„Znów dziś przeszła obok mnie. Nie istnieję dla niej chociaż wiem”. Tak po każdym straconym golu nucić sobie może Thibaut Courtois, który od przenosin do Madrytu wygląda raczej jak bramkarz z polskiej ekstraklasy, a nie fachowiec z najwyższej światowej półki. Belg kupiony został przez Real za 35 mln euro i wydaje się, że gra tylko dlatego, że tyle kosztował. Bo gdyby decydować miała forma, to Navas zostałby w stolicy Hiszpanii i broniłby dostępu do bramki.
Thibaut Courtois niegdyś uznawany był za jednego z najlepszych bramkarzy na świecie. Śmiało można było wymieniać go w pierwszej piątce w swoim fachu. Do Madrytu trafił zaraz po rosyjskim mundialu, na którym był w top formie. W końcu wybrano go najlepszym golkiperem tamtego turnieju. W trakcie mistrzostw świata praktycznie nie popełnił żadnego rażącego błędu. Nic więc dziwnego, że oczekiwania wobec Belga były spore.
Teraz, z perspektywy czasu wiemy, że był to jeden z najgorszych transferów „Królewskich” w tamtym sezonie. Dla Thibaut Courtois to jednak za mało. Obecny sezon zaczął równie fatalnie i mocno pracuje, aby zostać najgorszym bramkarzem w historii „Los Blancos”.
Skuteczność obron
Belg miał stać się symbolem nowego Realu. Tego nienasyconego, który dalej będzie chciał zwyciężać, po wygraniu wszystkiego, co można było wygrać. Miał być nową jakością, wartością dodaną, powiewem świeżości, ale szybko dopasował się do dyspozycji kolegów z drużyny, którzy po odejściu Cristiano Ronaldo i zawirowaniach z trenerami do dziś nie mogą się odnaleźć.
Jeśli chodzi o procent zachowanych czystych kont, to jest on fatalny. Wynosi zaledwie 28%. W aktualnej kampanii belgijski bramkarz wystąpił w ośmiu spotkaniach (sześciu w La Liga i dwóch w LM) i niemal w każdym z nich wpuścił przynajmniej jednego gola, w sumie aż jedenaście razy wyjmował piłkę z siatki.
Co prawda ostatnio w meczu z Sevillą udało mu się zachować czyste konto – pierwszy raz od LUTEGO! – a później powtórzyć to w derbach Madrytu, to w Lidze Mistrzów, przeciwko Club Brugge znów dał popis swojej bezradności. Zawodnik belgijskiej drużyny – Dennis strzelił dwa gole potykając się o własne nogi.
Jak na golkipera tej klasy, który broni w takiej drużynie, jak Real Madryt, to jest zawstydzająca, a nawet wręcz żenująca statystyka. Równie dobrze między słupkami „Królewskich” wisieć mógłby ręcznik. Efekt byłby taki sam.
Trudno logicznie jest wytłumaczyć to, co stało się z Thibaut Courtois. Przyszedł do Realu jako jeden z najlepszych bramkarzy, a przez ten jeden sezon spadł, o co najmniej półkę niżej i dziś nawet nie jest w top 5. golkiperów na świecie. W obecnej formie ledwo upchnęlibyśmy go w pierwszej dziesiątce. Po prostu zapomniał swojego fachu i bez mała wpuszcza wszystko co leci w bramkę „Królewskich”.
Belg jest w dołku, w jakim nigdy wcześniej w karierze nie był i ewidentnie nie wie, jak się z niego wydostać. Jednak jeśli szybko się nie poprawi, to może stać się najgorszym bramkarzem w historii klubu z Madrytu. Najdroższym już jest.











