Wielu pewnie ze sporym zaskoczeniem przyjęło wieść o tym, że człowiek, który jeszcze ponad dwa miesiące temu był trenerem Realu Madryt, teraz będzie ratował „Sroki” przed spadkiem z Premier League. Ale to cały Benitez. Niepotrafiący pozostawać poza światem piłki zbyt długo i właśnie obsesja związana z futbolem jest jednym z czynników, który sprawił, że wylądował w północno-wschodniej Anglii.
Gdy w lutym na salony wróciła Liga Mistrzów, BT Sport transmitujące te rozgrywki w Wielkiej Brytanii zaprosiło go do tradycyjnego studia w dniu meczu. To było jego pierwsze publiczne wystąpienie od czasów pożegnania się z Realem i to tam dość jasno dał do zrozumienia, że chciałby wrócić do Premier League (a przy okazji ostro skrytykował byłego pracodawcę).

Rodzinne Wyspy
Nie bez przyczyny. To w Anglii nadal mieszka jego najbliższa rodzina. Żona i jego córki nie ruszyły się z Liverpoolu, odkąd ich mąż i ojciec przestał być opiekunem „The Reds”, bo nie ukrywają, że na Merseyside żyje im się bardzo dobrze. Do tego dochodzi kwestia reputacji. Ta o nim w Hiszpanii, szczególnie po przygodzie z „Królewskimi”, jest raczej słaba. Na Wyspach z kolei nadal jest bardzo poważany, szczególnie za to, co zrobił z Liverpoolem, ale i panuje powszechne przekonanie wśród dziennikarzy i ekspertów, że w czasie krótkiego pobytu na Stamford Bridge zrobił to, co do niego należało.
Wreszcie, być może kibice w Polsce nie mają tej świadomości czy takiego wrażenie, bo w ostatnich latach klub, do którego trafił, walczył raczej o utrzymanie w lidze aniżeli o europejskie puchary, ale na skalę brytyjską to naprawdę duży klub. Ma niepodważalną siłę marki, tradycję, ogromną grupę kibiców i bardzo duży stadion. Pomimo ostatnich niepowodzeń i chudych lat bycie trenerem tej drużyny to spory prestiż, choćby z uwagi na to, że w przeszłości, jeszcze w zeszłej dekadzie, na ławce trenerskiej zasiadał tam sir Bobby Robson. Jest potencjał na europejskie puchary i Benitez o tym wie, przyjmując tam ofertę pracy, ale potrzeba czasu, cierpliwości i mądrych decyzji, by wyprowadzić sytuację na prostą.
Między młotem a kowadłem
Przy St. James Park są też pieniądze. Wiadomo, nie tak duże jak w Chelsea czy Manchesterze City, ale niewątpliwie nie ma problemów finansowych. A jak widzimy w obu sesjach transferowych w trwającej kampanii, Newcastle jest w stanie wykładać duże pieniądze na zakup nowych graczy. Więc co jest złe? Zarządzanie (swoją drogą ciekawe, że Hiszpan trafia od jednego miejsca mającego problemy przez złe decyzje „na górze” do drugiego).
Mike Ashley (właściciel) jest bardzo obrotnym, sprawnym biznesmenem odnoszącym spore sukcesy, sprzedając odzież i sprzęt sportowy (jest właścicielem Sports Direct). Nie podlega wątpliwości, że umie sprawnie zarządzać, bo bez tego nie odniósłby takiego sukcesu w swojej branży. Jednak gdy przychodzi do władania w branży piłkarskiej, mamy totalne przeciwieństwo sprawnego biznesmena.















