W 9. kolejce Premier League Tottenham pokonał na własnym stadionie Hull City 1:0 po golu Soldado z rzutu karnego, który został podyktowany po dotknięciu piłki ręką przez El Mohamady’ego. Piłkarze Hull City nie mieli zbyt wiele okazji do strzelenia bramki.
Początek spotkania nie obfitował w groźne akcje i można powiedzieć, że obie drużyny nie chciały forsować tempa od pierwszego gwizdka. W 13. minucie po dośrodkowaniu Holtby’ego świetnie uderzył Paulinho, lecz jego strzał przeleciał minimalnie nad poprzeczką. Dwie minuty później Townsend piekielnie mocno i niebezpiecznie uderzył z dystansu, ale Harper z największym trudem wybił piłkę na rzut rożny. W kolejnych kilkunastu minutach na boisku dominowały błędy i niedokładność.

Dopiero w 32. minucie Huddlestone bardzo groźnie uderzył na bramkę, jednak trochę zbyt mocno. Na pięć minut przed końcem Harper znów obronił bardzo dobry strzał z rzutu wolnego. Dwie minuty później bramkarz Hull, chcąc wybić piłkę, wpadł w Soldado i na jego szczęście faulował Holtby, dzięki czemu piłkarze Hull uniknęli zagrożenia pod własną bramką. Pierwsza część meczu była wyrównana i raczej spokojna. Brakowało stuprocentowych sytuacji, po których mógłby paść gol.
Druga połowa rozpoczęła się podobnie jak pierwsza. Dominowały błędy i gra, która nie przynosiła żadnych wrażeń. W 55. minucie Soldado mimo asysty obrońców oddał dobry strzał, ale Harper dobrze interweniował. W 67. minucie Townsend groźnie uderzał na bramkę Harpera, ale zrobił to minimalnie niecelnie. W pierwszych dwudziestu minutach drugiej połowy nie wydarzyło się nic nadzwyczajnego. Obie ekipy nie potrafiły złapać właściwego rytmu i tylko indywidualne akcje co jakiś czas przynosiły zagrożenie.
Mnożyły się dośrodkowania w pole karne Hull, ale obrona gości była dobrze zorganizowana i radziła sobie z atakami Tottenhamu. Dopiero w 79. minucie ręką interweniował El Mohamady, w wyniku czego sędzia podyktował rzut karny. Bez problemu „jedenastkę” wykorzystał Soldado. W doliczonym czasie gry dobrze z rzutu wolnego uderzał jeszcze Brady, ale Lloris nie dał się zaskoczyć. Zwycięstwo Tottenhamu jest zasłużone, choć mecz nie był najlepszym widowiskiem.











