W ostatnim spotkaniu 24. kolejki T-Mobile Ekstraklasy Podbeskidzie Bielsko-Biała podjął u siebie Pogoń Szczecin. Spotkanie skończyło się bezbramkowym remisem.

Do Bielska zawitała druga najskuteczniejsza wyjazdowa ekipa ekstraklasy. Pomimo to pierwsze 45 minut nie pokazało, żeby 6. ekipa najwyższej klasy rozgrywek miała zdominować podopiecznych trenera Ojrzyńskiego. Podbeskidzie szczelnie broniło dostępu do bramki Zajaca. Starali się oddalać zagrożenie od swojej bramki długimi piłkami posyłanymi do Pawela i Blazeka. Jednak mimo prób „Górale” nie zagrozili bramce gości ani razu. Najbliższy strzał w stronę bramki „Portowców” oddał w 29. minucie Blazka, który minimalnie chybił. To była jedyna sytuacja, która w jakikolwiek sposób zaznaczyła, iż 22 mężczyzn na boisku gra w piłkę nożną. Do gwizdka sędziego kończącego tę część spotkania nic specjalnego się nie wydarzyło. „Portowcy” i „Górale” oddali łącznie 7 strzałów, jednak żaden z nich nie trafił w światło bramki.
Drugą połowę, rozpoczętą przez gospodarzy, można porównać do pierwszej. Pomimo sennej pierwszej połowy to gospodarze starali się jako pierwsi uderzyć. W 53. minucie Malinowski zszedł z boku boiska do środka i oddał piękny strzał na bramkę Pogoni. Piłka minęła jednak prawy słupek o 2-3 metry. Po tym ostrzeżeniu 6. drużyna T-Mobile Ekstraklasy zerwała się i zaatakowała bramkę „Górali”. Brakiem skuteczności jednak dwa razy pod rząd popisał się Bąk. Najpierw po rzucie rożnym mocnym strzałem posłał futbolówkę wysoko ponad bramkę Zajaca. Chwilę później dobijał po strzale Akahosi. Tym razem trafił już w światło bramki, jednak pomimo tego, że bramkarz „Górali” leżał na murawie, zawodnik Pogoni uderzył w słupek. Aż do ostatnich 10 minut spotkania oglądaliśmy pokaz chaotycznego grania w piłkę nożną. Często niecelne zagrania z obu stron boiska zostały podsumowane przez tragicznie wykonywane dzisiaj stałe fragmenty gry. Jedyny „poprawnie” wykonany rzut wolny to strzał Ahahosi z 79. minuty. Pod koniec spotkania piłkarze trenera Ojrzyńskiego mieli dwie dogodne okazje na zdobycie bramki. Najpierw, w 83. minucie, piłka odbita od pleców jednego z graczy Podbeskidzia wylądowała praktycznie pod nogami Chrapka, który mocnym strzałem z pierwszej piłki zmusił Janukiewicza do interwencji. Chwilę później Iwański strzelał z 16 metra i minimalnie przestrzelił. Po tej akcji piłkarze obu drużyn spokojnie dograli do końca spotkania, dzieląc się punktami po tym chaotycznym i sennym widowisku.
Podbeskidzie znacząco odskoczyło Widzewowi, jednak droga do utrzymania będzie daleka. „Portowcy” utrzymali pozycję w tabeli, jednak po drużynie, która rozgromiła Lecha nie było dzisiaj ani śladu.










