry często pomijanego przy ustalaniu składu Romana Pawliuczenkę, który na boisku zajął miejsce strzelca pierwszej bramki, Jermaina Defoe.










