Podsumowanie jesieni w polskiej ekstraklasie nadal trwa. Po największym zawodzie nadszedł czas przedstawić piłkarza rundy jesiennej. W głosowaniu naszej redakcji wygrał człowiek-paradoks. Wicelider klasyfikacji strzelców, dziesięć bramek na koncie, trzy asysty, a tymczasem jego zespołu na próżno szukać w czubie tabeli. O kim mowa? Oczywiście o Marco Paixao.
Portugalczyk z przeszłością w Hiszpanii i Szkocji, ale również z tak egzotycznym kierunkiem w swoim CV jak Iran, był od początku wielką niewiadomą. Ściągnięty do Śląska Wrocław na zasadzie wolnego transferu mógł się okazać kolejnym niewypałem. Przemawiał za tym chociażby fakt, że wrocławianie nie mieli w ostatnim czasie szczęścia do napastników. Tacy piłkarze, jak: Cristian Omar Diaz, Johan Voskamp czy Łukasz Gikiewicz wielkiej kariery w polskiej ekstraklasie nie zrobili. Dlaczego więc facet, który strzelił 15 bramek w dość słabej lidze cypryjskiej miał się okazać lepszy? Do momentu transferu nikt nic o nim w Polsce nie słyszał. Pewnie jedynie trener Śląska, Stanislav Levy, potrafiłby go wówczas scharakteryzować. Tak naprawdę wrocławianie kupili więc kota w worku.

Zaczęło się obiecująco – dwie bramki i asysta już w pierwszym oficjalnym meczu w barwach Śląska. Wystarczy jednak popatrzeć na rywala i mina od razu rzednie. Rudar Pljevlja, piąty zespół ligi czarnogórskiej, zdecydowanie nie był odpowiednim przeciwnikiem, by oceniać realną formę nowego nabytku Śląska Wrocław. W końcu Johan Voskamp też zaczął, wydawało się, idealnie. Bramka w debiucie ze szkockim Dundee United, a potem wszyscy wiemy, jak to się skończyło. Jednak historia Marco Paixao potoczyła się, na szczęście dla wrocławian, zupełnie inaczej.
Uśmiechnięty, pełen ambicji napastnik, który w każdym wywiadzie zgłasza gotowość do gry dla reprezentacji Portugalii, a polską ligę widzi w przyszłości jako jedną z najsilniejszych od razu, wzbudził sympatię wszystkich. Trudno jednak na samym uśmiechu budować swoją markę. Na szczęście Paixao pokazał, że potrafi dużo więcej. Podczas meczów można go zobaczyć praktycznie wszędzie. Walczy zarówno pod własną bramką, jak i w polu karnym przeciwników. Technika i boiskowy spryt wyróżniają go na tle ligowych rywali. Potrafi znaleźć się w bramkowych sytuacjach, czym powinien się charakteryzować rasowy napastnik. Dzięki takim, a nie innym cechom Marco Paixao szybko stał się zawodnikiem dla Śląska wręcz niezbędnym. Aż strach pomyśleć, ile punktów mieliby na swoim koncie wrocławianie, gdyby nie Portugalczyk. Wystarczy przyjrzeć się bliżej statystykom. Paixao spędził na boisku 2450 minut, aż o 200 więcej niż drugi w klasyfikacji zawodników Śląska, Dalibor Stevanović. 27 razy wychodził w pierwszym składzie, 16 razy strzelił bramkę i trzykrotnie asystował. Te liczby uczyniły go najskuteczniejszym napastnikiem Śląska w XXI wieku. Przed sezonem nikt by z pewnością nie postawił na to złamanego grosza.












