Dlaczego pojechaliśmy na przysłowiowy koniec świata? Czy dlatego, że tak chciał trener Smuda? Nie. Dlatego że tak chciał sponsor. Czy było warto? Na to pytanie musi odpowiedzieć sobie selekcjoner.

Po objęciu posady selekcjonera przez Franciszka Smudę, PZPN długo wmawiał kibicom, że wyjazd do Tajlandii w momencie, gdy ligowe drużyny zaczynają przygotowania do rundy wiosennej – musi się odbyć. Że PZPN nie może się wycofać i że Smuda też chce tam pojechać. Poza tym mieliśmy się tam zmierzyć (poza gospodarzami oczywiście) z reprezentacją Szwecji i Danii (a jak wiadomo ogórki to, to nie są). Nieco potem dodano, że to reprezentacje ligi szwedzkiej i duńskiej (czyli może jednak to będą ogórki). A jeszcze później okazało się, że Szwedzi się wycofali (czyli można) i zamiast nich zagra… Singapur (czyli na drugie ogórkowa). Przyparty do muru przez dziennikarzy Jerzy Engel, w wywiadzie dla TVP Info powiedział, że do Tajlandii jedziemy, bo tak chce sponsor. Więc teraz tak naprawdę nie wiemy czy Smuda chciał jechać, czy nie chciał jechać na taką eskapadę.
Ale kadra pojechała. Początkowo selekcjoner planował powołać (by było sprawiedliwie) po jednym zawodniku z każdej ligowej drużyny plus dwóch, trzech z I ligi. Skończyło się na tym, że pojechali głównie ci z Wisły, Legii, Lecha i Bełchatowa wzmocnieni kilkoma „wyróżniającymi się” piłkarzami innych drużyn Ekstraklasy, plus Marcin Robak z pierwszoligowego Widzewa. Smuda powtarzał, że to są piłkarze, którzy mogą się przydać kadrze za rok lub dwa. To ma być wstępna selekcja. I co wyszło z tej wstępnej selekcji?
Kibice i dziennikarze są zgodni, co do jednego. Nigdy więcej Pawełka w reprezentacji! Trener bramkarzy, Jacek Kazimierski, nie widzi tego, co widzą chyba wszyscy inni. Owszem Pawełek jest utalentowanym bramkarzem, ale liczba błędów popełnianych przez niego dyskwalifikuje go jako kandydata do gry w kadrze, a co dopiero jako zawodnika kadry. Oczywiście Pawełek jak zwykle się nie tłumaczy, błędy szczegółowo analizuje, a dla lepszego samopoczucia do Internetu nie zagląda. Dla niego wszystko jest OK. Do tej pory o siwe włosy przyprawiał tylko fanów „Białej Gwiazdy”, oby kibice „Biało-czerwonych” przez niego nie osiwieli.
A co o selekcji powiedział Smuda? To, co już wiemy: że sprawdzili się Peszko i Lewandowski (ciekawe, co na to trener Zieliński – nie, nie ten pierwszy, ale ten drugi… a może na odwrót?). Pozytywne wypowiadał się także o grze Iwańskiego, Rybusa, Jodłowca i Glika. Sporo miejsca poświęcił także Mierzejewskiemu. I właśnie ten ostatni może być największą zdobyczą tej eskapady. Utalentowany niegdyś napastnik, może być alternatywą na prawej obronie dla Rzeźniczaka i Wasilewskiego. A negatywy? Lewandowski od dłuższego czasu ma w reprezentacji rozregulowany celownik (bo nabijanie sobie reprezentacyjnej statystyki golami z rzutów karnych, strzelanych Singapurowi chwały mu nie przynosi; z drugiej strony – dobrze że trafił). Iwańskiemu zdarzają się momenty dobre (asysty), jak i złe (w poprzeczkę z trzech metrów?!) i to nawet w meczach z takimi „kelnerami”(co będzie jak trzeba będzie za grać – nawet nie z Anglią czy z Włochami – ale z np. Słowacją?). Patryk Małecki ma o sobie zdecydowanie lepszą opinię niż na to zasługuje (i tak dobrze, że nie skrytykował trenera za taktykę, kolegów za zbyt małe umiejętności i Boga za pogodę w Tajlandii). Przyrowski – niby zagrał poprawnie, ale czy nie ma naprawdę lepszych i bardziej perspektywicznych bramkarzy w lidze? Sandomierski? Skaba? Zwłaszcza że spokojnie można ich sprawdzić w takim dziwnym turnieju. Pawełek – czy trzeba coś dodawać? Kazimierski – tak, to nie pomyłka (znaczy to jest pomyłka). Zamiast mieć fachowca jak Dawidziuk czy Dowhań, mamy człowieka, który z perspektywicznego bramkarza (bo takim był Pawełek, kiedy grał w Wodzisławiu) zrobił największego patałacha (dobrze, Cabaj jest jeszcze „lepszy”) w lidze. Nie ma mowy o jakichkolwiek postępach u bramkarzy kadry w najbliższym czasie.











