Emmanuel Olisadebe, Roger Guerreiro, Manuel Arboleda, Damien Perquis – co łączy tych piłkarzy? Każdy z nich zagrał lub, nie oszukujmy się, wkrótce zagra w reprezentacji Polski. Naturalizacja zawodników stała się w sporcie czymś normalnym, czymś na porządku dziennym. Czy jednak na pewno jest to normalne?
Olisadebe był pierwszym czarnoskórym zawodnikiem w reprezentacji Polski. Postawą w lidze przekonał do siebie Jerzego Engela. Oczywiście nie można odmówić „Emsiemu” zasług, ponieważ był jednym z największych, o ile nie największym bohaterem naszej kadry w eliminacjach do mistrzostw świata 2002. Doskonale pamiętamy mecze w Cardiff z Walią czy z Norwegią w Chorzowie, w których Olisadebe był pierwszoplanową postacią. Był pierwszym reprezentantem Polski, który po 16 latach zdobył bramkę na mundialu. Co stało się z nim po mistrzostwach? Tak naprawdę mało kto wie. Pograł trochę w Grecji, po czym wyjechał do Chin. Ambitnie? Chyba nie za bardzo. Zdobył wprawdzie kilka bramek, ale czy nie lepiej byłoby wrócić do Polski, by powalczyć o miejsce w kadrze? A może Olisadebe wcale nie chciał wrócić do reprezentacji, uznając, że nawet ona go już nie wypromuje? Oczywiście, Polacy zawsze będą wdzięczni „Emsiemu” za zdobyte bramki, ale wątpliwe, czy on tak samo wdzięczny jest Polakom za otrzymaną szansę.

Kolejnym zawodnikiem, który z Polską ma niewiele wspólnego ( żeby nie powiedzieć, że nic), jest Roger Guerreiro. Rodowity Brazylijczyk zagrał w naszej reprezentacji na Euro 2008. W trakcie tego turnieju był zawodnikiem Legii Warszawa. Nie ulega wątpliwości, że na austriackich boiskach był jedną z najjaśniejszych postaci naszej drużyny narodowej. Euro się jednak skończyło, a Roger otrzymał kilka interesujących ofert z zagranicy. Jako klub, w którym mógłby się rozwinąć, wybrał AEK Ateny. Od tego momentu forma Brazylijczyka, bo nie Polaka, zaczęła drastycznie spadać. Roger został nawet odsunięty od pierwszej drużyny. Czy samo przebywanie w Atenach było szczytem jego ambicji? Czy nie miał ochoty walczyć chociażby po to, by utrzymać miejsce w kadrze? Wydaje się, że nie. Reprezentacja Polski była dla tego zawodnika jedynie dobrym narzędziem do pokazania się w Europie, do wypromowania swojego nazwiska. Nadal mam jednak nadzieję, że następnymi meczami w kadrze, na które otrzymał powołanie, będzie w stanie zmienić moją opinię na jego temat.
Jeśli chodzi o Arboledę, sytuacja ma się podobnie. W reprezentacji Kolumbii linia obrony tworzona jest przez zawodników ze znacznie większych klubów niż Lech Poznań. Stoper „Kolejorza” nie ma więc zbyt wielkich szans na reprezentowanie barw ojczystego kraju. „Maniek” jest piłkarzem marudnym. Nie od dziś wiadomo, że Franciszka Smudę szanuje jak ojca. Dla niego byłby gotów wskoczyć w ogień. Trzeba jednak pomyśleć, co się stanie, gdy Smuda przestanie być selekcjonerem. Czy Arboleda nadal będzie chciał reprezentować barwy naszego kraju? Zresztą, czy potrzebny nam piłkarz, który podczas Euro będzie miał 33 lata?











