Chelsea Londyn szczęśliwe wygrała 2:1 na Stamford Bridge z Wigan. Gola na wagę kompletu punktów zdobył Juana Mata. Niemały udział w zwycięstwie „The Blues” miał prowadzący mecz Mike Jones, który uznał pierwszego gola dla londyńczyków, chociaż Branislav Ivanović był na metrowym spalonym.

Walcząca o czwartą pozycję w tabeli i grę w kwalifikacjach do Ligi Mistrzów londyńska Chelsea gościła na własnym stadionie walczące o utrzymanie Wigan. „The Blues” zajmują obecnie szóstą lokatę, gdyż w piątek swój mecz rozgrywało Newcastle, które przeskoczyło na piąte miejsce. Wigan razem z Blackburn, Boltonem i QPR walczy o to, by w następnym sezonie nie grać w nPower Championship.
Cała pierwsza połowa była bardzo wyrównana i miejscami wręcz nudna. Sytuacje bramkowe można było policzyć na palcach, najbliżsi zdobycia prowadzenia byli gospodarze, jednak Al-Habsi świetnie interweniował. Częściej przy piłce byli piłkarze z Wigan, ale nic im to nie dawało. Chelsea skoncentrowała się na grze z kontrataku. Pierwszy kwadrans był bardzo nudny, sporadyczne strzały z jednej i drugiej strony były bardzo niecelnie. Ożywienie wprowadził dopiero w 19. minucie Gary Cahill. Popisał się fantastycznym uderzeniem, które wyrwało Al-Habsiego z letargu i zmusiło go do pokazania swoich najlepszych umiejętności. W odpowiedzi na to Victor Moses pokusił się o strzał z dystansu, jednak nie sprawił on żadnych problemów Cechowi. Zastępujący Fernado Torresa Dider Drogba również pokusił się o uderzenie z daleka, ale o centymetry minęło ono słupek bramki. Obie defensywy świetnie sobie radziły z atakami przeciwnika, a bramkarze, niczym na treningach, bez problemu wyłapywali dośrodkowania w pole karne. Znowu nieco ożywienia w to spotkanie wniósł Juan Mata. Hiszpan świetnie minął w polu karnym obrońców, jednak zamiast podawać do kolegów zdecydował się na strzał, który obronił Al-Habsi. Piłka trafiła jeszcze do Didiera Drogby, ale jego dobitkę z główki wybił Figuroea. Tempo spotkania znowu opadło, by ożywić się dopiero przed gwizdkiem sędziego. Florent Malouda popisał się bardzo dobrym dośrodkowaniem na głowę Didiera Drogby, ale po raz kolejny Al-Habsi stanął na wysokości zadania, w efektowny sposób broniąc główkę reprezentanta Wybrzeża Kości Słoniowej.













