Berlin. Stolica Niemiec, prawie czteromilionowa metropolia, serce politycznych wydarzeń Europy i świata. Miasto, które przez lata zmagało się z podziałem, dziś jest centrum wszelakich wartości i kultur. Według danych zaledwie 46 procent zarejestrowanych mieszkańców urodziło się w Berlinie, reszta to przyjezdni. Wśród nich największą grupę od lat stanowią Polacy. Przez najbliższy miesiąc ponownie zlecą się tu setki tysięcy kibiców, by wspierać swoje reprezentacje na Euro 2024. To właśnie tutaj powalczymy z Austrią o pierwsze punkty na turnieju.
W S-Bahnie dosiada się do nas Olek. Usłyszał polski język i postanowił się przywitać. Do stolicy Niemiec przyjechał 12 lat temu z rodzicami, a dziś jest jednym z ponad 100 tysięcy Polaków zamieszkujących Berlin. Podobnie jak my wybiera się na mecz Hiszpanii z Chorwacją. Czas mistrzostw Europy nie jest jednak dla niego świętem. Pracuje jako mundurowy i od razu dzieli się faktem, że w ciągu najbliższego miesiąca o wolnym może zapomnieć. Służby z całego terenu naszych zachodnich sąsiadów postawione zostały w stan najwyższej gotowości i da się to odczuć niemal na każdym kroku. Każdy większy dworzec, każdy popularniejszy punkt turystyczny obstawiony jest przez grupę uzbrojonych w długą broń policjantów.
To oni mają czuwać nad bezpieczeństwem kibiców podczas Euro. By wejść na teren stadionu czy też dowolnej strefy kibica, każdy musi przejść skrupulatną kontrolę. Wszystko po to, żeby takie incydenty jak w Hamburgu, gdzie postrzelony został uzbrojony w siekierę napastnik, miały wyłącznie charakter incydentalny. Rodzi to dużych rozmiarów kolejki, w których da się usłyszeć głosy krytykujące organizację całej imprezy.

Święto, jakiego brakowało
Trzy lata temu rozbite na cały kontynent mistrzostwa dodatkowo borykały się z pandemicznymi obostrzeniami. Z tego powodu stadiony nie raz, nie dwa świeciły pustkami, nawet na meczach pretendentów do tytułu. Półtora roku później FIFA zorganizowała mundial budowany na petrodolarach. Na wyjazd pozwolić sobie mogli wyłącznie nieliczni. Euro w kraju z tak bogatą kulturą kibicowania jak Niemcy od razu wyrasta więc do miana święta, jakiego brakowało od dawna.
Wśród rzeszy różnych nacji kibiców reprezentacji gospodarzy jest po prostu… niewiele. Atmosfery mistrzostw albo nie czują, albo ich się po prostu obawiają. Na dworcu głównym mija nas za to mnóstwo Szkotów, którzy w tradycyjnych kiltach spieszą na pociąg do Monachium, gdzie rozgrywany jest mecz otwarcia. Ci, którym się nie poszczęściło, zmierzają na Plac Republiki i pod Bramę Brandenburską. Tam znajdują się dwie największe strefy kibica w mieście.
















