Pięć kolejek Premier League już za nami, lada chwila zacznie się szósta. Czas z ligą angielską leci tak szybko, że łatwo pominąć nawet najbardziej oczywiste fakty. Dlatego specjalnie dla was zdecydowaliśmy się stworzyć ranking dziesięciu najważniejszych wydarzeń początku sezonu na Wyspach.
Konia z rzędem temu, kto na początku sezonu przewidywał, że tabela po pięciu kolejkach będzie wyglądała w ten sposób. Southampton i Aston Villa w czołowej czwórce, Manchester United i Liverpool w dolnej części tabeli, a Newcastle w strefie spadkowej. Ale taki jest już urok tych rozgrywek. W Hiszpanii na początku możemy założyć, że w czołowej czwórce będzie miejsce dla Realu Madryt, Barcelony i Atletico. Inny przypadek oznaczałby sensacje na miarę zdobycia przez Flotę Świnoujście mistrzostwa Polski. Tak samo w Niemczech. Jeśli tytuł by tam zdobyła drużyna inna niż Bayern czy Borussia, to również mówilibyśmy o sensacji. A w PL trudno cokolwiek przewidzieć. Arsenal, Liverpool, Manchester United, Manchester City i Chelsea – wszystkie te drużyny na początku są wymieniane wśród kandydatów do tytułu. A do walki o miejsca premiowane grą w Lidze Mistrzów zawsze dolicza się Everton i Tottenham. Czyli siedem drużyn walczących o cztery miejsca. Robi wrażenie. Poniżej wydarzenia, które były najgłośniejsze na starcie sezonu najbardziej zaciętej ligi świata.
1. Powrót Harry’ ego Redknappa
Każda osoba śledząca Ligę Angielską z pasją i zainteresowaniem musi przyznać, że ta liga bez Harry’ego traci na znaczeniu! Redknapp nigdy nie był wielkim taktykiem. Holender Rafael Van Der Vaart wspominając okres gry dla Spurs za kadencji angielskiego trenera, mówił, że był kompletnie zdziwiony, że w tak dużym klubie tak mało czasu poświęca się taktyce. Zresztą słowo „mało’’ chyba też tu nie pasuje. Piłkarze przed spotkaniami dowiadywali się na jakiej pozycji grali… i to była cała taktyka. Legendarne są też konferencje prasowe z udziałem byłego trenera Portsmouth, West Hamu czy Tottenhamu. Zagadnięty niegdyś o skład na najbliższy mecz Anglik nie dość, że zaskoczył dziennikarzy, podając wyjściowe ustawienie swojej drużyny, to jeszcze na pytanie o to kiedy zdecydował się na taką jedenastkę, odpowiedział: – Skład na jutrzejszy mecz wymyśliłem wczoraj wieczorem, kiedy leżałem już z żoną w łóżku. Jeśli ma się męża tak brzydkiego jak ja, to jedyną rzeczą, jaką się robi w łóżku, jest rozmawianie o piłce nożnej. Do PL Harry wraca na ławce trenerskiej QPR, z którym będzie się bił o utrzymanie. I na pewno doda lidze mnóstwo kolorytu, tak jak to już wielokrotnie robił.
2. Southampton mimo wyprzedaży goni lidera
Kibice „Świętych’’ muszą ostatnio przeżywać niesamowitą huśtawkę emocjonalną. Najpierw wyprzedana zostaje większość kluczowych graczy z Lallaną i Shawem na czele, przychodzą zaś zawodnicy, za których (w szczególności za Shane’a Longa i Sadio Mane) klub, wydaje się, przepłacił. Dochodzi do zmiany trenera, bo Mauricio Pochettino widzi, jak nieudolnie zarządzany jest klub i przejmuje Tottenham. Porażka 1:2 z Liverpoolem w pierwszej kolejce nie zapowiada, że kolejne występy podpiecznych Ronalda Koemana będą warte większej uwagi. Tymczasem Southampton znowu pnie się w górę tabeli, co przypomina sytuację z poprzedniego sezonu, kiedy to ekipa z St. Mary’s Stadium biła się o puchary. Punkty zyskane na remisie z West Bromwich Albion na wysokich zwycięstwach z West Hamem (3:1) i Newcastle (4:0) oraz skromne 1:0 ze Swansea daje The Saints’’ drugie miejsce w tabeli tuż za Chelsea. Wynik mimo dziwnej polityki transferowej zaskakujący.
