Tomasz Iwan, wielokrotny reprezentant Polski, dziś jest ambasadorem plażowej piłki nożnej w Polsce. Nam udało się namówić go na krótką rozmowę o beach soccerze, polskiej piłce i Euro 2012.
Panie Tomku, skąd u Pana, wielokrotnego reprezentanta Polski, pomysł na to, żeby zajmować się beach soccerem? Zniknął Pan całkowicie ze świata futbolu trawiastego i odnalazł się na plaży. Dlaczego?

Beach soccer jest taką odmianą piłki nożnej, która mnie interesuje, sam pochodzę z Ustki, więc plaża towarzyszyła mi od dziecka. Piłką plażową zajmuję się już od dobrych kilku lat, właściwie jeszcze jako reprezentant kraju organizowałem turnieje plażówki w Ustce, na które zapraszałem swoich kolegów z kadry. I tak szczerze mówiąc, to właśnie beach soccer jest odmianą piłki, która mi odpowiada.
Celowo wycofałem się z piłki trawiastej, bo tak naprawdę nie bardzo mnie to interesuje. Nasza piłka ligowa stoi na niskim poziomie i nie ma sensu się w to mieszać. A z drugiej strony, nie miałem też nigdy żadnej konkretnej propozycji, żeby czymkolwiek się tam zająć. Widocznie gdzieś to moje doświadczenie, które zdobyłem przez kilka lat gry za granicą – wydaje mi się, że w niezłych klubach – nie zostało zauważone przez polskich działaczy. Nie chcę się nigdzie pchać na siłę, dobrze odnajduję się w tym, co robię, i jestem szczęśliwy.
Wydaje mi się, że właśnie taki sport jak piłka plażowa potrzebuje takich ludzi jak ja, którzy byli związani z futbolem zawodowym i którzy swoim nazwiskiem będą w stanie przyciągnąć ludzi do oglądania tego sportu. Cieszę się z postępów, jakie robi beach soccer w Polsce, może nie jest to jeszcze to, czego bym chciał, ale jest coraz lepiej. Mamy bardzo dobrą kadrę narodową, wystarczy powiedzieć, że spośród wszystkich reprezentacji zrzeszonych w PZPN jesteśmy zdecydowanie najwyżej notowani w rankingach – zajmujemy 8. miejsce w Europie. Potrafimy wygrać z Portugalią, Hiszpanią, nie mówiąc już nawet o takich krajach, jak: Niemcy, Holandia czy Anglia, które są daleko, daleko za nami. Życzyłbym sobie, żeby taka sytuacja kiedyś miała miejsce na trawie.
Początki plażówki w Polsce były jednak trudne. Wystarczy przypomnieć słynny przypadek, kiedy na Puchar Europy do Rzymu pojechały dwie reprezentacje.
To wyglądało troszkę inaczej, niż wszyscy myślą. Wcześniej FIFA nie wymagała, by w strukturach PZPN była reprezentacja beach soccera, później przepisy się zmieniły i taki wymóg się pojawił. Wtedy też skontaktował się ze mną PZPN i przyjąłem ich propozycję. Do tej pory to wszystko funkcjonowało na zasadzie prywaty. Był człowiek z Łodzi, który stworzył Polską Federację Beach Soccera, i to miało charakter prywatny, ale wymogi się zmieniły, więc i struktury w polskiej piłce plażowej musiały ulec zmianie.













