W pierwszym niedzielnym spotkaniu 21. kolejki Premiership Chelsea Londyn zremisowała na Stamford Bridge z Aston Villą 3:3. Prowadzący to spotkanie, Lee Mason, dwa razy odgwizdywał rzuty karne i pokazał aż dziewięć żółtych kartek.
Chelsea po raz kolejny musiała udowodnić swoim kibicom, że kryzys formy ma już za sobą. Tym razem na Stamford Bridge przyjechała Aston Villa, która sama zanotowała spadek formy i musi się bronić przed spadkiem do Championship.

Pierwsze minuty rozpoczęły się od ataków pozycyjnych obu zespołów. Zarówno Chelsea, jak i „The Villans” starały się znaleźć sposób na sforsowanie defensywy rywala. Mimo szybkiego tempa i akcji, które przenosiły się z jednej na drugą bramkę, nie było klarownych okazji, by któraś z drużyn mogła wyjść na prowadzenie. Nawet strzały z dystansu Florenta Maloudy czy Gabriela Agbonlahora były niecelne. W drużynie gospodarze kompletnie niewidoczni byli Didier Drogba i Nicolas Anelka.
Spotkanie ożywiło się w 20. minucie, gdy w polu karnym James Collins najpierw skoczył na Florenta Maloudę, a później go powalił, kiedy ten chciał dojść do dośrodkowanej piłki. Prowadzący spotkanie, Lee Mason, nie wahał się ani przez chwilę i wskazał na jedenasty metr. Rzut karny pewnie wykorzystał Frank Lampard, strzelając z całej siły w lewy róg bramki, strzeżonej przez Brada Friedela. Był to dziesiąty gol angielskiego pomocnika w starciach z ekipą z Villa Park.
Po straconej bramce Aston Villa przejęła inicjatywę i jak najszybciej zamierzała odrobić tę jednobramkową stratę. Pierwszą dogodną sytuację miał Richard Dunn, jednak minimalnie przestrzelił. Trzy minuty później w polu karnym Michael Essien ściął Reo-Cockera i sędzia, po raz drugi w tym spotkaniu, wskazał na jedenasty metr.
Do piłki podszedł Ashley Young i mocnym strzałem nie dał szans Petrowi Cechowi. Pierwsza połowa była niezwykle brutalna, sędzia pokazał siedem żółtych kartek, w tym sześć podopiecznym Gerarda Houliera.
Goście z przytupem rozpoczęli drugą połowę, gdyż w 46. minucie na listę strzelców wpisał się Emile Heskey, który wykorzystał dośrodkowanie Downinga i pokonał czeskiego bramkarza strzałem głową.
Ta bramka była jak kubeł zimnej wody dla podopiecznych Carlo Ancelottiego, którzy z każdą chwilą coraz bardziej przejmowali inicjatywę. Najpierw w 55. minucie obrońcy „The Villans” wspaniałym podaniem obsłużyli Ramiresa, jednak strzał Brazylijczyka był minimalnie obok bramki. Sześć minut później Florent Malouda zagrał piłkę do Franka Lamparda, ale jego uderzenie z półwoleja, we wspaniałym stylu, obronił Brad Friedel.
W 66. minucie Lampard odwdzięczył się za poprzednie zagranie Maloudzie, podając mu prostopadłą piłkę, lecz i tym razem Francuz musiał uznać wyższość Brada Friedela, który obronił jego strzał nogami. Spotkanie się wyrównywało i obie drużyny znowu przeszły do ataku pozycyjnego. Podobnie jak w pierwszej połowie, gra ugrzęzła w środku pola.











