Aż do dzisiaj można było mówić, że Tottenham Hotspur ostatni raz w lidze przegrał 28 sierpnia, kiedy to na White Hart Lane Manchester City rozbił „Spurs” 5:1. Później przyszła seria 11 meczów bez porażki, która jednak zakończyła się właśnie przed chwilą na Britannia Stadium, gdzie Stoke, po dwóch golach Etheringtona, okazało się lepsze od „Kogutów”, wygrywając 2:1. Bramkę dla pokonanych, którzy kończyli mecz w dziesiątkę po czerwonej kartce dla Kaboula, zdobył Adebayor.
Gospodarze od początku atakowali. W 5. minucie błąd Assou-Ekotto próbował wykorzystać Shotton, jednak jego próba daleka była od nazwania jej dobrą. 120 sekund później Etherington założył siatkę Walkerowi i swoim strzałem zza pola karnego zmusił do interwencji Friedela, ale poprzeczki nie zawiesił zbyt wysoko i Amerykanin bez problemu obronił. Nic do powiedzenia nie miał za to w 13. minucie. Po wysokiej wrzutce w pole karne walkę w powietrzu z Gallasem wygrał Walters i zgrał piłkę Crouchowi. Ten, stojąc kila metrów przed bramką, źle przyjął futbolówkę, ale w porę naprawił swój błąd, podając w pole bramkowe do Etheringtona, który z kilku metrów wbił piłkę do siatki i „Potters” objęli prowadzenie.
Gol nieco zmienił obraz gry, tempo spadło, Friedel pracy miał nieco mniej, Sorensen nieco więcej, gdyż wcześniej nie miał jej w ogóle, a w 24. minucie musiał złapać piłkę po strzale van der Vaarta. Nazwanie tego wysiłkiem byłoby przesadą, w przeciwieństwie do tego, co Duńczyk zrobił w 31. minucie, by zatrzymać Modricia, choć gdyby piłka po uderzeniu Chorwata wpadła do siatki, to dla bramkarza na poziomie Premier League byłoby to uwłaczające. „Koguty” zaczynały przeważać, a kolejnym, który próbował zdobyć gola, był Adebayor i może nawet by mu się udało, gdyby kopnął piłkę trzy razy mocniej.
Gdy wydawało się, że goście zaczynają powoli opanowywać sytuację, „Garncarze” strzelili typowego dla siebie gola. Co prawda na boisku nie było słynącego z dalekich wyrzutów z autu Delapa, ale godnie zastępował go w tym elemencie Shotton. Anglik popisał się właśnie w tym elemencie gry w 43. minucie. Piłkę po jego wrzutce przedłużył głową Walters, a na lewej stronie pola karnego znalazł się niepilnowany Etherington, który tylko dołożył nogę i nie dał szans Friedelowi, zdobywając w ten sposób swojego drugiego gola tego popołudnia. „Spurs” po stracie bramki nie potrafili przed przerwą już odpowiedzieć jakąś składniejszą akcją i chwilę później Chris Foy zakończył pierwszą część spotkania.
Harry Redknapp postanowił od razu działać i od początku drugiej połowy na boisku pojawili się Bassong i Defoe, a opuścili je Assou-Ekotto oraz Lennon. Roszady na początku wiele nie wniosły, na boisku nadal lepsi byli gospodarze, a przyjezdni praktycznie nie zagrażali bramce Sorensena. Szarpać próbował Bale, jednak na wiele nie pozwalali mu defensorzy, a nawet jeśli jakaś wrzutka Walijczyka dochodziła w pole karne, to piłka lądowała na głowach zawodników w biało-czerwonych strojach. Najbliżej gola kontaktowego był w pierwszym kwadransie… Woodgate, który niemal skierował piłkę do własnej siatki. Chwilę później „Spurs” jednak strzelili bramkę. Modrić w polu karnym ograł Whelana i próbujący go powstrzymać Irlandczyk spóźnił się z interwencją, co skutkowało faulem i rzutem karnym, który pewnie wykorzystał Adebayor.










