Szczęście w nieszczęściu Arsenalu, wejście smoka Tadicia, Fellaini oczekiwany jak wybawiciel… Co jeszcze ciekawego działo się w niedzielnych spotkaniach Premier League?
W meczu Arsenal – Stoke wedle oczekiwań w podstawowym składzie „Kanonierów” zabrakło Wojtka Szczęsnego, który zraził do siebie ostatnio Wengera. Nie wyszło to jednak na złe drużynie, która wygrała pewnie 3:0. W szóstej minucie groźną akcję przeprowadził Rosicky, co zapoczątkowało ciąg przyczynowo-skutkowy. Minął obronę rywali i uderzył na bramkę Asmira Begovicia, ten jednak wybił piłkę na rzut rożny. Ze stałego fragmentu Sancheza nic specjalnego nie wyniknęło, po chwili jednak piłka znowu do niego trafiła, 26-latek zaś wrzucił ją w pole karne, co Laurent Koscielny silnym i precyzyjnym strzałem zamienił na bramkę.
Gospodarze jednak, mimo wysokiej aktywności w ofensywie, mieli problemy, aby poważnie zagrażać bramce znanej z archaicznego, brzydkiego i siłowego futbolu Stoke City. Brakowało napastnika – Welbeck kontuzjowany, Giroud zaś nie odzyskał jeszcze pełnej sprawności i formy po kontuzji. Powodowało to, iż wszelkie akcje napędzali Sanchez i Rosicky, pomagać się starał zaś Oxlade-Chamberlain. Trudny do sforsowania był również mur, który postawiła drużyna Stoke. W ataku goście prawie nie istnieli. Próbowali wielu wrzutek, wiele podań było jednak niedokładnych, piłkarze zaś często musieli ratować się faulem, aby nie doprowadzić do kontrataku. Wykorzystywali to „Kanonierzy”, którzy podwyższyli w 33. minucie prowadzenie za sprawą akcji nie kogo innego jak Rosickiego i Sancheza. Były zawodnik Barcelony w drugiej połowie trafił jeszcze pięknie z rzutu wolnego i było po meczu.
https://vine.co/v/ODa2vB2JO59
Z biegiem czasu podopieczni Wengera spychali rywali coraz bardziej do defensywy i stwarzali coraz to groźniejsze sytuacje. Raz bomba Cazorli odbiła się od poprzeczki, minimalnie pudłowali też Walcott i Oezil. Warto zaznaczyć, iż obrona przeciwnika nadal kurczowo trzymała się pola karnego, dlatego też niemogący sobie poradzić zawodnicy Arsenalu próbowali strzałów z dystansu.
Mimo iż trzy punkty lądują w północnym Londynie, Arsene Wenger nie może być do końca zadowolony. Nie dość, że defensywa Arsenalu jest w tym sezonie dziurawa jak ser, to kontuzji doznał jeszcze Mathieu Debuchy, który dopiero co wyleczył się z poprzedniego urazu. Tym samym dołączył do szerokiego grona piłkarzy niezdolnych do gry – Gibbsa, Welbecka, Chambersa, Gnabry’ego, Artety i Willshere’a. Na ból narzekał również w dzisiejszym spotkaniu Nacho Monreal i choć dokończył mecz na boisku, nie można być pewnym, iż jego dyspozycja się nie pogorszy.
W drugim meczu tego dnia Manchester United przegrał u siebie w słabym stylu z Southampton. Spotkanie lepiej zaczęli goście, którzy początkowo chcieli zdominować drużynę gospodarzy. Z biegiem czasu więcej przy piłce starały się być „Czerwone Diabły”, nie wynikały z tego jednak okazje bramkowe. Gra toczyła się w środku boiska, ewentualne akcje kończyły się jeszcze przed polem karnym. Jeszcze w pierwszej połowie z boiska z powodu kontuzji zejść musiał kluczowy defensor „Świętych” – Toby Alderweierld. Wobec tego wydawało się, iż wreszcie gra zacznie układać się po myśli van Gaala, zaś zawodnicy tak kreatywni, jak: Rooney, Mata czy Di Maria sforsują osłabioną defensywę gości. Nic z tego, piłkarzy z Manchesteru stać było w zasadzie tylko na akcję Rooneya, który podał do wbiegającego na pozycję strzelecką van Persiego. Holender jednak strzału postanowił nie oddawać.











