Piłkarze Arsenalu Londyn pokazali, że potrafią grać do końca i w doliczonym czasie gry wywalczyli trzy punkty w spotkaniu z outsiderem Premiership – Hull City.
Arsenal Londyn zachwycił wszystkich wysokim zwycięstwem nad FC Porto w meczu Ligi Mistrzów. Bohaterem „Kanonierów” był wówczas Nicolas Bendnter, który ustrzelił hattricka. Podopieczni Arsene’a Wengera nie tylko dobrze grają w Europie, ale również utrzymują świetną formę w Anglii. „Kanonierzy” wciąż trzymają się blisko londyńskiej Chelsea i Manchesteru United, jednak aby ich przegonić, nie mogą sobie pozwolić na niespodziankę. A tę niewątpliwie może sprawić zespół, który jest na końcu tabeli i który walczy o utrzymanie w Premiership. Właśnie z takim przeciwnikiem przyszło się zmierzyć Arsenalowi, który pojechał na KC Stadium, by wywalczyć trzy punkty.
Już od początku meczu swoje tempo narzucili „Kanonierzy”, chcąc jak najszybciej strzelić bramkę „Tygrysom”. Sztuka ta udała im się już w 14. minucie spotkania, gdy Andrij Arszawin wykorzystał podanie Nikolasa Bendtnera, minął dwóch obrońców gości i płaskim strzałem nie dał szans Boazowi Myhillowi. Mimo szybkiego początku, spotkanie po strzelonej bramce szybko się wyrównało i z czasem do głosu zaczęli dochodzić gospodarze. Zdeterminowane chęcią pozostania w Premiership i urwania punktów klubowi z „Wielkiej Czwórki” Hull City zdołało w 28. minucie zremisować. W polu karnym gości został sfaulowany przez Sola Cambella Jan Venegoor of Hesselink i Andre Marriner podyktował rzut karny. Była to bardzo kontrowersyjna decyzja arbitra, bo – jak pokazały telewizyjne powtórki – holenderski napastnik był wcześniej na pozycji spalonej, czego nie zauważył sędzia liniowy. „Jedenastkę” pewnie wykorzystał Jimmy Bullard. W końcówce pierwszej połowy w przeciągu pięciu minut George Boateng otrzymał dwie żółte kartki. To oznaczało, że „Tygrysy” będą grać w osłabieniu przez całą drugą połowę, ale do przerwy sensacyjnie remisowały z jednym z pretendentów do tytułu mistrza Anglii.
W drugiej połowie ponownie do ataku ruszyli zawodnicy z północnego Londynu. Arsene Wenger nie mógł pozwolić sobie na stratę punktów z „Tygrysami” i zwiększał swoją siłę ognia. Na boisku pojawili się Theo Walcott i Eduardo. Jednak nawet oni nie potrafili pomóc „Kanonierom” w sforsowaniu świetnie ustawionej linii defensywnej Hull City. Gdy podopieczni Phila Brawna myśleli, że uda im się sprawić sensację i zremisować z Arsenalem, w trzeciej minucie doliczonego czasu gry trafił Nikolas Bendtner. Duńczyk wykorzystał błąd Boaza Myhilla, który wybił piłkę przed siebie po groźnym uderzeniu Denilsona z dystansu i dobił ją z najbliższej odległości.
Dzięki temu ciężko wywalczonemu zwycięstwu Arsenal awansował na drugie miejsce w tabeli.










