Tottenham Hotspur pewnie wygrał przed własną publicznością z Queens Park Rangers 3:1. Do przerwy gospodarze prowadzili dwoma bramkami po trafieniach Van der Vaarta i Bale’a. Po zmianie stron gola kontraktowego strzelił Bothroyd, ale wynik na 3:1 ustalił Bale, strzelec dwóch bramek. Tottenham wskoczył na czwarte miejsce w tabeli.
Faworytem spotkania był Tottenham. Gospodarze nie dość, że grali na własnym boisku, to w ostatnich tygodniach prezentują wyśmienitą formę i dawno nie zaznali goryczy porażki. Nic nie wskazywało, by miało to się zmienić po tym meczu. Queens Park Rangers wygrali co prawda ostatnio z Chelsea Londyn, jednak tamto spotkanie to zupełnie inna bajka, w której podopieczni Warnocka mieli sporo szczęścia.

Zaczęło się zgodnie z planem. Tottenham szybko przejął inicjatywę i już na początku dobrych okazji nie wykorzystali Van der Vaart i Assou-Ekotto. W 8. minucie kontuzji doznał Fitz Hall, który nie był w stanie kontynuować spotkania i został zmieniony przez Daniela Gabbidona. Chwilę później do sytuacji strzeleckiej doszedł Adebayor, ale chybił. W kolejnych fragmentach gospodarze spokojnie kontrolowali przebieg wydarzeń, aż w końcu stworzyli bramkową akcję. W 20. minucie dobrym podaniem popisał się Lennon, a pierwszego gola w tym meczu zdobył Gareth Bale.
„Koguty” próbowały pójść za ciosem, lecz Van der Vaart i Bale strzelali niecelnie, a Adebayor oraz Assou-Ekotto dali się złapać w pułapki ofsajdowe. Podopieczni Redknappa niezrażeni próbowali dalej i dopięli swego po pół godzinie gry. Tym razem do siatki trafił Rafael Van der Vaart, a asystę zapisano na konto Ledleya Kinga. W końcówce pierwszej połowy dał o sobie znać Modrić, ale Chorwat dwukrotnie zmarnował swoje okazje. Po pierwszej połowie, w której QPR nie istniało, Tottenham prowadził 2:0.
Na słabą grę swoich podopiecznych zareagował Neil Warnock. Szkoleniowiec zastąpił bezproduktywnego Taarabta Bothroydem, który miał zwiększyć siłę ognia zespołu. Na ławce rezerwowych usiadł również Derry, zmienił go Jamie Mackie. Przerwa miała pozytywny wpływ na QPR. Zaraz po wznowieniu gry szansę miał Wright-Phillips, ale został zablokowany. W kolejnych minutach inicjatywa wróciła do Tottenhamu, lecz ani Van der Vaart, ani Adebayor nie potrafili podwyższyć prowadzenia „Kogutów”. Z dobrej strony pokazał się za to głodny gry Bothroyd, któremu zabrakło niewiele, by pokonać Friedela.
Sytuacja na boisku odmieniła się. QPR nie było już bezbronne i zaczęło się odgryzać, oko za oko, akcja za akcję, strzał za strzał. Trwało to do 62. minuty, gdy do siatki trafił, wprowadzony po przerwie, Jay Bothroyd, dla którego był to pierwszy gol w tym sezonie. Jednak bramki nie byłoby bez dobrego podania Heidara Helgusona. Kontaktowe trafienie rywali podziałało na Tottenham jak płachta na byka. Podopieczni Redknappa rzucili się na rywali z dziką furią. Sytuacje mieli Assou-Ekotto i Bale, ale bez bramkowego efektu. Mało za to brakowało, by Faurlin doprowadził do wyrównania. Gospodarze musieli uważać na groźne kontrataki. Jednobramkowe prowadzenie zawsze jest bardzo kruche.