Jeden z najlepszych golkiperów poprzedniego sezonu Premier League (więcej czystych kont mieli tylko Tim Howard, Wojciech Szczęsny i Petr Cech) i jedna z przyczyn zaskakująco dobrej postawy Southampton. Gdzie Boruc jest teraz? W grającym na zapleczu Premiership AFC Bournemouth. Nowy trener „Świętych’’ uparł się na sprowadzenie z Celtiku Frasera Forstera i wprost powiedział Borucowi i mediom, że to 26-letni Anglik będzie pierwszym bramkarzem. Reprezentant Polski nie miał nawet szans na podjęcie konkurencji, bo trener zapowiedział, iż do niej nawet nie dojdzie. Wszystko zaś okazało się tak późno, że jedyną opcją dla byłego bramkarza Legii na regularną grę jest wypożyczenie do niższej klasy rozgrywkowej. Szkoda, bo 34-latka niewątpliwie przygarnęłoby kilka innych drużyn pierwszej ligi angielskiej.
4. Pulis out, Warnock in
Zeszły sezon był dla Crystal Palace jak przejażdżka na rollercoasterze. Z najgorszej drużyny pierwszej rundy sezonu na mecie zameldowali się na 12. miejscu w tabeli, zabierając po drodze tytuł mistrza Anglii Liverpoolowi oraz wygrywając za sprawą osoby Toniego Pulisa nagrodę dla trenera roku. Pulis był dla fanów„Orłów” bogiem, cudotwórcą, taką samą instytucją jak Messi dla Argentyńczyków. Ale dwa dni przed startem sezonu wyciekła informacja z rodzaju tych, że rośnie nam gula w gardle, łzy przybierają coraz większe rozmiary w oczach, a całym organizmem włada panika. Tak musieli czuć się fani zespołu z południowego Londynu na wieść o tym, że Pulis odchodzi. Rzecz jasna odejście nie miało związku z wynikami osiąganymi przez zespół, ale było spowodowane polityką klubu w kwestiach transferowych. Pulisa zastąpił Neil Warnock, który jest bardzo dobrze znanym trenerem na wyspach, chociaż ostatni raz szkolił klub z Premier League w sezonie 2007/2008 i był to Sheffield United. Na razie zdobył punkt na St. James Park (3:3) i trzy oczka na Goodison Park (3:2). Może więc nie trzeba płakać za Pulisem?
5. Fatalny Yaya Toure
To było wiadome już wcześniej, że Yaya Toure nie jest pomocnikiem pierwszej młodości i że prędzej czy później zacznie odnotowywać słabsze występy. Nikt jednak nie sądził, iż jego forma spadnie tak szybko. W poprzednim sezonie 20 goli i 9 asyst, piłkarz fenomenalny, będący wszędzie na boisku, wielbiony przed media i kibiców. Obecnie nie przypomina zupełnie zawodnika sprzed kilku miesięcy, czego kwintesencją był mecz z Bayernem Monachium. Toure notował stratę za stratą, nie pomagał w defensywie, nie stwarzał zagrożenia pod bramką mistrzów Niemiec. Mówienie, że Toure się skończył to przesada, ale jego obecna forma jest dużym zaskoczeniem. Bynajmniej nie pozytywnym.
6. Autobus zmieniony na walec
W zeszłym sezonie żarty o Chelsea jako autobusie były na szczycie. Szczególnie po meczach półfinałowych z Atletico i po wygranej w rundzie rewanżowej w PL z Liverpoolem na Anfield. Cały internet był zalany memami z niebieskim autobusem sterowanym przez Jose Mourinho. Ten sezon „The Blues’’ zaczęli jakby chcieli pokazać wszystkim krytykom, że potrafią też tworzyć piękne spektakle oparte na ofensywie i bramkach. I udało im się. 3:1 z Burnley, 2:0 z Leicester, 6:3 z Evertonem czy 4:2 ze Swansea. Ogólnie po pięciu kolejkach liczba strzelonych goli wyniosła 16. Czy drużyny nastawione ofensywnie mogą się pochwalić średnią ponad trzech goli na mecz?
