Jednym z najpopularniejszych piłkarskich porzekadeł jest stwierdzenie, że napastnika rozlicza się ze strzelonych bramek. Poniekąd można się z nim zgodzić, gdyż od czego innego może być napastnik, jeśli nie od wykańczania akcji kolegów. Dlatego kiedy gracz z „dziewiątką” na plecach zdobywa cztery gole w swoich pierwszych pięciu meczach w nowym klubie, można śmiało mówić, że zawodnik zanotował dobre wejście do zespołu. I owszem – pod względem skuteczności Tomas Pekhart zaliczył udany start w barwach lidera PKO Ekstraklasy. Jednak czy jest to jedyny aspekt, na podstawie którego powinniśmy oceniać grę czeskiego snajpera?
W spotkaniu Legii z Wisłą Kraków Tomas Pekhart zdobył gola wyrównującego w 57. minucie. Dzięki temu Czech przypomniał zasiadającym przed telewizorami kibicom, że przebywa na boisku. Przez 56 minut nowy nabytek „Wojskowych” był kompletnie niewidoczny i jedynie bardzo uważni obserwatorzy mogli odnotować fakt, iż po zielonej murawie biega sprowadzony z Las Palmas napastnik. Zresztą Pekhart zwrócił na siebie większą uwagę jeszcze w dwóch momentach – kiedy po raz drugi skierował piłkę do siatki i kiedy sfaulował na żółtą kartkę Dawida Szota. Mimo to jego dwie bramki znacząco przyczyniły się do zwycięstwa drużyny z Warszawy 3:1.
Regularnie strzelający Pekhart? Zdarzało się
Legia Warszawa to dziewiąty zespół w karierze 31-latka, dla którego zdobywa bramki. Tylko pobyt w Ingolstadt zakończył z zerowym dorobkiem. Jedni powiedzą – piłkarski obieżyświat z ciekawą karierą, a drudzy stwierdzą, że nie był dostatecznie dobry, by jakiś klub związał z nim swoje długofalowe plany.
Pekhart miewał swoje lepsze i gorsze okresy w karierze. Prawdopodobnie ta chimeryczność sprawiła, że Czech w żadnym klubie nie zagrzał miejsca. Wystarczy wspomnieć, że licząc od sierpnia 2014 roku, czyli od momentu odejścia z FC Nuernberg, 31-latek występował w pięciu klubach. W ciągu niespełna sześciu lat nowy nabytek Legii zwiedził pięć drużyn z pięciu różnych krajów.

W żadnym klubie Pekhart nie przekroczył bariery 15 goli. Najbardziej obfity pod względem bramek był dla niego sezon 2010/2011, gdy grał najpierw w FK Jablonec, a potem w Sparcie Praga. 22 gole w jednej kampanii to świetny wynik. Niestety, miało to miejsce niemal dekadę temu.











