Zaskakująco rozpoczęła się 9. kolejka angielskiej Premier League. Aston Villa przed własną publicznością ograła lidera tabeli, Chelsea Londyn, 2:1. Teraz, jeżeli Manchester United pokona Bolton, to właśnie „Czerwone Diabły” obejmą przodownictwo w tabeli.
Nikt nie ukrywał, że podopiecznych Carlo Ancelottiego będzie czekać trudna przeprawa na Villa Park. Mimo tego, to jednak stołeczny klub był stawiany w roli faworyta. I też cały mecz rozpoczął się po myśli gości. Już w 15. minucie wynik spotkania otworzył Didier Drogba, dla którego było to siódme trafienie w tym sezonie w lidze.
Piłkarzom Martina O’Neilla nawet przez myśl nie przeszło poddać się przed własną publicznością. Atakowali cały czas i to w końcu się opłaciło, kiedy w 32. minucie stan meczu wyrównał sprowadzony z Manchesteru City Richard Dunne. Asystował mu oczywiście Ashley Young, który wykurował się specjalnie na spotkanie z Chelsea. To właśnie młody skrzydłowy reprezentacji Anglii był prawdziwą gwiazdą tego spotkania. Przez pełne 90 minut był nie do zatrzymania na lewym skrzydle i to również on zaliczył drugą asystę, kiedy idealnie dograł piłkę do Jamesa Collinsa. Ten pokonał Petra Cecha i zapewnił zwycięstwo swojej drużynie w szlagierowym spotkaniu.
Przez większą część spotkania to jednak goście mieli zdecydowaną przewagę, jednak zarówno Drogba, jak i Anelka, a także Deco oraz Malouda nie potrafili odmienić losów spotkania. Obie bramki stracone po rzutach rożnych stawiają spore znaki zapytania nad postawą obrony Chelsea, która jeszcze w tym meczu straciła Jose Bosingwę.
Dzięki zdobytym trzem punktom Aston Villa nie traci kontaktu z czołówką, za to Chelsea Londyn najprawdopodobniej straci fotel lidera, bowiem o 16:00 Manchester United podejmuje na Old Trafford Bolton i inny wynik niż zwycięstwo gospodarzy będzie wielką niespodzianką.