7. Chelsea z napastnikiem z krwi i kości
To wydarzenie warte zapisania kredą w kominie, bo ,,The Blues’’ kupując Diego Costę, wreszcie zyskali napastnika godnego noszenia koszulki tak wielkiego klubu. Wcześniej goli nie gwarantował ani Eto’o, ani Demba Ba, o Torresie nawet nie wspominając. Lukaku z kolei nigdy konkretnej szansy w obecnym klubie Mourinho nie dostał i to nawet mimo dobrej postawy na wypożyczeniach w WBA i Evertonie. Można nawet powiedzieć, iż Chelsea nie miała żadnego napastnika przez dwa ostatnie lata, kiedy to po zwycięstwie w Lidze Mistrzów z klubu odszedł Drogba. Reprezentant Wybrzeża Kości Słoniowej ponownie występuje w londyńskiej ekipie, teraz jednak pierwsze skrzypce gra tu Costa. Reprezentant Hiszpanii strzelił 7 bramek w pięciu meczach. Dla porównania Torres przez 111 meczów zdobył dla Chelsea 20 goli. Gwiazda Atletico Madryt z poprzedniego sezonu jest obecnie noszona na rękach przez angielskich kibiców, którzy wiążą z nią niesamowite nadzieje.
8. Hughes wygrywa na starych śmieciach
Był 1 września 2008, kiedy Abu Dhabi United Investment Grooup kupił Manchester City. Trenerem „The Citizens’’ był wtedy Mark Hughes. Wprowadził do zespołu takich piłkarzy, jak Vincent Kompany, Pablo Zabaleta, Gareth Barry czy Carlos Tevez. Ale w grudniu 2009 został zwolniony z funkcji trenera klubu i już nigdy nie prowadził tak prestiżowego zespołu. Stało się tak w wyniku tylko dwóch zwycięstw w serii 12 spotkań. Dziś Hughes jest trenerem Stoke i nie lada sukcesem było dla niego wygranie z byłym pracodawcą w 2. kolejce Premier League (1:0) i to na Etihad! Na stadionie, na którym w zeszłym sezonie wygrała tylko Chelsea. Bramkę dla Stoke zdobył po 80-metrowym rajdzie Mame Biram Diouf. Szkoda, że Stoke nie spisuje się tak dobrze w każdym spotkaniu, bo tak to Hughes mógłby sobie zapracować na powrót do pracy w jakimś topowym klubie…
9. Porażka Manchesteru w wygranym meczu
Van Gaal właśnie przyznał, że sytuacja w czerwonej części Manchesteru jest trudniejsza niż się wydawało. Po pięciu kolejkach ,,Czerwone Diabły’’ zanotowały tylko jedno zwycięstwo (4:0 z QPR), dwa remisy i dwie porażki. Najbardziej warty odnotowania jest ostatni mecz z Leicester City. MU prowadził 3:1, później stracił jeszcze dwie bramki, następnie zaś wystarczyło ściągnięcie najlepszego Di Marii, aby ostatecznie gospodarze wygrali 5:3. Atmosfera jest nieciekawa, na trenera podobno wydarli się nawet piłkarze za zmienianie 26-letniego Argentyńczyka.
10. Głowa Pardew wisi na włosku
0:2 z City, 0:0 z Aston Villą, 3:3 z Crystal Palace, 0:4 z Southampton i 2:2 z Hull City. To komplet wyników klubu, który gra na ponad 50-tysięcznym zespole i klubu, który latem kupił takich piłkarzy, jak Janmaat, Cabella czy Rivière. Niezbyt chlubny rekord. Pardew trenuje już „Sroki’’ czwarty sezon i z każdą kampanią zyskuje coraz mniejszy poklask wśród kibiców. Coraz częściej po meczach granych na St. James Park fani buczą na swoich piłkarzy. I tu dochodzimy do sedna sprawy. Czy kłopot jest z trenerem, czy z piłkarzami? Odpowiedź na pytanie to raczej pomysł na dłuższy tekst, ale Mike Ashley, czyli właściciel klubu, uważa, że wszystko (na razie) z trenerem jest w porządku, bo zdecydował się go zostawić w funkcji szkoleniowca i zapewnił pełne poparcie. Pardew potrzebuje wyników, inaczej prędzej czy później poleci ze stołka. A może to nie wina piłkarzy lub trenera tylko obraz chaosu organizacyjnego na najwyższym szczeblu klubu, który panuje już parę lat? Konia z rzędem temu, kto odpowie poprawnie na to pytanie!
Nikt jeszcze nie skomentował tego tekstu. Bądź pierwszy.
