Ta wiadomość spadła na całą Argentynę jak grom z jasnego nieba- po porażce 0:1 z Chile w eliminacjach MŚ 2010 z posady selekcjonera Albicelestes zrezygnował Alfio Basile. – Jestem w szoku – przyznał prezydent argentyńskiej federacji, Julio Grondona, gdy dowiedział się o decyzji Basilea.
Porażka 0:1 była pierwszą w historii Argentyny z La Roja. Zepchnęła ona również 2-krotnych mistrzów świata na 3. miejsce w tabeli eliminacji MŚ w strefie Comnebol. Kibice byli oczywiście rozczarowani postawą swoich pupili, ale nikt nie zamierzał z tego powodu zwalniać Basilea, tym bardziej, że przecież nikt nie wątpił w to, że Argentyna wywalczy awans na mundial do RPA. Dopiero tam miało nastąpić rozliczenie Basilea z pracy – czy Albicelestes po 24 latach oczekiwań w końcu zostaną mistrzami świata. Selekcjoner jednak nie podjął wyzwania, rezygnując w połowie drogi. Powody rezygnacji 65- letniego szkoleniowca owiane są mgłą tajemnicy. Rzecznik AFA, Ernesto Cherquis Bialo, którego El Coco poinformował o swojej szokującej decyzji, powiedział, że zaważyły względy osobiste, o których Basile nie chciał jednak mówić.

Basile selekcjonerem reprezentacji Argentyny został latem 2006 r., tuż po, kolejnych już, nieudanych mistrzostwach świata dla Albicelestes, zastępując na stanowisku Jose Nestora Pekermana. Pracę jako selekcjoner zaczynał w nie najlepszej atmosferze. Z jednej strony kibiców ucieszyło to, że nielubiany przez nich Pekerman odszedł, z drugiej strony ów trener był pupilem prezydenta AFA, Julia Grondony, który robił wszystko, byle tylko Pekerman nie rezygnował ze stanowiska opiekuna drużyny narodowej. Poza tym Basile już raz pracował z reprezentacją Argentyny i raczej mało kto z sympatią wspomina ten okres. Niby Albicelestes pod jego wodzą byli niepokonani przez ponad 2 lata (w sumie ich passa trwała 33 mecze), ale kiedy już znaleźli pogromcę, to od razu zostali rozbici przez Kolumbię, przegrywając aż 0:5. Oznaczało to, ni mniej ni więcej, że Argentyna, żeby zagrać na MŚ`94, musi w barażach uporać się z Australią. Te spotkania były prawdziwą drogą przez mękę, ale ostatecznie Argentyńczycy wygrali w dwumeczu z Kangurami 2:1 (1:1 na wyjeździe i 1:0 u siebie). Sam mundial w USA był wielką porażką Basilea i jego reprezentacji. Argentyna odpadła już w 1/8 finału, nie dając rady Rumunii. W odniesieniu sukcesu nie pomógł nawet Diego Maradona, który mimo wcześniejszych zapowiedzi, wznowił karierę reprezentacyjną. Jego udział na mundialu szybko się jednak zakończył, bo po potyczce z Nigerią został zdyskwalifikowany po tym, gdy wykryto u niego środki dopingujące.
Dlatego też nie wszyscy byli przekonani co do tego, czy Basile jest właściwą osobą na właściwym miejscu. Ten jednak szybko wkupił się w łaski kibiców. Umożliwił powrót do reprezentacji Javierowi Zanettiemu i Juanowi Sebastianowi Veronowi, których od kadry odsunął Pekerman. Umiejętnie połączył doświadczenie takich graczy jak wyżej wymienieni, czy też Roberta Abbondanzieriego i Roberta Ayali z młodością i fantazją Carlosa Teveza, Leo Messiego, Gabriela Milito czy Javiera Mascherano. Argentyna Basilea grała futbol efektowny, pełen polotu. Podczas Copa America 2007 w drodze do finału zmiatała rywali z powierzchni ziemi, niczym czołg „Tiger”. 4:1 z USA, 4:2 z Kolumbią, 4:0 z Peru i 3:0 z Meksykiem – te wyniki robiły wrażenie. W finale stało się jednak coś, czego nikt, zwłaszcza w ojczyźnie tanga, nie spodziewał się. Albicelestes zostali wręcz zmiażdżeni przez Brazylię, przegrywając 0:3, chociaż Canarinhos wcześniej swoją postawą nie zachwycali i o mały włos nie awansowali do 1/4 finału Copa America. Przed meczem w 5-krotnych mistrzów świata nie wierzył prawie nikt, nawet… ich selekcjoner, Dunga, który przed pierwszym gwizdkiem arbitra stwierdził, że faworytem są Argentyńczycy.











