Mecz inauguracyjny 14. kolejki polskiej Ekstraklasy zakończył się bardzo wysokim remisem. Na stadionie przy ulicy Strycharskiej w Kielcach oglądaliśmy aż sześć bramek!
Mecz zapowiadał się na przeciętną walkę, przeciętnych zespołów. Nawet w ligowej tabeli oba zespoły sprawowały się podobnie. Przed tym spotkaniem Korona plasowała się na 12. pozycji z dorobkiem dwunastu punktów, a Zagłębie ze stratą jednego punktu, o pozycję niżej.
Od pierwszych minut gra układała się po myśli Kielczan. Już w 12. minucie arbiter podyktował rzut wolny w okolicy 30. metra do bramki przyjezdnych. Bardzo ładne rozegranie tego stałego fragmentu gry, przyniosło im prowadzenie. Edi podał do Markiewicza, a ten mocno uderzył w kierunku bramki Aleksandra Ptaka, który mimo próby, nie obronił tego strzału.
Goście nie zdążyli otrząsnąć się po stracie bramki, a już siedem minut później było 2:0. Ernest Konon bardzo ładnie wyłożył piłkę Wilkowi, a ten mierzonym strzałem zdobył drugiego gola. Wszystko wskazywało na to, że Zagłębie nie da rady nawet zdobyć kontaktowej bramki. Jednak Franciszek Smuda, okrzykami motywacyjnymi, nakłonił swoich podopiecznych do ofensywnej gry. Uwagi trenera w 29. minucie zamienione zostały na pierwsze trafienie Zagłębia, a to za sprawą Micańskiego, który po podaniu Costy skierował piłkę do siatki.
W pierwszej odsłonie meczu Zagłębie miało jeszcze jedną dobrą okazje na wyrównanie. Po koszmarnym błędzie Hernaniego, Traore zgrał do Plizgi, a ten w sytuacji sam na sam z golkiperem rywala nie trafił do bramki.
Po wyjściu z szatni gra się nie uspokoiła. Podopieczni „Franza” ruszyli do odrabiania strat. Chwilę po pierwszym gwizdku sędzia nie podyktował „jedenastki” za faul Kala na Plizdze. Świetne wejście zaliczył Paweł Sobolewski, który przy swoim pierwszym kontakcie z piłką zdobył bramkę.
Ponownie dwubramkowe prowadzenie Korony Kielce. Jednak już w 75. minucie z rzutu rożnego zagrywał Bartczak, Traore ściągnął piłkę głową, a Costa wpakował ją do bramki. Do końca spotkania pozostało piętnaście minut, a gospodarze nie mogli opędzić się od ataków Zagłębia. Na minutę przed końcem spotkania, Micanski znalazł się sam na sam z Cierzniakiem i tej sytuacji nie mógł nie wykorzystać. Świetna bramka i remis w Kielcach!
Zupełnie niepotrzebnie, tuż przed gwizdkiem, Costa dostał czerwoną kartkę, za bezsensowny faul bez piłki.
Chyba nikt nie spodziewał się takiego przebiegu tego spotkania. Było ono piękne samo w sobie. Wiele groźnych akcji, dużo bramek i przede wszystkim walka, której często brakuje na polskich boiskach.
Korona Kielce 3:3 Zagłębie Lubin