Dodaj komentarz
Pięć kolejek Premier League już za nami, lada chwila zacznie się szósta. Czas z ligą angielską leci tak szybko, że łatwo pominąć nawet najbardziej oczywiste fakty. Dlatego specjalnie dla was zdecydowaliśmy się stworzyć ranking dziesięciu najważniejszych wydarzeń początku sezonu na Wyspach.
Konia z rzędem temu, kto na początku sezonu przewidywał, że tabela po pięciu kolejkach będzie wyglądała w ten sposób. Southampton i Aston Villa w czołowej czwórce, Manchester United i Liverpool w dolnej części tabeli, a Newcastle w strefie spadkowej. Ale taki jest już urok tych rozgrywek. W Hiszpanii na początku możemy założyć, że w czołowej czwórce będzie miejsce dla Realu Madryt, Barcelony i Atletico. Inny przypadek oznaczałby sensacje na miarę zdobycia przez Flotę Świnoujście mistrzostwa Polski. Tak samo w Niemczech. Jeśli tytuł by tam zdobyła drużyna inna niż Bayern czy Borussia, to również mówilibyśmy o sensacji. A w PL trudno cokolwiek przewidzieć. Arsenal, Liverpool, Manchester United, Manchester City i Chelsea – wszystkie te drużyny na początku są wymieniane wśród kandydatów do tytułu. A do walki o miejsca premiowane grą w Lidze Mistrzów zawsze dolicza się Everton i Tottenham. Czyli siedem drużyn walczących o cztery miejsca. Robi wrażenie. Poniżej wydarzenia, które były najgłośniejsze na starcie sezonu najbardziej zaciętej ligi świata.
1. Powrót Harry’ ego Redknappa
Każda osoba śledząca Ligę Angielską z pasją i zainteresowaniem musi przyznać, że ta liga bez Harry’ego traci na znaczeniu! Redknapp nigdy nie był wielkim taktykiem. Holender Rafael Van Der Vaart wspominając okres gry dla Spurs za kadencji angielskiego trenera, mówił, że był kompletnie zdziwiony, że w tak dużym klubie tak mało czasu poświęca się taktyce. Zresztą słowo „mało’’ chyba też tu nie pasuje. Piłkarze przed spotkaniami dowiadywali się na jakiej pozycji grali… i to była cała taktyka. Legendarne są też konferencje prasowe z udziałem byłego trenera Portsmouth, West Hamu czy Tottenhamu. Zagadnięty niegdyś o skład na najbliższy mecz Anglik nie dość, że zaskoczył dziennikarzy, podając wyjściowe ustawienie swojej drużyny, to jeszcze na pytanie o to kiedy zdecydował się na taką jedenastkę, odpowiedział: – Skład na jutrzejszy mecz wymyśliłem wczoraj wieczorem, kiedy leżałem już z żoną w łóżku. Jeśli ma się męża tak brzydkiego jak ja, to jedyną rzeczą, jaką się robi w łóżku, jest rozmawianie o piłce nożnej. Do PL Harry wraca na ławce trenerskiej QPR, z którym będzie się bił o utrzymanie. I na pewno doda lidze mnóstwo kolorytu, tak jak to już wielokrotnie robił.
2. Southampton mimo wyprzedaży goni lidera
Kibice „Świętych’’ muszą ostatnio przeżywać niesamowitą huśtawkę emocjonalną. Najpierw wyprzedana zostaje większość kluczowych graczy z Lallaną i Shawem na czele, przychodzą zaś zawodnicy, za których (w szczególności za Shane’a Longa i Sadio Mane) klub, wydaje się, przepłacił. Dochodzi do zmiany trenera, bo Mauricio Pochettino widzi, jak nieudolnie zarządzany jest klub i przejmuje Tottenham. Porażka 1:2 z Liverpoolem w pierwszej kolejce nie zapowiada, że kolejne występy podpiecznych Ronalda Koemana będą warte większej uwagi. Tymczasem Southampton znowu pnie się w górę tabeli, co przypomina sytuację z poprzedniego sezonu, kiedy to ekipa z St. Mary’s Stadium biła się o puchary. Punkty zyskane na remisie z West Bromwich Albion na wysokich zwycięstwach z West Hamem (3:1) i Newcastle (4:0) oraz skromne 1:0 ze Swansea daje The Saints’’ drugie miejsce w tabeli tuż za Chelsea. Wynik mimo dziwnej polityki transferowej zaskakujący.
