Tottenham Hotspur zremisował przed własną publicznością 2:2 z Evertonem. Bramki zdobywali Emmanuel Adebayor, Phil Jagielka, Kevin Mirallas oraz Gylfi Sigurdsson. Taki wynik z pewnością nie uszczęśliwia gospodarzy, którzy wciąż walczą o udział w przyszłorocznej edycji Champions League.
Gospodarze niezwykle szybko objęli prowadzenie. Już w 1. minucie Emmanuel Adebayor pokonał Tima Howarda, pokazując, że nawet bez Garetha Bale’a „Spurs” nie wolno lekceważyć. Były piłkarz Manchesteru City dostał świetnie podanie od Vertonghena z lewego skrzydła i dobrym wejściem umieścił piłkę w siatce. Rozjuszeni szybką utratą bramki piłkarze Evertonu ruszyli do ataku, sprawdzając szczelność defensywy Tottenhamu. Ta raz po raz popełniała błędy i gol wyrównujący wisiał w powietrzu.

Pierwsze poważne ostrzeżenie gospodarze otrzymali po nieco ponad dziesięciu minutach gry, kiedy to fatalny błąd popełnił Vertonghen i oddał piłkę rywalowi tuż przed polem karnym. Na szczęście dla gospodarzy futbolówka po strzale jednego z piłkarzy „The Toffees” powędrowała na trybuny. Na trafienie wyrównujące fani przyjezdnych musieli czekać tylko do 15. minuty, kiedy to po świetnym dośrodkowaniu z rzutu rożnego Bainesa jeszcze lepszym strzałem popisał się Jagielka. Piłka po strzale kapitana Evertonu odbiła się od ziemi i między nogami Llorisa wpadła do siatki.
W drugiej połowie na prowadzenie szybko wyszli podopieczni Davida Moyesa. Osiem minut po ponownym wejściu na boisko Kevin Mirallas utonął w ramionach kolegów z drużyny, gratulujących mu zdobycia cennej bramki na White Heart Lane. „Spurs” nie potrafili zdominować meczu, ale też się nie poddawali. Ich wysiłek został nagrodzony w samej końcówce spotkania. Niepilnowany Emmanuel Adebayor znalazł się w dobrej sytuacji do technicznego uderzenia z miejsca. Po jego strzale piłka trafiła w słupek i powędrowała prosto pod nogi Sigurdssona, który bez problemu wpakował futbolówkę do pustej siatki. Tym sposobem podopieczni Andre Villasa-Boasa uratowali remis i wywalczyli jeden punkt.











