Lechia Gdańsk, po bardzo przeciętnym meczu, pokonała drużynę Cracovii 1:0. Bramkę na wagę trzech punktów zdobył debiutujący w barwach gdańszczan Francuz, Bedi Buval. „Pasy” po sześciu kolejkach nie mają na koncie nawet jednego punktu.
Pierwszą akcję próbowali przeprowadzić piłkarze Lechii, jednak bardzo dobrze zachował się Arkadiusz Radomski, który oddalił zagrożenie, wybijając piłkę na rzut rożny, z którego – jak się później – okazało lechici nie mieli pożytku. W 6. minucie futbolówkę z rzutu wolnego dośrodkowywał Nowak. Piłkarze Rafała Ulatowskiego zdołali jednak się wybronić.

Do 20. minuty meczu na boisku można było zauważyć sporo walki i gry w środku pola. Obie drużyny zamiast podawać do partnerów, nerwowo posyłali piłkę zbyt mocno bądź lekko i przeciwnicy ją przejmowali lub też wychodziła poza obręb boiska.
W drugiej odsłonie pierwszej połowy coraz bardziej krystalizowała się przewaga podopiecznych Tomasza Kafarskiego. Najpierw Traore, huknął na bramkę Merdy, jednak trafił w boczną siatkę. Chwilę później fantastyczną okazję miał Paweł Buzała, który otrzymał dośrodkowanie po ziemi od Nowaka. 25-letni napastnik pogubił się jednak w polu karnym i – mimo że minął bramkarza – nie potrafił skierować piłki do bramki.
Lechia wyraźnie panowała na boisku. Zawodnicy „Pasów” tylko biegali za piłką, którą bez problemów wymieniali między sobą piłkarze z Gdańska. W końcu podopieczni Kafarskiego udokumentowali przewagę. W 30. minucie spotkania miał miejsce rzut rożny dla graczy z Trójmiasta. Piłkę dośrodkowywał Traore, w polu karnym najwyżej wyskoczył Krzysztof Bąk i skierował piłkę wprost na głowę debiutującego w barwach Lechii Bediego Buvala. Ten uprzedził obrońców Cracovii i bez problemów skierował piłkę do bramki.
Sześć minut po tym golu, Paweł Buzała trafił, wydawać się mogło, na 2:0. Jednak asystent Huberta Sielewicza dopatrzył się spalonego i lechici ciągle wygrywali jedną bramką.
W pierwszej połowie piłkarze Lechii stworzyli wiele okazji do zdobycie bramki. Nie można natomiast powiedzieć tego o drużynie Cracovii, która nie potrafiła nawet skonstruować akcji zagrażającej Pawłowi Kapsie.
Drugą połowę od mocnego uderzenia rozpoczęli zawodnicy z Krakowa. Stuprocentową okazję na zdobycie gola miał Aleksandr Suworow, który otrzymał piłkę po ziemi tuż przed piątym metrem od bramki. Napastnik Cracovii uderzył jednak tak, że na pewno chciałby o tym jak najszybciej zapomnieć. Następnie strzał na bramkę oddał Matusiak. Jednak piłka po tym uderzeniu ledwo dotoczyła się do bramki.












