Już dzisiaj w nocy polskiego czasu odbędzie się pierwsze spotkanie finałowe Copa Libertadores. River Plate zmierzy się z meksykańskim Tigres UANL, a kibice na Zachód od Madery zabunkrują się w swoich mieszkaniach, napawając się rozstrzygnięciami swojej wersji europejskiej Ligi Mistrzów. Przyjrzyjmy się obu drużynom i ich drodze do 56. finału o Puchar Wyzwolicieli Ameryki Południowej.
Przed sezonem trudno raczej było spotkać osoby, które w odpowiedzi na pytanie, kto zagra w finale Copa Libertadores, wymieniłyby trafnie powyższe zestawienie. O ile „Milionerów” z Buenos Aires uznawano, obok brazylijskiego Sao Paulo, za faworytów tegorocznych rozgrywek, o tyle po Tigres spodziewano się raczej, że wpisze się w trwającą od blisko 17 lat niemoc meksykańskich zespołów w tych rozgrywkach. Nic bardziej mylnego.
Już na początku rozgrywek okazało się, że przedsezonowe przewidywania można odłożyć do lamusa. Zespoły spotkały się już w fazie grupowej, kończąc oba spotkania sprawiedliwym podziałem punktów. Jednak to Tigres prezentowało się od początku lepiej. Oprócz dwóch remisów zanotowało komplet zwycięstw i to właśnie Meksykanie awansowali z pierwszego miejsca do dalszej fazy rozgrywek. River, kierowane przez byłego pomocnika Monaco i PSG Marcelo Gallardo, zanotowało tylko jedno zwycięstwo i aż cztery remisy i do ostatniej kolejki musiało drżeć o awans, prowadząc korespondencyjny pojedynek z peruwiańskim Juan Aurich. Co ciekawe, to właśnie Tigres uratowało ekipę z Buenos Aires, ogrywając ich bezpośrednich rywali 5:4 na wyjeździe i zapewniając Argentyńczykom awans.
Faza pucharowa to już jednak inna bajka. River, po awansie z najgorszym bilansem punktowym (7), musiało grać z najlepszym zespołem fazy grupowej, którym okazało się Boca Juniors. Już na starcie wielkie El Superclasico i „Milionerzy” nie podchodzili do starcia jako faworyci. Ostatecznie podopieczni Gallardo obudzili się w najlepszym możliwym momencie i ograli swoich sąsiadów zza miedzy, wygrywając w dwumeczu 4:0. Wynik jednak przekłamuje trochę rzeczywistość. W rewanżowym spotkaniu mecz przerwano w wyniku wtargnięcia kibiców Boca na murawę, a „Milionerom” przyznano walkower. Awans w kontrowersyjnych okolicznościach.
W ćwierćfinale River grało z Cruzeiro, innym wielkim faworytem i to spotkanie śmiało można było uznać za przedwczesny finał. Tu również Kranevitter i spółka, losy dwumeczu rozstrzygnęli w drugim meczu na wyjeździe, gdzie po pierwszej porażce u siebie 0:1 wzięli srogi odwet na rywalach, ogrywając ich, a jakże, 3:0 …
W półfinale przyszło im się spotkać z największą niespodzianką tegorocznych rozgrywek, paragwajskim Guarani, które po drodze wyeliminowało m.in. brazylijskie Corinthians. Tu również nie było złudzeń. Pewne 2:0 u siebie i remis 1:1 na wyjeździe zapewniły podopiecznym Gallardo finał i możliwość czwartego w historii, a pierwszego od 1996 zwycięstwa w Copa Libertadores. Co więcej, mają już zapewnione uczestnictwo w Klubowych Mistrzostwach Świata, gdyż Tigres UANL występuje tylko gościnnie i nie ma prawa reprezentowania Ameryki Południowej na tych mistrzostwach ze względu na przynależność do federacji CONCACAF.