„
3. Boruc na wylocie z Premier League
Jeden z najlepszych golkiperów poprzedniego sezonu Premier League (więcej czystych kont mieli tylko Tim Howard, Wojciech Szczęsny i Petr Cech) i jedna z przyczyn zaskakująco dobrej postawy Southampton. Gdzie Boruc jest teraz? W grającym na zapleczu Premiership AFC Bournemouth. Nowy trener „Świętych’’ uparł się na sprowadzenie z Celtiku Frasera Forstera i wprost powiedział Borucowi i mediom, że to 26-letni Anglik będzie pierwszym bramkarzem. Reprezentant Polski nie miał nawet szans na podjęcie konkurencji, bo trener zapowiedział, iż do niej nawet nie dojdzie. Wszystko zaś okazało się tak późno, że jedyną opcją dla byłego bramkarza Legii na regularną grę jest wypożyczenie do niższej klasy rozgrywkowej. Szkoda, bo 34-latka niewątpliwie przygarnęłoby kilka innych drużyn pierwszej ligi angielskiej.
4. Pulis out, Warnock in
Zeszły sezon był dla Crystal Palace jak przejażdżka na rollercoasterze. Z najgorszej drużyny pierwszej rundy sezonu na mecie zameldowali się na 12. miejscu w tabeli, zabierając po drodze tytuł mistrza Anglii Liverpoolowi oraz wygrywając za sprawą osoby Toniego Pulisa nagrodę dla trenera roku. Pulis był dla fanów„Orłów” bogiem, cudotwórcą, taką samą instytucją jak Messi dla Argentyńczyków. Ale dwa dni przed startem sezonu wyciekła informacja z rodzaju tych, że rośnie nam gula w gardle, łzy przybierają coraz większe rozmiary w oczach, a całym organizmem włada panika. Tak musieli czuć się fani zespołu z południowego Londynu na wieść o tym, że Pulis odchodzi. Rzecz jasna odejście nie miało związku z wynikami osiąganymi przez zespół, ale było spowodowane polityką klubu w kwestiach transferowych. Pulisa zastąpił Neil Warnock, który jest bardzo dobrze znanym trenerem na wyspach, chociaż ostatni raz szkolił klub z Premier League w sezonie 2007/2008 i był to Sheffield United. Na razie zdobył punkt na St. James Park (3:3) i trzy oczka na Goodison Park (3:2). Może więc nie trzeba płakać za Pulisem?
5. Fatalny Yaya Toure
To było wiadome już wcześniej, że Yaya Toure nie jest pomocnikiem pierwszej młodości i że prędzej czy później zacznie odnotowywać słabsze występy. Nikt jednak nie sądził, iż jego forma spadnie tak szybko. W poprzednim sezonie 20 goli i 9 asyst, piłkarz fenomenalny, będący wszędzie na boisku, wielbiony przed media i kibiców. Obecnie nie przypomina zupełnie zawodnika sprzed kilku miesięcy, czego kwintesencją był mecz z Bayernem Monachium. Toure notował stratę za stratą, nie pomagał w defensywie, nie stwarzał zagrożenia pod bramką mistrzów Niemiec. Mówienie, że Toure się skończył to przesada, ale jego obecna forma jest dużym zaskoczeniem. Bynajmniej nie pozytywnym.
6. Autobus zmieniony na walec
W zeszłym sezonie żarty o Chelsea jako autobusie były na szczycie. Szczególnie po meczach półfinałowych z Atletico i po wygranej w rundzie rewanżowej w PL z Liverpoolem na Anfield. Cały internet był zalany memami z niebieskim autobusem sterowanym przez Jose Mourinho. Ten sezon „The Blues’’ zaczęli jakby chcieli pokazać wszystkim krytykom, że potrafią też tworzyć piękne spektakle oparte na ofensywie i bramkach. I udało im się. 3:1 z Burnley, 2:0 z Leicester, 6:3 z Evertonem czy 4:2 ze Swansea. Ogólnie po pięciu kolejkach liczba strzelonych goli wyniosła 16. Czy drużyny nastawione ofensywnie mogą się pochwalić średnią ponad trzech goli na mecz?
