Zaczynał trzy lata temu z poziomu „Krzysztofa Nykiela pomocników”. Dziś jest opoką, na której Maciej Skorża zbudował zespół, który sięgnął po tytuł najlepszej polskiej drużyny. Łukasz Trałka, bo o nim będzie mowa, przeszedł w ciągu roku przemianę godną disneyowskich bajek.
Łukasz Trałka zamienił Polonię Warszawa, sukcesywnie zatapianą przez Józefa Wojciechowskiego, na celującego w przewodnictwo polskiej lidze Lecha trzy lata temu. Wielu nie zdążyło jeszcze zapomnieć, że wówczas odchodzący z Konwikstorskiej kapitan nie był uważany za przełomowe dla „Kolejorza” wzmocnienie. Zresztą wejściu w buty Dimitrije Injaca nie sprostałoby wielu ekstraklasowych ligowców. Jednak kariera 32-letniego wówczas Serba zbliżała się ku końcowi, a Lech musiał zapewnić zmiennika.
Padło na Trałkę. Trałkę, którego poznańscy kibice określili „Krzysztofem Nykielem linii pomocy”. Kapitan Polonii Warszawa był dla nich „paralitykiem grającym na radar i zawsze w ten sposób, aby przypadkiem nie znaleźć się w centrum wydarzeń”. Inni z kolei z zazdrością patrzyli na przebierającego w ofertach Michała Pazdana z kartą zawodniczą w ręku. Co więcej, zastąpienie Injaca „kaleką” Trałką przyrównywano do zastąpienia Artjoma Rudnevsa Vojo Ubiparipem. W jakim miejscu swojej kariery są ci dwaj zawodnicy, wszyscy wiemy.
Do obecnego miejsca Trałka szedł jednak krętą drogą. W młodzieńczym wieku – gdy zmieniał Piotrków Trybunalski na Szczecin – niewystarczająco dobry na pierwszy zespół Pogoni, ale na tyle utalentowany, by występować w młodzieżowej reprezentacji Polski. Później na tyle rzucający się w oczy, by Jan Krzysztof Bielecki obdarowywał go winem, ale z kolei ukrywający się przed rywalami w barwach „Czarnych Koszul” słynnym „Trałkowaniem”.

Zresztą za notoryczne padanie na murawę i wzywanie lekarza nieustannie mu się obrywało od telewizyjnych ekspertów. – Oduczył mnie tego Tomek Wieszczycki, który komentował nasz mecz w Canal Plus. Wynik niepewny, 90. minuta, znów mnie coś pociągnęło… W transmisji zostałem przez niego przeczołgany. I dałem sobie spokój – mówił przed dwoma laty „Ofensywnym” z „Przeglądu Sportowego” kapitan Lecha.
Kariera Łukasza Trałki to więc nieustanny proces udowadniania wszystkim wokół swojej klasy. Nawet dziś, kiedy defensywny pomocnik wyrósł na jednego z najlepszych zawodników ekstraklasy, niektórym ciężko odzwyczaić się od kwestionowania jakości rzeszowiaka.
A ten dla Macieja Skorży jest niezawodny. Dosłownie. Kapitan Lecha to też ten zawodnik, który w jego barwach spędził na boisku najwięcej minut. To nie tylko piłkarz, który trzyma w ryzach drugą linię „Kolejorza”. – Wręczenie Łukaszowi opaski kapitańskiej w poprzednim sezonie przez Macieja Skorżę uważam za punkt zwrotny walki o mistrzostwo Polski. Trałka zapanował nad szatnią, od razu poprawiła się atmosfera w drużynie, a to przełożyło się na wyniki – mówi iGolowi Maciej Henszel, dziennikarz „Przeglądu Sportowego”.














