Napastnik Liverpoolu, Fernando Torres, z utęsknieniem czeka na powrót do składu kapitana „The Reds”, Stevena Gerrarda, aktualnie leczącego kontuzję. Hiszpan nie szczędzi swojemu klubowemu koledze komplementów.
Kapitan ekipy dowodzonej przez Rafaela Beniteza doznał urazu ścięgien podkolanowych w niedawnych meczu Pucharu Anglii z odwiecznym rywalem, Evertonem. Od futbolu odpocznie przez mniej więcej trzy tygodnie. Jednak popularny „El Nino” ma nadzieję na rychlejszy powrót pomocnika do gry:
– Podobno Steven ma pauzować około 21 dni, aczkolwiek wszyscy w drużynie mamy nadzieję, że wyzdrowieje nieco szybciej. Nigdy jednak nie wiadomo, jak potoczy się rehabilitacja po tego typu kontuzji – mówię tak, bo sam się kiedyś takiej nabawiłem.
Pierwszym możliwym terminem, w którym Gerrard znów może pojawić się na boisku, jest środa, 25 lutego. Wtedy to ekipa z miasta Beatlesów zmierzy się ze słynnym Realem Madryt w 1/8 finału Ligi Mistrzów. Byłoby to znaczące wzmocnienie Liverpoolu, wiadomo przecież, ile ten 28-latek jest w stanie dać swojej drużynie:
– Inni zawodnicy przychodzą do zespołu, po czym go opuszczają. Dotyczy to każdego, ale nie Gerrarda. To symbol tego klubu, on nim najzwyczajniej żyje. Liverpool to Steven plus dziesięciu innych facetów. Jest po prostu nie do zastąpienia – podsumował.










