Tottenham Hotspur pokonał na White Hart Lane Queens Park Rangers w derbach Londynu 2:1. Dużo lepiej w pierwszej części gry prezentowali się goście, co udokumentowali golem na 1:0. W drugiej połowie oglądaliśmy inny Tottenham, który całkowicie zdominował zespół z Loftus Road, strzelając mu dwie bramki.
W 5. kolejce Tottenham Hotspur podejmował w derbach Londynu Queens Park Rangers. „Koguty” grały do tej pory w ramach Premier League z „The Hoops” dziesięciokrotnie. Cztery razy górą był Tottenham, czterokrotnie wygrywał QPR, a dwa razy padł remis. Przed dzisiejszym starciem Tottenham zgromadził na swoim koncie ledwo pięć punktów po dwóch remisach, porażce i zwycięstwie. Piłkarze Marka Hughesa prezentują się jeszcze gorzej, bo dotychczas zgromadzili dwa oczka po dwóch remisach i dwóch porażkach.

Spotkanie rozpoczęło się od dynamicznych akcji po obu stronach boiska. Najpierw David Hoilett trafił w boczną siatkę bramki Friedela. Odpowiedzieć próbował Sigurdsson, ale nie trafił w piłkę po niezłym dośrodkowaniu Lennona. Już w 3. minucie boisko z powodu urazu opuścił Jose Bosingwa. W jego miejsce na placu gry pojawił się Kieron Dyer. Kilkadziesiąt sekund później dużo szczęścia mieli piłkarze z północnego Londynu. Obrońca gości Clint Hill sprytnie przedarł się na piątym metrze podczas stałego fragmentu gry i mocno głową uderzył na bramkę amerykańskiego bramkarza Brada Friedela. 41-letni golkiper wykazał się jednak dobrym refleksem i odbił piłkę na rzut rożny.
W kolejnych minutach oba zespoły starały się szukać długich krosowych podań, ale obrońcy rywali pewnie je przecinali. W 10. minucie składną akcję środkiem boiska przeprowadzili piłkarze Tottenhamu, jednak strzał Defoe był bardzo marnej jakości. Chwilę później po drugiej stronie boiska Dyer szukał dośrodkowania na głowę Hoiletta, ale obrońcy gospodarzy skutecznie go blokowali. Kilkadziesiąt sekund później znakomite 20-metrowe podanie na 16. metr dostał Hoilett, przyjął futbolówkę na klatkę i znakomicie uderzył z woleja na bramkę Friedla. Amerykanin popisał się fantastyczną paradą. Defensywa gospodarzy w ostatnich meczach takich błędów indywidualnych popełniała dość sporo, ale na szczęście miedzy słupkami stoi bramkarz naprawdę wysokiej klasy. Niech najlepszym argumentem będzie fakt, że Amerykanin posadził na ławce Hugo Llorisa.
Piłkarze Tottenhamu nie mieli pomysłu na sforsowanie defensywy gości. Dopiero w 19. minucie próbkę indywidualnych umiejętności dał Dembele, ale był faulowany na 25. metrze. Swoich sił z rzutu wolnego próbował Bale, ale Walijczyk trafił w mur. Kilka minut później Shaun Wright-Phillips dośrodkował z rzutu rożnego na głowę Ryana Nelsena, ale Nowozelandczyk nie trafił czysto w piłkę. W 30. minucie Defoe znalazł się z sytuacji sam na sam, ale sędzia liniowy słusznie podniósł do góry chorągiewkę. Trzy minuty później Shaun Wright-Phillips podjął próbę dośrodkowania z prawego sektora boiska jednak przeciął ją Gallas. Piłka trafiła na 20. metr pod nogi Alejandro Faurlina, a ten zamarkował strzał i znakomicie podał w uliczkę do wychodzącego Zamory, a ten bez większych problemów pokonał Friedla. Kolejny raz zawiodła defensywa gospodarzy.











