Już niedługo reprezentacja Polski rozegra kolejny mecz towarzyski. Tym razem zespół prowadzony przez Franciszka Smudę zmierzy się z uczestnikiem czerwcowo-lipcowych mistrzostw świata rozgrywanych w RPA. Przeciwnikiem „Biało-czerwonych” będzie drużyna z Serbii. Warto przekonać się, jak wygląda historia spotkań naszej kadry z najbliższymi rywalami.
Nasze konfrontacje z Serbią sięgają jeszcze czasów przedwojennych. Po raz pierwszy reprezentacja tego kraju, wtedy jeszcze pod szyldem Jugosławii, spotkała się z drużyną znad Wisły 10 stycznia 1922 roku w Zagrzebiu. Starcie to okazało się szczęśliwe dla gości, którzy zaaplikowali swoim przeciwnikom trzy bramki, tracąc zaledwie jedną. Rewanż miał miejsce nieco ponad rok później. 23 marca w Krakowie 2:1 wygrali goście. Zespół Jugosławii w tamtym okresie był bardzo popularnym sparingpartnerem teamu „Biało-czerwonych”. W latach 1931-1938 nasze ekipy zmierzyły się ze sobą aż dziewięć razy. Tylko początkowe potyczki były szczęśliwe dla nas. Pierwszy trzy mecze okazały się dla nas zwycięskie, w tym jeden 6:3. Jednak z czasem zespół z Bałkanów zaczął dominować nad naszymi graczami. Nasi piłkarze toczyli z nim ciężkie boje, potrafiąc ulec po dobrym meczu 2:3, by dać się rozbić 1:4 czy rozgromić 3:9. Ostatnia potyczka z naszym najbliższym rywalem przed agresją Niemiec na Polskę odbyła się 25 września 1938 roku. Zakończyła się ona częściej spotykanym w hokeju na lodzie remisem 4:4.
Tyle samo meczów co przed wojną, z Jugosławią rozegraliśmy już po pokonaniu wojsk Adolfa Hitlera i podpisaniu kapitulacji III Rzeszy Niemieckiej. Po raz pierwszy w nowożytnym świecie Polacy i Jugosłowianie zmierzyli się 19 października 1947 roku. Tego meczu sympatycy futbolu w naszym kraju dobrze wspominać jednak nie mogą. Zawodnicy z Serbii, Chorwacji, Słowenii, Bośni i Czarnogóry nie dali nam w tej konfrontacji szans. Stracili w niej zaledwie jedną bramkę. Sami jednak zdobyli aż siedem, sprawiając, że Polacy do kraju wracali czerwoni ze wstydu. W rozegranym niemal rok później rewanżu było już o wiele lepiej. Tym razem Polacy pozwolili sobie wbić już tylko jednego gola. Z jednym przewagi do Belgradu wrócili jednak Jugosłowianie.
Na kolejną potyczkę z rywalem z Bałkanów czekaliśmy prawie 13 lat. W czerwcu 1961 roku odbył się dwumecz między „Biało-czerwonymi” i ich słowiańskimi rywalami w ramach eliminacji mistrzostw świata, których gospodarzem było Chile. Przystępowaliśmy do rywalizacji z przeciwnikami, któremu już zdążyliśmy przypiąć łatkę, że po prostu nam „nie leży”. Liczyliśmy jednak, że w tych ważnych meczach reprezentanci naszego kraju wzniosą się na wyżyny swoich możliwości i tym razem to oni wyjdą z tej rywalizacji zwycięscy. Nic jednak z tych rzeczy. Dwumecz zakończył się wygraną Jugosłowian 3:2 (2:1 w Belgradzie i 1:1 w Chorzowie). Dzięki temu na mundial do Ameryki Południowej pojechali gracze z Bałkanów.
Każda seria jednak kiedyś się kończy, a naszych feralnych starć z Jugosławią też dobiegła końca. Los chciał, że doszło do tego w tym momencie historii naszego futbolu, kiedy mogliśmy poczuć się wielką drużyną na świecie. Remis 2:2 w 1973 roku jeszcze niczego nie zwiastował. Konfrontacja, podczas której przełamaliśmy się, miała miejsce 30 czerwca 1974 roku we Frankfurcie nad Menem. Podczas pięknych dla nas mistrzostw świata „Orły” Kazimierza Górskiego pokonały rywali 2:1, a Jan Tomaszewski obronił rzut karny, stając się potem pierwszym brakarzem, który nie dopuścił do pokonania go z 11 metrów dwa razy podczas jednego mundialu. Potem jednak wszystko wróciło do normy i nie wykazywaliśmy się w starciach z Jugosławią. Po raz ostatni zmierzyliśmy się w 1990 w Łodzi, remisując bezbramkowo.