7. Chelsea z napastnikiem z krwi i kości
To wydarzenie warte zapisania kredą w kominie, bo ,,The Blues’’ kupując Diego Costę, wreszcie zyskali napastnika godnego noszenia koszulki tak wielkiego klubu. Wcześniej goli nie gwarantował ani Eto’o, ani Demba Ba, o Torresie nawet nie wspominając. Lukaku z kolei nigdy konkretnej szansy w obecnym klubie Mourinho nie dostał i to nawet mimo dobrej postawy na wypożyczeniach w WBA i Evertonie. Można nawet powiedzieć, iż Chelsea nie miała żadnego napastnika przez dwa ostatnie lata, kiedy to po zwycięstwie w Lidze Mistrzów z klubu odszedł Drogba. Reprezentant Wybrzeża Kości Słoniowej ponownie występuje w londyńskiej ekipie, teraz jednak pierwsze skrzypce gra tu Costa. Reprezentant Hiszpanii strzelił 7 bramek w pięciu meczach. Dla porównania Torres przez 111 meczów zdobył dla Chelsea 20 goli. Gwiazda Atletico Madryt z poprzedniego sezonu jest obecnie noszona na rękach przez angielskich kibiców, którzy wiążą z nią niesamowite nadzieje.
8. Hughes wygrywa na starych śmieciach
Był 1 września 2008, kiedy Abu Dhabi United Investment Grooup kupił Manchester City. Trenerem „The Citizens’’ był wtedy Mark Hughes. Wprowadził do zespołu takich piłkarzy, jak Vincent Kompany, Pablo Zabaleta, Gareth Barry czy Carlos Tevez. Ale w grudniu 2009 został zwolniony z funkcji trenera klubu i już nigdy nie prowadził tak prestiżowego zespołu. Stało się tak w wyniku tylko dwóch zwycięstw w serii 12 spotkań. Dziś Hughes jest trenerem Stoke i nie lada sukcesem było dla niego wygranie z byłym pracodawcą w 2. kolejce Premier League (1:0) i to na Etihad! Na stadionie, na którym w zeszłym sezonie wygrała tylko Chelsea. Bramkę dla Stoke zdobył po 80-metrowym rajdzie Mame Biram Diouf. Szkoda, że Stoke nie spisuje się tak dobrze w każdym spotkaniu, bo tak to Hughes mógłby sobie zapracować na powrót do pracy w jakimś topowym klubie…
9. Porażka Manchesteru w wygranym meczu
Van Gaal właśnie przyznał, że sytuacja w czerwonej części Manchesteru jest trudniejsza niż się wydawało. Po pięciu kolejkach ,,Czerwone Diabły’’ zanotowały tylko jedno zwycięstwo (4:0 z QPR), dwa remisy i dwie porażki. Najbardziej warty odnotowania jest ostatni mecz z Leicester City. MU prowadził 3:1, później stracił jeszcze dwie bramki, następnie zaś wystarczyło ściągnięcie najlepszego Di Marii, aby ostatecznie gospodarze wygrali 5:3. Atmosfera jest nieciekawa, na trenera podobno wydarli się nawet piłkarze za zmienianie 26-letniego Argentyńczyka.
10. Głowa Pardew wisi na włosku
0:2 z City, 0:0 z Aston Villą, 3:3 z Crystal Palace, 0:4 z Southampton i 2:2 z Hull City. To komplet wyników klubu, który gra na ponad 50-tysięcznym zespole i klubu, który latem kupił takich piłkarzy, jak Janmaat, Cabella czy Rivière. Niezbyt chlubny rekord. Pardew trenuje już „Sroki’’ czwarty sezon i z każdą kampanią zyskuje coraz mniejszy poklask wśród kibiców. Coraz częściej po meczach granych na St. James Park fani buczą na swoich piłkarzy. I tu dochodzimy do sedna sprawy. Czy kłopot jest z trenerem, czy z piłkarzami? Odpowiedź na pytanie to raczej pomysł na dłuższy tekst, ale Mike Ashley, czyli właściciel klubu, uważa, że wszystko (na razie) z trenerem jest w porządku, bo zdecydował się go zostawić w funkcji szkoleniowca i zapewnił pełne poparcie. Pardew potrzebuje wyników, inaczej prędzej czy później poleci ze stołka. A może to nie wina piłkarzy lub trenera tylko obraz chaosu organizacyjnego na najwyższym szczeblu klubu, który panuje już parę lat? Konia z rzędem temu, kto odpowie poprawnie na to pytanie!