Napastnik Chelsea, Fernando Torres, na nowo pokochał piłkę nożną. Hiszpan w ostatnim czasie przeżywał ciężkie chwile, długo nie mogąc odnaleźć formy. Wydaję się jednak, iż wszelkie kłopoty ma już dawno za sobą.
„El Nino” ponownie odkrył w sobie miłość do futbolu po ciężkich miesiącach bez strzelania bramek na Stamford Bridge. Hiszpan po transferze z Liverpoolu w styczniu 2011 roku długo szukał dobrej dyspozycji. Jak sam przyznaje, w czasie, kiedy mu nie szło, nie obchodziło go także czy Chelsea wygra, czy nie. Jego nastawienie zmieniło przyjście Roberto Di Matteo. Fernando przyznaje:

– W połowie zeszłego sezonu zdystansowałem się do tego wszystkiego. Miałem w drużynie kolegów, którzy nie grali i mieli gdzieś, czy Chelsea wygra, czy nie. Nigdy nie chciałem być taki jak oni, ale w pewnej chwili dostrzegłem, że i mnie przestało zależeć, kiedy nie grałem. Nie byłem częścią grupy. Odkryłem, że przestałem być osobą, jaką zawsze chciałem być. W szatni nigdy nie możesz być poza grupą. Zauważyłem, że trzeba zacząć od siebie. Tylko ty sam możesz to zmienić.
Torres komentuje także przyjście RDM:
– Kiedy nastąpiła zmiana menedżera, to wszystko stało się bardziej podobne do czasów Liverpoolu. To miało dobry wpływ na mnie, stałem się lepszym graczem. Umiem teraz rzeczy, których dawniej nie potrafiłem. Możesz być zawodnikiem, jakiego chce trener, ale nie takim, jakiego chcą fani. Dużo rozmawiałem z asystentem trenera, Stevem Hollandem, i dużo wspólnie pracowaliśmy.
„El Nino” przyznał także, jak ciężko było mu opuścić Anfield:
– Zawdzięczam Liverpoolowi bardzo wiele. Ludziom, szefom klubu, Benitezowi oraz sztabowi szkoleniowemu, wreszcie miastu. To integralna część mojego życia. Oni teraz tak o mnie nie myślą, ale to się kiedyś zmieni. Nie mogłem wybrać lepszego miejsca, kiedy opuściłem Madryt. Mój syn jest fanem „The Reds”. Nie miał w końcu wyboru, urodził się w mieście futbolu.











