Za nami kolejna faza eliminacji do Euro 2012, w której nie zabrakło walki, pięknych bramek i kilku niespodzianek. O komentarz do dość ciekawej kolejki poprosiliśmy Ryszarda Tarasiewicza, byłego trenera Śląska Wrocław, dla którego m.in. wynik meczu Litwy z Liechtensteinem nie powinien się zdarzyć.
Który remis bardziej Pana zaskoczył, Francuzów z Białorusią czy Anglików ze Szwajcarią?
Myślę, że bardziej Anglików, aczkolwiek byli w ciężkiej sytuacji, bo przegrywali 0:2 i to wyciągnęli. Ale to był chyba większy faworyt. Białoruś w dwóch meczach z Francją i tak zdobyła cztery punkty w tych eliminacjach. Francuzi grają mniej regularnie w tej fazie niż Anglicy.
Francja to zespół z ogromnym potencjałem, który lideruje w swojej grupie, ale styl „Trójkolorowych” nie zachwyca.

Nie, ale myślę, że trzeba dać trochę czasu Laurentowi Blancowi. Tam oczywiście jest potencjał piłkarski, ale może żeby wprowadzić jego myśl i sposób gry, to potrzeba trochę czasu. Dobrze, że akurat tak się tabela ułożyła, że oni nie muszą drżeć o każdy wynik.
Największą niespodzianką tej kolejki była przegrana Litwy z Liechtensteinem. Czy faktycznie Litwini zagrali tak słabo, czy może Liechtenstein wzbił się na wyżyny swoich umiejętności?
Wiadomo, że w piłce wszystko jest możliwe. Ale uważam, że takie wyniki nie powinny mieć miejsca, bo na arenie międzynarodowej, w meczach jakiejkolwiek ligi europejskiej ostatni zespół może wygrać z pierwszym, ale tam jest jeszcze kilkanaście spotkań. Na poziomie reprezentacyjnym, tym bardziej że w Liechtensteinie grają w większości półzawodowcy, można powiedzieć, nawet amatorzy, jest to duża niespodzianka.
W kadrze Litwy jest kilku zawodników grających na co dzień w naszej Ekstraklasie, czy można to jakoś odnieść do poziomu naszej ligi. Jak oceniłby Pan ich występ?
Myślę, że po prostu tak się układa spotkanie, że ma się kontrolę nad meczem, dominuje się, stwarza sytuacje i później jedna bramka wystarczy do sensacyjnej porażki. Gdyby jeszcze raz ten mecz mieli rozegrać, nie mówię trzy dni później, ale nawet na drugi dzień, to na pewno takiego błędu by nie popełnili. Nikt nie chce dopuszczać do myśli porażki z teoretycznie słabszym przeciwnikiem i uważa, że wygra spotkanie małym nakładem sił. Myślę, że to jest główny powód porażki.
Czarnogóra regularnie zdobywa punkty, depcząc po piętach Anglikom. W czym tkwi siła tej reprezentacji, którą możemy chyba nazwać czarnym koniem tych eliminacji?
Tak, to prawda, ale ci zawodnicy z byłej Jugosławii to jest potencjał ludzki. Jak oni się zmówią i będą wszyscy ciągnąć w tym samym kierunku, to wyniki nie są zaskoczeniem. Jest to specyficzna mentalność. Uważam, że każdy chce odgrywać główną rolę. Jeśli nie poświęcą swych niemałych umiejętności pod dobro zespołu, to wyniki będą niezadowalające. Jeśli się zjednoczą, to mogą być groźni dla każdego.











